Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Cieśnina Bab al-Mandab jest kluczowym punktem dla globalnego transportu ropy naftowej.
- Jak eskalacja konfliktu wpłynie na ceny surowca oraz gospodarki państw azjatyckich i europejskich.
- Jakie ryzyko dla gospodarki światowej niesie nowa odsłona konfliktu na Morzu Czerwonym.
Ogłoszenie przez jemeńskich rebeliantów Hutich morskiej blokady Arabii Saudyjskiej, to kolejne zdarzenie geopolityczne, które łatwo może się wymknąć spod kontroli. Na początku tego tygodnia Huti zaczęli radiowo ostrzegać statki cywilne na Morzu Czerwonym, by nie płynęły do saudyjskich portów. Część z nich zawróciła i zrezygnowała z przepłynięcia przez Cieśninę Bab al-Mandab. W nocy ze środy na czwartek Huti zaatakowali natomiast, za pomocą rakiet i dronów, dwa tankowce na Morzu Czerwonym - wywołując pożar na jednym z nich.
Owa cieśnina, której nazwa znaczy po arabsku „Brama Łez”, jest strategicznie ważnym akwenem. Łączy bowiem Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Jest częścią morskiego szlaku, który łączy Azję Wschodnią z Europą poprzez Kanał Sueski. Jest też ważną trasą przesyłu ropy naftowej. Po zablokowaniu Cieśniny Ormuz, Arabia Saudyjska przekierowała znaczną część swojego eksportu ropy do terminalu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Eksportowała poprzez niego ponad 4 mln baryłek ropy dziennie. Według danych firmy Kpler, w czerwcu transportowano dziennie przez Bab al-Mandab średnio 6,2 mln baryłek ropy. Pojawienie się zagrożenia dla żeglugi w Cieśninie Bab al-Mandab nie blokuje całkowicie saudyjskiego eksportu naftowego. Surowiec wciąż będzie normalnie transportowany do Europy, ale droga dostaw do Azji znacznie może się wydłużyć.
– Pełna blokada Bab al-Mandab może sprawić, że ceny ropy staną się wyższe o 5-10 USD i będą przekraczały 100 USD za baryłkę – prognozuje Dan Pickering, dyrektor inwestycyjny w firmie Pickering Energy Partners.
Czytaj więcej
Kierowcy muszą przygotować się na kolejne podwyżki cen paliw. Napięcia na Bliskim Wschodzie ponownie wywindowały notowania ropy, a analitycy ostrze...
Porachunki z Saudami
Huti sami nie zdecydowali o blokadzie cieśniny. Owi szyiccy rebelianci z Jemenu są bowiem od wielu lat bliskimi sojusznikami Iranu. Na ich fladze widnieje napis: „Śmierć Izraelowi i Ameryce!”. Są jedną ze stron w jemeńskiej wojnie domowej toczącej się od 2014 r. Kontrolują terytorium zamieszkałe przez 22-25 mln ludzi, obejmujące głównie Jemen Północny. W ich rękach znajduje się nominalna stolica kraju – Sanaa – oraz port w Hodejdzie. Dysponują zaawansowanymi irańskimi rakietami oraz dronami. Atakowali już wcześniej i porywali statki cywilne na Morzu Czerwonym. W latach 2023-2025 zaatakowali 97 statków, z czego pięć zatopili, a jeden porwali. Te akty piractwa doprowadziły w 2025 r. izraelski port w Eilacie do bankructwa. Huti wystrzeliwali też rakiety przeciwko Izraelowi oraz Arabii Saudyjskiej. Ich działania doprowadziły do powstania pod koniec 2023 r. koalicji międzynarodowej pod przewodnictwem USA, która chroniła żeglugę na tym akwenie. Prowadziła też dosyć ograniczone bombardowania Jemenu, które nasiliły się wiosną 2025 r. i zmusiły Hutich do zawieszenia broni. Później dochodziło jednak do wymiany ciosów pomiędzy Izraelem a Hutimi. 28 sierpnia 2025 r. Izraelczykom udało się za pomocą uderzenia lotniczego zlikwidować cały rząd Hutich w Saanie, na czele z premierem Ahmedem al-Rahawim i szefem sztabu gen. Muhammadem Abd al-Karimem al-Ghamarim. Izraelowi jak dotąd nie udało się jednak wyeliminować Abdula-Malika al-Houthiego, przywódcy ruchu, który rzadko pojawia się publicznie.
Huti przetrwali więc ograniczoną konfrontację z USA oraz z Izraelem oraz interwencję zbrojną prowadzoną od 2015 r. z różnym natężeniem przez Arabię Saudyjską. Saudyjskie bombardowania Jemenu wywoływały duże kontrowersje ze względów humanitarnych. Saudyjczyków oskarżano o ludobójstwo, a w mediach pojawiały się zdjęcia głodujących jemeńskich dzieci. Saudyjskie działania zbrojne starały się więc ograniczyć administracje Obamy i Bidena, które wstrzymywały dopływ danych wywiadowczych i dostawy broni precyzyjnej dla Saudyjczyków. Ta „humanitarna” polityka mści się teraz na Stanach Zjednoczonych, gdyż oszczędzeni w ten sposób Huti stali się zagrożeniem dla gospodarki światowej. Mogli też nabrać przekonania, że okazanie im łaski przez USA było oznaką słabości. To ich ośmieliło do nowych ataków.
– Jeśli trasa przesyłowa ropy naftowej przez Morze Czerwone stanie się niemożliwa do wykorzystania, to będziemy znów mówić o sytuacji bez wyjścia – wskazuje Helima Croft, szefowa działu strategii globalnej w RBC Capital Markets.
– Huti przez większość czasu zachowywali się mądrze i trzymali się z dala od tego wszystkiego przez cały konflikt. Teraz najwyraźniej dali się wmanipulować i atakują Arabię Saudyjską oraz jej statki. Kilka godzin temu czytałem raporty, że jest tam faktycznie saudyjski statek paliwowy pływający pod chińską banderą. To chiński statek. Czy oni zamierzają wysadzić chiński statek? Wtedy to stanie się problemem dla Chin. To stanie się problemem dla całego świata – stwierdził w czwartek Marco Rubio, sekretarz stanu USA. (Odniósł się w ten sposób do doniesień, że jeden z zaatakowanych tankowców wiózł ropę do Chin.)
– Europa może też nie być szczęśliwa z powodu zagrożenia stworzonego przez Hutich. Arabia Saudyjska przesyła około 230 tys. baryłek dziennie paliwa dieslowskiego przez Kanał Sueski. Pochodzi ono z rafinerii znajdujących się blisko Jemenu i narażonych na ataki Hutich – przypomina Homayoun Falakshahi, szef działu analiz naftowych w firmie Kpler.
Czarna dziura regionu
Huti wyraźnie igrają z ogniem. Jeśli w wyniku saudyjskich, izraelskich lub amerykańskich ataków odwetowych zostanie zniszczony port w Hodejdzie, to na kontrolowanych przez nich terenach zacznie się głód. Nie będą oni w stanie importować żywności, a przestanie do nich trafiać pomoc humanitarna. Już i tak panuje tam straszliwa nędza. Jemen jest jednym z najbiedniejszych krajów świata, którego PKB na głowę jest szacowany na zaledwie 1,6 tys. USD (licząc według parytetu siły nabywczej). Decydując się na ataki na żeglugę międzynarodową Huti wpędzą Jemeńczyków w jeszcze gorszą nędzę i beznadzieję.
USA mocno zwiększyły nadwyżkę z handlu ropą
Amerykański eksport ropy i produktów naftowych sięgnął w kwietniu 2026 r. 32,15 mld USD i był rekordowo wysoki. Import tych surowców wynosił wówczas 17,07 mld USD, więc amerykańska nadwyżka w handlu naftowym wynosiła 12,87 mld USD. Była ona dwa razy większa niż w marcu. W lutym sięgała ona 2,56 mld USD, przy eksporcie wynoszącym 16,40 mld USD. Spółki naftowe z USA wyraźnie więc skorzystały ze wzrostu popytu na surowiec spoza Bliskiego Wschodu i ze zwyżki cen. Daniel Kostecki, główny analityk rynków w CMC Polska, szacuje, że nadwyżka USA w handlu ropą i produktami naftowymi wyniosła w maju 11,5 mld USD, a w czerwcu 11 mld USD. – Przy wartości środkowej daje to około 41,8 mld USD przewagi wartości eksportu nad importem w okresie od marca do czerwca. Dla porównania, scenariusz bazowy, gdyby wojny nie było, zakładający łagodne zwiększanie styczniowego salda, przyniósłby w tym samym okresie około 11,8 mld USD. Różnica wyniosłaby hipotetycznie zatem około 30 mld USD. Czyli w teorii o tyle USA pozyskały więcej dolarów, niż by miały bez wojny. To właśnie ta różnica jest najciekawsza analitycznie. Pokazuje skalę dodatkowej wartości handlowej, która pojawiła się po rozpoczęciu wojny i skoku cen energii. Nie można jej jednak opisać jako wojennego zysku USA. Wyższe ceny zwiększają przychody eksporterów, ale równocześnie podnoszą koszty paliw dla gospodarstw domowych, przewoźników, przemysłu i administracji – wskazuje Kostecki. Tymczasem Pete Hegseth, amerykański sekretarz USA, zeznał w Kongresie, że koszt konfliktu z Iranem to 37,5 mld USD. Jest on więc mniejszy od owej nadwyżki naftowej. Oczywiście konflikt wciąż trwa, a jego koszty i skutki uboczne dla gospodarki światowej rosną. – Wojna kiedyś się skończy, koszty operacji spadną, ale udział w naftowym torcie prawdopodobnie pozostanie większy na długo – prognozuje Kostecki. HK