Jak wynikało z danych Ministerstwa Energii na początku tego roku istniało 240 GW mocy w wydanych warunkach przyłączenia do sieci. Z tej liczby ponad 150 GW to same OZE, a 90 GW to magazyny energii. W liczbie 240 GW jest 36 GW mocy w instalacjach, które już pracują, a kolejne 50 GW to inwestycje, które z dużym prawdopodobieństwem zostaną zrealizowane. Rząd zakładał, że w wyniku reformy i ustawy sieciowej nawet 150 GW mocy przyłączeniowych może zostać odblokowanych dla tych inwestorów, którzy faktycznie chcą się przyłączyć i wybudować OZE czy magazyny energii. Po części tak się stało.

Finansowe sito ustawy sieciowej zadziałało

Rząd poprzez wzrost kwoty zaliczek chciał odsiać inwestorów od tych, którym zależy tylko na skupowaniu warunków przyłączenia. Zgodnie z ustawą kwota zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie wzrosła z 30 zł do 60 zł za każdy kilowat wnioskowanej mocy przyłączeniowej. Maksymalna kwota wynosi 6 mln zł. Zaliczkę będą musiały wnosić wszystkie podmioty ubiegające się o przyłączenie do sieci o napięciu wyższym niż 1 kV. Pojawiła się też bezzwrotna opłata za rozpatrzenie wniosku o określenie warunków przyłączenia, w wysokości 1 zł za każdy kilowat wnioskowanej mocy przyłączeniowej, jednak nie więcej niż 100 tys. zł.

Po pół roku działania ustawy, znamy jej pierwsze efekty. Jak wynika z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, z kolejki zniknęło 80 proc. wniosków o wydanie warunków przyłączenia. W przypadku sieci Operatorów Sieci Dystrybucji na etapie zapłaty zaliczek odpadło 40 proc. złożonych wniosków. Na dokładne dane trzeba poczekać.

Więcej będzie wiadomo po 30 października, kiedy pojawiają się obowiązki dla części wydanych warunków przyłączenia.

PGE Dystrybucja informuje nas, że odnotowuje pierwsze pozytywne rezultaty. – Wprowadzenie obligatoryjnej opłaty za wniosek pozwoliło na efektywną weryfikację portfela spraw w toku. Rezygnacja podmiotów wykazujących brak realnej gotowości inwestycyjnej zapoczątkowała proces sukcesywnego uwalniania zdolności przyłączeniowych – wskazuje firma.

W podobnym tonie wypowiada się Tauron Dystrybucja. – Istotnym rezultatem jest również ograniczenie zjawiska blokowania mocy przyłączeniowych przez projekty bez realnych perspektyw realizacji, a tym samym zmniejszenie ryzyka ponoszenia nakładów na infrastrukturę, która nie zostałaby w pełni wykorzystana – wskazuje ten operator.

Mniej wniosków nie oznacza ograniczenia tempa rozwoju OZE

Na efekty ustawy sieciowej krytycznie patrzy mały i średni biznes. Jak tłumaczy, Piotr Maciołek, wiceprezes Enerconetu, członek zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, liczba wniosków spada, bo złożenie wniosku o przyłączenie to obecnie wystąpienie o bardzo reglamentowany dostęp do rynku. – Wnioski zostały obarczone opłatą 100 tys. zł, co zadziałało jako sito. Drugim powodem dla cofania wniosków są kolejne obciążenia finansowe wprowadzone ustawą, takie jak zaliczki dla warunków przyłączenia i zabezpieczenia umów przy bardzo restrykcyjnych wymaganiach dla realizacji kamieni milowych projektów OZE. Niedotrzymanie wręcz nierealnych terminów uzyskania pozwolenia na budowę oznacza przepadek wniesionych zabezpieczeń – mówi. To właśnie – jego zdaniem – zestawienie obciążeń finansowych z bardzo wymagającymi, a w wielu przypadkach nierealnymi terminami na przedstawienie operatorowi sieci prawomocnego pozwolenia na budowę spowodowało, że małe i średnie przedsiębiorstwa prowadzące projekty OZE nie zdecydowały się na poniesienie tego ryzyka.

Czytaj więcej

Wraca ustawa sieciowa, która umebluje OZE

PGE przyznaje, że liczba składanych wniosków może być niższa niż przed wejściem w życie nowych przepisów, jednak wynika to przede wszystkim z eliminacji projektów o charakterze spekulacyjnym lub niedostatecznie przygotowanych. – Celem zmian nie było ograniczenie inwestycji w OZE, ale zapewnienie, aby dostępne moce przyłączeniowe trafiały do projektów, które mają realne szanse realizacji. Można się pokusić wręcz o stwierdzenie, że dzięki temu, że moce przyłączeniowe nie będą blokowane przez projekty, które właściwie od początku nie mają szansy na realizację, rozwój OZE w Polsce przyspieszy – uważa PGE.

Tauron podkreśla, że rozwój OZE nadal postępuje, jednak coraz większego znaczenia nabiera jakość i dojrzałość przygotowywanych projektów. – Docelowo liczba realizowanych inwestycji może utrzymywać się na porównywalnym poziomie, przy jednoczesnym usprawnieniu procesu ich przygotowania i przyłączania oraz większym udziale projektów rzeczywiście możliwych do realizacji – wskazuje ten operator.

Foto: Rzeczpospolita

Enea Operator na potwierdzenie, że rozwój OZE może tylko przyspieszyć, wskazuje, że na obszarze działalności tej spółki przyłączyło się już prawie 9 GW mocy OZE, kolejne 5,5 GW ma już wydane warunki przyłączenia – a w tym istotna część posiada już zawarte umowy o przyłączenie. – Takie wolumeny mocy wobec zapotrzebowania na energię elektryczną odbiorców na obszarze działania Enei Operator zapewniają spełnienie wszelkich parametrów czystej energii w bilansie – tłumaczy firma.

Małe i średnie firmy branży OZE, które zajmowały się rozwojem od podstaw projektów, mogą nie być w stanie spełnić warunków ustawy. Dlatego też część większych spółek energetycznych dysponujących kapitałem (spółki Skarbu Państwa, podmioty zagraniczne) jest chętna na zakup projektów, które mogą nie być zrealizowane.

Czarny sen inwestorów OZE spełnia się

Piotr Maciołek mówi, że zmiany regulacyjne, wdrożone bez zachowania odpowiednich – jego zdaniem – okresów przejściowych powodują zaburzenia planów, budżetów mniejszych graczy. A jeśli zmiany regulacyjne oznaczają również dodatkowe i znaczące obciążenia finansowe, to wyzwanie dla mniejszych deweloperów staje się jeszcze trudniejsze. – Wówczas standardowy model biznesowy, plan działania mniejszych deweloperów musi być pilnie korygowany, by sprostać wymaganiom nowych regulacji. I staje się to czasem czynnikiem zmuszającym małych deweloperów do sprzedaży projektów większym firmom i funduszom wcześniej, niż byłoby to realizowane w scenariuszu bazowym – mówi. Jak przyznaje, w biznesie sprzedaż wcześniej i pod presją oznacza taniej.

Jak wskazuje Artur Kalicki, prezes Projektu Solartechnik (PST) z grupy Grenevia, jesteśmy na etapie, na którym należy spodziewać się istotnych przetasowań na rynku. Dotyczyć one będą zarówno struktury właścicielskiej poszczególnych aktywów i projektów, jak i liczby podmiotów aktywnie działających na rynku. Mniejsze podmioty mają coraz trudniej, ze względu na rosnące koszty, wydłużony czas rozwoju projektów i brak pewności co do możliwości doprowadzenia ich do realizacji. Z kolei większe podmioty, często zagraniczne, posiadające odpowiednie zaplecze finansowe, napotykają bariery w postaci ograniczonej podaży odpowiednich gruntów, dostępności warunków przyłączenia oraz zawiłości polskiego prawa.

Czytaj więcej

Magazyny energii muszą odpowiadać na realne potrzeby sieci

Kilka miesięcy temu PST uruchomił platformę W.E.T.O. – Wsparcie Energetyki w Trudnym Otoczeniu. To inicjatywa dla tych, którzy mają projekty OZE, obawiają się, że coś pokrzyżuje ich plany lub rozważają sprzedaż projektu bądź szukają partnera. – Skala zgłoszeń, ale przede wszystkim ich ciągłość – od momentu uruchomienia programu aż do dziś – bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Program W.E.T.O. z założenia ma być pewnego rodzaju platformą współpracy pomiędzy PST a szeroko rozumianym rynkiem deweloperów, dlatego planujemy konsekwentnie kontynuować ten kierunek – mówi Kalicki. Od początku projektu firma otrzymała ponad 100 zgłoszeń projektów na bardzo różnych etapach zaawansowania i z różnymi perspektywami dalszego rozwoju.

Pod koniec września PGE uruchomiła „Projekt MOC”, aby pozyskiwać z rynku inwestycje z obszaru OZE, magazynów energii i infrastruktury sieciowej. Grupa zaprasza deweloperów, inwestorów, fundusze i właścicieli projektów na każdym etapie rozwoju, od wczesnej fazy po instalacje działające już na rynku, a w szczególności te, które nie są jeszcze oferowane w ramach zorganizowanych procesów sprzedażowych. Spółka jest gotowa kupić 100 proc..

Inne spółki z udziałem Skarbu Państwa nie ogłaszają takich naborów, a przynajmniej nie tak oficjalnie. Enea, Energa i Tauron odpowiadają, że stale monitorują rynek i analizują różne możliwości rozwoju w obszarze OZE i nie wykluczają ew. przejęć, ale traktują to jako indywidualne przypadki. Skąd taka zachowawczość? Otóż kiedy rozpoczynano prace nad ustawą sieciową, pojawiły się obawy ze strony jej sceptyków, że beneficjentami zmian w prawie na koniec nie będzie cały rynek, a głównie spółki Skarbu Państwa. Teraz ta obawa zaczyna się materializować.