Film „Human Energy” opowiada o spółdzielniach energetycznych. – To niespotykane zjawisko w Polsce, a na Zachodzie się rozwija. Zdałem sobie sprawę, że warto o tym opowiedzieć. Może to jest gra warta świeczki, coś co może być wyjściem z sytuacji energetycznej – mówił Dzienis.

– Temat nie był chwytliwy, więc sprzedałem mieszkanie i zacząłem robić film – dodał.

Ruch energetyczny omawiany w filmie dzieje się z 2 powodów. – Pierwszy to strach przed tym, że ziemia zniknie w stanie jakim ja znamy. Drugi powód to pieniądze. Na tym biznesie można zarabiać. Z tych powodów zakładane są spółdzielnie – tłumaczył gość.

Największym wyzwaniem dla ludzi, żeby się przekonali do spółdzielni energetycznych jest niepewność ze strony rządzących.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że rządy podejmują decyzje, a później grupa ekologów protestuje. Mało się pyta zwykłych, trzeźwo myślących ludzi, którzy nie paradują w biegunowych rzeczach. To jest ich strach, żeby rząd nie zabrał a inni nie oprotestowali. Jak są taryfy gwarantowane na 20 lat, to w Niemczech wszyscy w to wchodzą. Jeżeli zaczyna się zamieszanie, pojawia się strach – mówił Dzienis.

Ludzie, którzy działają w spółdzielniach energetycznych mają potrzebę wspólnotowości.

– Ostatnie raporty podają przykłady Danii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Austrii jako krajów, które już dysponują takimi wspólnotami w liczbie ponad 300. Sama potrzeba jako taka, chyba występuje wszędzie, bo ludzie bardziej chcą się dogadać niż się kłócić – ocenił reżyser.

– Po 3 latach jeżdżenia po krajach europejskich, wydaje mi się, że tam, gdzie wilczy kapitalizm został już przetrawiony, pojawiła się chęć łączenia kapitalizmu ze słowem zrównoważony i innowacjami społecznymi. Chcą się zabezpieczyć, żeby nie skakać sobie do gardeł. Spotkane osoby więcej chwaliły się, że dobrze im się żyje. Wtedy „energia” nabiera większego, symbolicznego znaczenia – dodał.

Film można obejrzeć na stronie humanenergy.in