Złożył pan przeciwko OPEC pozew, w którym domaga się wyrównania swoich strat związanych z działaniami kartelu. Na czym się ten pozew opiera? Jak oszacował pan poniesione przez siebie straty?

Pozwałem OPEC jako indywidualny konsument, który zaopatruje się w produkty ropopochodne, głównie benzynę do motocykla i olej opałowy do ogrzewania domu. Założyłem, że rynek ropy naftowej jest pod wpływem kartelu, a szacunki swoich strat oparłem na badaniach, które ustalają, o ile istnienie kartelu na danym rynku zawyża ceny.

Badania wskazują, że w takim przypadku ceny mogą być o 5–45 proc. wyższe niż w scenariuszu braku kartelu. Ponieważ OPEC działa na skalę światową jako kartel już od kilkudziesięciu lat, a popyt na ropę jest dość sztywny, skutkiem tego najprawdopodobniej jest znaczące zawyżenie cen. Zażądałem naprawienia strat poniesionych w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Sąd przyjął pozew, nakazał OPEC odpowiedzieć na moje roszczenie i wskazać swoich prawników.

Spodziewa się pan, że pozwów tego rodzaju będzie więcej? Dlaczego do tej pory ludzie ich nie wnosili?

Tak. Myślę, że moim śladem może pójść wielu ludzi. Do tej pory takie procesy miały miejsce w USA, ale pozwy zostały ostatecznie odrzucone ze względu na immunitet OPEC jako podmiotu państwowego. W Europie jest jednak inaczej, a to za sprawą węższej definicji takiego podmiotu. Nie słyszałem dotąd o takich pozwach w Europie, ale zakładam, że nie wnoszono ich ze względu na brak świadomości, że OPEC można pozwać.

Po tym jak pozwałem OPEC za pierwszym razem, co miało miejsce dziesięć lat temu, kartel złożył skargę do władz niemieckich, ponieważ byłem wówczas urzędnikiem państwowym. Skarga została przekierowana do mnie i chociaż nie towarzyszyło temu żądanie wycofania pozwu, było dla mnie jasne, że jeśli tego nie zrobię, spotkają mnie konsekwencje. Obecnie toczący się proces ma swój wymiar polityczny. Jeśli wygram tę sprawę, może dojść do tsunami sporów sądowych z OPEC.

Czy pozwanie OPEC jest trudne? Jakiej rady udzieliłby pan Polakom, którzy chcieliby pójść w pana ślady?

Polski system prawny dużo bardziej przypomina niemiecki niż amerykański. W szczególności polskie sądy – dokładnie tak jak niemieckie – stosują unijne prawo ochrony konkurencji. Z merytorycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy pozew przeciwko OPEC zostanie złożony w Warszawie czy w Berlinie. W obu przypadkach zastosowanie ma bowiem unijne prawo antykartelowe.

Ponadto stosując to prawo, tak polskie, jak i niemieckie sądy mogą zwrócić się o poradę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Jeśli OPEC zostanie uznany za kartel, będzie to przełom, który zachęci do składania pozwów podobnych do mojego.

Jak ogólnie ocenia pan obecną politykę OPEC? W październiku mimo utrzymywania się kryzysu energetycznego kartel podjął decyzję o ograniczeniu produkcji ropy.

Ta decyzja unaocznia, jak szkodliwa polityka OPEC jest dla konsumentów, zwłaszcza przedstawicieli najsłabszych i najuboższych grup społecznych. Szczególnie wyraźnie widać to w kontekście wojny w Ukrainie i przyspieszającej inflacji, która skutkuje kryzysem kosztów życia. To pokazuje, jak wystąpienie przeciwko OPEC jest pilne. Swój pozew złożyłem jeszcze przed październikową decyzją kartelu, więc między tymi faktami nie ma bezpośredniego związku. Jednak moim celem było sprowokowanie w społeczności międzynarodowej dyskusji na temat polityki OPEC.

Jak pańskie działania przeciwko OPEC mogą wpłynąć na globalną transformację w kierunku bardziej ekologicznych źródeł energii?

Jeśli takie pozwy odniosą sukces, w krótkim okresie efektem będą niższe ceny ropy, co przynajmniej teoretycznie nie wspierałoby transformacji energetycznej. Jednak na dłuższą metę rozpad kartelu oznaczałby, że OPEC utraci swoje zyski z działalności związanej z paliwami kopalnymi. To powinno sprawić, że kraje kartelu będą miały motywację do podążania ścieżką transformacji energetycznej. Dlatego moim zdaniem przeciwstawienie się kartelowi jest ważnym elementem strategii przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Jak ocenia pan podejście do OPEC, jakie przyjmują USA i inni główni konsumenci ropy?

Widać tu znaczące różnice między USA a Europą. W USA pojawił się pomysł ustawy „NOPEC”. Kongresmani chcą za jej pomocą zdjąć z konsumentów związany z polityką OPEC ciężar. Nie jestem jednak pewien, czy te wysiłki przyniosą skutek, ponieważ politycy boją się odwetu ze strony OPEC. To samo dotyczy UE i właśnie dlatego w przeszłości władze nie podejmowały kroków przeciwko kartelowi. Jednak całkowicie zmienić w tym względzie zasady gry mogłyby pozwy prywatne.

Jeśli moja sprawa zakończy się sukcesem, OPEC odwoła się od wyroku, jednak w dłuższej perspektywie jego problemy by narastały. Musiałby się zmierzyć z miliardowymi roszczeniami konsumentów domagających się odszkodowań. Nie widzę możliwości, żeby w takich okolicznościach OPEC mógł kontynuować swoją monopolistyczną politykę.