Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego rynek ropy naftowej jest zaskakująco spokojny, mimo incydentów w Cieśninie Ormuz.
- Jaki niespodziewany, podwodny problem blokuje setki tankowców.
- Jakie decyzje kluczowych graczy mogą sprowadzić cenę baryłki ropy do 40 dol.
- Od czego zależy przyszłość opłat i swoboda transportu w jednym z najważniejszych punktów naftowej mapy świata.
Na rynku ropy jest mniej nerwowo. Najlepszy dowód, że po wystrzeleniu przez Iran dwóch rakiet w kierunku katarskich gazowców w cieśninie Ormuz notowania ropy ledwie drgnęły. Najprawdopodobniej Iran chce w ten sposób zmusić statki do korzystania z korytarza blisko jego brzegu, a nie z trasy „omańskiej” preferowanej przez zachodnich armatorów. Nadal za baryłkę Brenta trzeba zapłacić tyle, ile przed wybuchem konfliktu 28 lutego, czyli ok. 73 dol.
Ruch rośnie, ale jeszcze nie wrócił do poziomu sprzed wojny
W ostatni weekend Ormuzem przepłynęło 108 jednostek i tą drogą transportowane jest ok. 15 mln baryłek ropy dziennie. Ruch wyraźnie zwiększa się od 20 czerwca, czyli od podpisania wstępnego porozumienia między USA a Iranem. Ale nadal jest to mniej, niż przed wybuchem konfliktu, kiedy było to po 100 statków dziennie.
Czytaj więcej
Ceny rosyjskiej ropy poleciały w dół do poziomu sprzed wojny. Dla Kremla to zła wiadomość. Nie ma czym zasypać ogromnej dziury budżetowej.
Powodów mniejszego ruchu jest kilka. W wielu miejscach Cieśnina jest nadal zaminowana, więc tworzą się „wąskie gardła”. A po drugie przynajmniej 300-400 statków, które cumowały w Zatoce Perskiej podczas konfliktu, nadal czeka na redzie i w portach. – Kilka z nich opuściło Zatokę w ostatnią niedzielę, a teraz ich liczba powinna się zwiększać. Poszczególne jednostki na własną rękę oceniają ryzyko i koordynują swoje ruchy w porozumieniu z odpowiednimi portami – mówiła Natasha Brown, rzeczniczka Międzynarodowej Organizacji Morskiej w wywiadzie dla Al Jazeery.
Skorupiaki dają się we znaki
Uwięzione w Zatoce jednostki stały na kotwicy od 28 lutego. Te ponad cztery miesiące wystarczyły, by w tropikalnych wodach dało o sobie znać życie podwodne. Na zanurzonej części kadłubów (a pełne tankowce były głęboko zanurzone) narosły skorupiaki. – Cztery miesiące? To mnóstwo czasu, żeby tam się zgromadziło mnóstwo muszli – mówił „New York Timesowi” Derek Hamm ze szkoły nurkowania na Florydzie.
Szczególnie agresywne są masywne pąkle, ale również małże oraz algi, które przyczepiły się do zanurzonych unieruchomionych kadłubów. Żaden statek nie odpłynie, dopóki nie zostaną one usunięte przez brygady profesjonalnych nurków.
To gigantyczna praca, jeśli weźmiemy pod uwagę, że tankowce mają zazwyczaj ok. 300 m długości, co oznacza, że do wyczyszczenia jest ok. 6,5 tys. mkw. powierzchni. Do wykonania takiej pracy potrzebna jest ekipa 5-6 nurków pracujących przez 4-5 godzin dziennie, bo wszystkie żyjątka trzeba usuwać ręcznie i to z wielką precyzją, tak aby nie uszkodzić specjalnej powłoki, jaką pokryte są kadłuby statków. Najczęściej do ich usuwania służą lancety, a jeśli trafią się jakieś wyjątkowo odporne osobniki, trzeba skorzystać z aparatów ciśnieniowych. Najtrudniejsze do oczyszczenia są wirniki i najczęściej trzeba je wymontować i po oczyszczeniu zamontować ponownie.
Nagły wzrost popytu na tę usługę spowodował, że stawki nurków gwałtownie poszły w górę. Koszty usunięcia morskiej fauny i flory z kadłubów tankowców sięgają dzisiaj w Zatoce Perskiej kilkuset tysięcy dolarów.
Dlaczego statki nie mogą po prostu odpłynąć zarośnięte muszlami i pąklami? Z tego samego powodu, dla którego kadłuby samolotów muszą być idealnie gładkie. Chodzi o dynamikę ruchu. Zarośnięte morskimi skorupiakami powierzchnie powodują, że jednostka zużywa znacznie więcej paliwa, niż ta, której kadłub jest czysty. A to ma szczególne znaczenie, kiedy tankowce przepływają tysiące kilometrów, np. przewożąc ropę z Bliskiego Wschodu do Azji czy Australii. – Tymczasem to paliwo właśnie stanowi około połowy wszystkich kosztów armatorów – mówił „NYT” Neil Roberts, z Lloyd’s Market Association.
Zarośnięte pąklami śruby statków szybko stają się niezdatne do eksploatacji. Usuwanie wszelkich narośli na kadłubach statków jest wręcz obowiązkowe w normalnym ruchu statków. Jednostkę z zarośniętym kadłubem trudno jest także ubezpieczyć.
Kiedy już wszystkie tankowce, które wojna uwięziła w Zatoce Perskiej, a Amerykanie i Irańczycy się porozumieją, ropa ponownie zacznie tanieć. Dzisiaj nie brakuje analityków, którzy uważają, że po decyzji OPEC o zwiększeniu pułapu wydobycia w sierpniu i sprzedaży ropy przez Arabię Saudyjską po bardzo obniżonej cenie, notowania tego surowca spadną nawet do 40 dol. za baryłkę Brenta.
Przyszłość opłat w cieśniny Ormuz nie jest oczywista
Oczywiście jednak pozostaje problem cieśniny Ormuz i tego, co ostatecznie ustalą Amerykanie i Irańczycy po 20 sierpnia, kiedy to przestanie obowiązywać obecne memorandum.
Incydent z ostrzelaniem katarskich jednostek w nocy z 6 na 7 lipca dowodzi, że Irańczycy nadal czują się panami Ormuzu. Obiecali nie pobierać żadnych opłat od jednostek korzystających z tego szlaku tylko przez 60 dni, licząc od 20 czerwca. Co więcej, zapowiadają, że w przyszłości będą dążyli do ustalenia z Omanem oraz innymi państwami Zatoki Perskiej warunków, na jakich światowa marynarka będzie korzystała z tego szlaku. Jak ujawnili Omańczycy, propozycja irańska polega na tym, że właśnie oni i rząd w Teheranie mieliby pobierać opłaty. To pozostaje w sprzeczności z dążeniem USA, które naciskają, aby warunki korzystania z cieśniny były takie, jak przed wojną.
Na razie większość jednostek przepływających przez Ormuz wybiera drogę „irańską”, czyli północną częścią cieśniny, a nie omańską rekomendowaną przez Amerykanów. „Wykorzystywanie dwóch szlaków prowadzących przez Ormuz dowodzi, że wprawdzie ruch się tam odbywa, ale jest podzielony i armatorzy wybierają szlaki zależnie od własnej oceny ryzyka” – napisali analitycy Kplera, firmy zajmującej się oceną warunków w transporcie morskim.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest jednym z głównych tematów odbywającego się właśnie szczytu NATO w Ankarze. Wiadomo też, że rozmowy USA–Iran mogą być wznowione dopiero po zakończeniu 9 lipca uroczystości pogrzebowych ajatollaha Ali Chameneiego, zabitego w ataku amerykańsko-izraelskim.