Rychły schyłek ery węgla

Rzeczpospolita/Marian Zubrzycki

Taniejąca technologia solarna i spadek cen aut na prąd zatrzymają globalny popyt na ropę i węgiel po 2020 r. Paliwa kopalne w dekadę stracić mogą nawet 10 proc.

Takie tezy wysuwają badacze z Grantham Institute w Imperial College London i Carbon Tracker w najnowszym raporcie. Szacują, że farmy słoneczne mogłyby dostarczyć 23 proc. produkowanej energii w 2040 r. (teraz to ok. 1 proc.), a w 2050 r. – 29 proc., całkowicie wykluczając węgiel i pozostawiając jedynie 1 proc. rynku dla gazu. Z kolei samochody elektryczne zajmą 35 proc. rynku transportu drogowego do 2035 r., a w perspektywie połowy wieku – ponad 2/3 rynku (z ok. 2 mld aut).

Założenia są śmielsze niż te wysuwane przez tradycyjne koncerny, które zapewne łatwo pola nie zechcą oddać.

Andrzej Rubczyński, dyrektor ds. badań i analiz Forum Energii, wyciąga dość oczywisty wniosek dla polskich firm energetycznych. – Skoro taniejące technologie solarne i wiatrowe zaczną w przyszłej dekadzie wypierać jednostki na paliwa kopalne, to inwestowanie w te ostatnie zaczyna być obarczone dużym ryzykiem – zauważa. Zaleca zatem większą ostrożność zarówno jeśli chodzi o liczbę budowanych bloków węglowych, jak i ich jakość (muszą być mniejsze i bardziej elastyczne).

Aleksander Śniegocki z WiseEuropa ma wątpliwości, czy scenariusz zakładający 10-proc. spadek dla paliw kopalnych na poziomie globalnym ziści się w Polsce. Ale nawet jeśli zamiast dekady będzie to 15–20 lat, to i tak stanie się to w połowie ekonomicznego okresu życia dla bloku węglowego.

Taniejąca technologia solarna napędzi też rozwój energetyki rozproszonej. Z drugiej strony rosnąca wydajność paneli przyczyni się do rozwoju dużych farm słonecznych. Autorzy raportu wskazują, że w 2050 r. będzie można pozyskać dwukrotnie więcej niż dziś, nawet 1000 MWh prądu z hektara pokrytego panelami. Technologia ta przebije wydajność elektrowni na biomasę. Dziś z hektara upraw roślin energetycznych można wyprodukować ok. 50 MWh. – Gdyby zbudować takie farmy tylko na 400 tys. hektarów, bo mniej więcej taka powierzchnia z ok. 2 mln hektarów niewykorzystanych gruntów w kraju nadaje się na uprawy pod biomasę, to można byłoby pozyskać ok. 200 TWh, czyli 25 proc. więcej prądu, niż wynosi jego obecne krajowe zużycie w ciągu roku – porównuje Rubczyński.

Niektóre tezy raportu mogą być nie po myśli zwolenników elektromobilności. Jego autorzy wskazują bowiem, że elektryczne samochody korzystające z prądu wytworzonego w blokach węglowych co prawda zredukują emisję tlenków siarki i azotu na poziomie lokalnym (miasta), ale przy dzisiejszej emisyjności wytwarzania energii (830 kg CO2/MWh) nie zmniejszą emisji globalnej CO2 (na poziomie kraju). Wystarczy jednak, zdaniem autorów, redukcja emisyjności do poziomu 800 kg CO2/MWh i przewidywana do 2020 r. poprawa sprawności samochodów elektrycznych, żeby bilans był korzystny. A to jest w zasięgu krajowej energetyki.

Mogą Ci się również spodobać

Ropa znów tanieje

Ceny ropy naftowej na giełdzie paliw w Nowym Jorku spadają nieznacznie po zwyżce w ...

Norwegowie trafili na ropę

Statoil odkrył nowe złoże węglowodorów w dnie Morza Norweskiego. Zalega w nim do 80 ...

W Polsce realizuje się coraz więcej dużych projektów

Wielomiliardowe inwestycje prowadzą teraz w naszym kraju m.in. PGE, Tauron, Enea, PGNiG, PKN Orlen, ...

Plaga niedoborów węgla. Ten rok nie będzie lepszy

Wytwórcy energii i ciepła mieli w ubiegłym roku wyjątkowy problem z utrzymaniem zapasów węgla ...

Drogi rosyjski gaz dla Donbasu

Rosjanie sprzedają separatystom z Donbasu gaz drożej niż Ukraina kupuje na zachodnie Europy. W ...

Statoil zachęca do dobrowolnych odejść

Norweski koncern energetyczny zachęca pracowników do dobrowolnych odejść. Każdy pracownik koncernu, który zdecyduje się ...