Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z e-petrol.pl, przekonuje, że o cenach decydować będzie w głównej mierze to, jak szybko uda się ugasić pandemię, a zwłaszcza to, czy nie pojawi się jej druga fala. – Jeśli sytuacja będzie pod kontrolą, przed nami zwyżki cen (benzyny i diesla – red.) o kilkanaście groszy w porównaniu z obecnymi, a więc poziomy 4,3–4,4 zł za litr nie powinny nas dziwić w okresie letnim – uważa.
Ceny paliw mogą rosnąć także dlatego, że wakacje to tradycyjnie czas żniw dla firm naftowych. W lipcu i sierpniu popyt zawsze był stosunkowo duży. Teraz powinno być podobnie. – Okres wakacyjny i spodziewany wzmożony ruch związany z krajową turystyką zapewne będą stanowiły pozytywny impuls do dalszego wzrostu sprzedaży – informuje biuro prasowe Orlenu. Koncern spodziewa się zwłaszcza wzrostu popytu na benzynę.
Zmniejszoną sprzedaż na stacjach zanotowaną w pierwszych tygodniach od dnia pojawienia się pandemii koronawirusa stara się nadrobić Lotos. – Zwiększające się natężenie ruchu przekłada się na poprawę wyników sprzedażowych i systematyczne dojście do założeń budżetowych na 2020 r. Większy progres można zaobserwować w sprzedaży paliw na stacjach miejskich i lokalnych, mniejszy – na stacjach tranzytowych i autostradowych – informuje biuro prasowe Lotosu. Dodaje, że w tym drugim obszarze spółka spodziewa się poprawy podczas wakacji.
Unimot zwraca uwagę, że od połowy kwietnia kurs ropy się podwoił. To jednak nie przełożyło się na równie istotny wzrost cen paliw, co było możliwe dzięki znacznej obniżce marży rafineryjnej dokonanej przez producentów. – Tak niskie marże nie utrzymają się jednak długo. Prognozujemy, że dostosowanie się rynku nastąpi prawdopodobnie raczej przez obniżkę cen ropy niż przez zwyżki cen produktów na stacjach – uważa Adam Sikorski, prezes Unimotu.