Pierwsza opcja przewiduje całkowity zakaz dostaw „czarnego złota” do krajów, które poparły wprowadzenie ceny maksymalnej (Unia, G7, Australia), dowiedziała się gazeta Wiedomosti od źródeł zbliżonych do rosyjskiego rządu. Miałoby to dotyczyć nie tylko bezpośrednich zakupów rosyjskiej ropy, ale także za pośrednictwem krajów trzecich lub nawet ich przez internet.

W drugim wariancie zakaz dostaw ropy naftowej miałby objąć kontrakty zawierające warunek ceny maksymalnej, niezależnie od kraju odbiorcy.

Czytaj więcej

Rosja odgraża się, że nie dostosuje się do unijnego pułapu cenowego

A trzecia opcja wiąże się z wprowadzeniem tzw. ceny orientacyjnej. Istota mechanizmu polega na tym, że ustalana jest maksymalna zniżka ceny dla marki Urals w stosunku do referencyjnej marki europejskiej ropy Brent, a wraz ze wzrostem tej zniżki wprowadzany jest zakaz sprzedaży.

Według źródła Wiedomosti, ta opcja jest najmniej prawdopodobna do przyjęcia.

Na razie sytuacja jest taka, że rosyjskie koncerny dają już zagranicznym nabywcom paliw tak duże zniżki, że cena paliw na rynku rosyjskim jest wyższa aniżeli w eksporcie. Świadczy o tym fakt, że w grudniu po raz pierwszy od dwóch lat koncerny zapłacą do budżetu tzw. naddatek tłumiący od benzyny w wysokości 1450 rubli (103 zł) za tonę.

Kreml stworzył tzw. mechanizm tłumienia cen paliw, w okresie pandemii. Wtedy z powodu nadpodaży surowca na świecie i spadającego popytu, firmy eksportowały z ogromnymi zniżkami, rekompensując to sobie na rynku krajowym.

Czytaj więcej

Węgrzy pożegnali tańsze paliwa. Teraz zapłacą drożej niż w Polsce

Zasada jest taka, że jeśli cena eksportowa benzyny i oleju napędowego jest wyższa niż warunkowa cena krajowa w Rosji, państwo rekompensuje koncernom naftowym część tej różnicy, aby nie podnosiły one cen na rynku krajowym. A jeśli ceny rosyjskie są wyższe niż ceny eksportowe, to nafciarze dzielą się z państwem częścią nadwyżki zysków z krajowej sprzedaży paliw.

Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie.