Korolec: klimat to hasło dla nowej gospodarki

Tylko „zielona” transformacja zapewni polskiej gospodarce, trwały, zrównoważony wzrost i bezpieczne miejsca pracy. Czas na debatę jakie mamy zastosować instrumenty wyjścia z kryzysu wywołanego pandemią i jaką mamy przeprowadzić transformację polskiej gospodarki w perspektywie roku 2050.

 

Wiosna 2020 r. w podręcznikach historii będzie zapewne opisywana jako moment zwrotny, jako początek, prawdopodobnie największego wyzwania XXI wieku. Dziś jeszcze nie umiemy ocenić ani skali, ani zakresu zmiany ani, rozmiarów pandemii i skutków wywołanego przez nią kryzysu gospodarczego. Zaczynamy powoli rozumieć, jak bardzo nieodwracalnie skończył się świat jaki pamiętamy z 2019 roku. Stwierdzenie to dotyczy zarówno dotychczasowego stylu i sposobu życia, jak i sposobu i funkcjonowania gospodarek.

 

Wraz z przedłużającym się stanem unieruchomienia związanego z wirusem COVID-19, nieuchronnie wkraczamy w erę kryzysu gospodarczego. Tyle tylko, że jest to dodatkowy problem w naszym portfelu problemów. Kryzys klimatyczny, kryzys migracyjny i rosnące nierówności, to tylko niektóre z nich, o których tylko chwilowo będzie się mniej mówi. Nie oznacza to wcale, że są one dziś mniejsze niż przed kilkoma miesiącami.

 

Ekonomiści zaczynają analizować rozmiary gospodarczego wyzwania związanego z pandemią. Rządy wprowadzają pierwsze programy stymulujące gospodarkę, mające łagodzić skutki spowolnienia. Również polski Parlament pracuje nad rozwiązaniami nazwanych „tarczami antykryzysowymi”. Wszyscy koncentrują się na pandemii, ignorując pozostałe wymienione problemy. Nie można z tym polemizować, ale za chwilę przyjdzie moment, że będziemy musieli się nimi zająć wszystkimi na raz.

 

Dziś walka z kryzysem wymaga od rządzących w pierwszej kolejności zaspokojenia podstawowych potrzeb: bezpieczeństwa, zdrowia, zaopatrzenia w podstawowe produkty. Te działania się już toczą i miejmy nadzieję, że będziemy mogli szybko przejść do kolejnej fazy walki z kryzysem, czyli projektowania strategicznego planu odnowy gospodarczej. Od tego jak zaplanujemy restrukturyzację gospodarki, zależeć będzie nie tylko jak szybko wyjdziemy z kryzysu, ale również jaka będzie nasza pozycja konkurencyjna w tym przyszłym, zmienionym świecie.

 

W dyskusji na temat możliwych rozwiązań europejskich, pojawiają się głosy namawiające do pójścia na skróty. Są to głosy, które wzywają do zawieszenia, bądź zniesienia obowiązujących przepisów dotyczących ochrony klimatu i środowiska. Przemysł samochodowy nawołuje np. do złagodzenia przepisów dotyczących minimalnych standardów emisji z silników samochodowych. Przemysł węglowy żąda zawieszenia systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2  (EUETS), czy wręcz podważa implementację Europejskiego Zielonego Ładu. Z drugiej strony mamy determinację Instytucji Europejskich do realizacji polityki klimatycznej i poszukiwania w niej nowego silnika wzrostu dla Europy. Słychać też deklaracje branży odnawialnych źródeł energii, organizacji międzynarodowych i sektora pozarządowego, dostrzegających w kryzysie szansę na przyspieszenie transformacji.

 

Wszystkie te głosy są niezwykle ważne. Za tymi sceptycznymi, próbującymi utrzymać status quo często stoją ludzie zaniepokojeni o swoje miejsca pracy, o przyszłość swoją i swoich rodzin. To jednak coraz częściej głosy, które postulują utrzymanie zasad, które należą do minionego świata, które są skamieliną u szyi naszej gospodarki.

 

Jak wobec tego powinniśmy podejść do odnowy gospodarki i jej transformacji? Odpowiedzi należy zacząć szukać od tego, jak pandemia może zmienić świat jaki znamy, i jak nieodwracalne będą to zmiany. Rzeczywistość już podsuwa nam przykłady. Od kilku tygodni ćwiczymy spotkania na odległość. Spotkania zawodowe, posiedzenia organów statutowych spółek czy stowarzyszeń, Rady Nadzorcze, czy Walne Zgromadzenia odbywają się za pomocą sprawnych programów telekonferencyjnych, które jeszcze kilka tygodni temu było dla wielu osobliwością i ostatecznością. Rodzice i nauczyciele przechodzą przyspieszoną edukację w zakresie e-learningu. Więcej kupujemy z wykorzystaniem e-handlu, a nawet część życia towarzyskiego odbywa się „w internecie”. Są też zmiany, których nie widać. Spada zużycie energii w gospodarce i rośnie udział odnawialnych źródeł energii. Zużycie zapewne wzrośnie wraz z wychodzeniem z kryzysu, ale źródła konwencjonalne raczej nie odbudują już swojej pozycji, bo niby po co? OZE nie potrzebują importowanych paliw, a zarządzanie nimi jest mniej pracochłonne i możliwe do prowadzenia zdalnie.

 

Odbudowana gospodarka będzie na pewno lepiej wykorzystywała możliwości jakie daje rzeczywistość on-line. Dlatego myśląc strategicznie powinniśmy zagwarantować, aby środki z europejskiej polityki spójności na lata 2021 – 2027 zostały przeznaczone przede wszystkim na rozbudowanie w całej Polsce, nie tylko w dużych aglomeracjach, sieci teleinformatycznych o dużej przepustowości, które pozwolą na odpowiedni rozwój gospodarki on-line. Drugim elementem infrastruktury, który powinien być znacząco przebudowany i unowocześniony, to sieci energetyczne. Nie jesteśmy dziś gotowi na masowe przesunięcie w kierunku elektryfikacji i cyfryzacji gospodarki ze względu na niewydolność sieci przesyłowych i ich niedostateczną jakość. Oparcie o rozwiązania cyfrowe to konieczność zapewnienia bezpiecznych dostaw, wysokiej jakości prądu.

 

Jeśli wiemy już czego potrzeba do budowy szkieletu nowoczesnej gospodarki, to musimy zastanowić się jak stymulować proces wychodzenia z recesji, aby pchać polskie firmy ku przewagom konkurencyjnym, które zapewnią im mocną pozycję w Europie w długim terminie. Polska dysponuje zbyt małym rynkiem, aby opierać nasz dobrobyt jedynie o rynek 36 mln. konsumentów. Polska gospodarka, żeby się rozwijać musi dążyć do ekspansji na rynki zewnętrzne, w pierwszej kolejności, na jednolitym rynku europejskim.

 

Kolejnym wnioskiem, który nasuwa się z analizy otoczenia jest to, że najważniejszym programem obecnej Komisji Europejskiej jest Europejski Zielony Ład. W związku z tym, cokolwiek nie myślelibyśmy o przyszłości polskiej gospodarki, musimy uwzględniać, że presja ze strony UE na redukcje emisji i podnoszenie standardów ochrony środowiska nie spadnie, a fundusze strukturalne będą prawdopodobnie coraz mocniej znaczone na zielono.

 

Polska nie może sobie pozwolić na wybór naszej, osobnej drogi wyjścia z kryzysu, abstrahując od polityki prowadzonej przez UE. Dlatego też, w założeniach wsparcia rządowego w ramach walki z kryzysem gospodarczym powinniśmy brać pod uwagę to, że „klimat” to hasło dla nowej gospodarki. Jeśli wciąż chcemy korzystać z funduszy UE, które budowały nasz wzrost i reputację „zielonej wyspy” musimy przestać traktować narzędzia polityki klimatycznej jak hamulec. Jeśli nawet był to hamulec gospodarki węglowej, właśnie wchodzimy w nową erę. Erę, gdzie produkty made in Poland będą musiały zawierać informację na temat „śladu węglowego” i gdzie starzejąca się i drożejąca polska energetyka bardziej nadaje się do muzeum techniki, niż jako krwiobieg i koło zamachowe nowoczesnej polskiej gospodarki.

 

Kryzys stwarza nam niepowtarzalną okazję, aby przyspieszyć przebudowę gospodarki w kierunku innowacyjnego, zrównoważonego organizmu, który jest w stanie kreować dobrze płatne miejsca pracy. Co więcej, ta przebudowa oznacza też dekarbonizację polskiej gospodarki w długim terminie.

 

Wiele rzeczy jest do zaprojektowania, zmiany, czy wymyślenia od zera. Powinniśmy się zastanowić jakie miejsca pracy powinniśmy utrzymać, a jakich być może nie warto reanimować. W których sektorach mamy szukać trwałych przewag konkurencyjnych w przyszłości? A może musimy zbudować kilka od zera? Jak powinna wyglądać polska polityka podatkowa, jaka ma być polska energetyka, co powinno być polską specjalnością przemysłową, jakie rodzaje usług powinny rozwijać się w Polsce? Powiązane są z tym pytania o siłę roboczą. Jak powinien być rozwijany system kształcenia zawodowego i szkolnictwa wyższego, aby zapewnić odpowiednie kompetencje na rynku pracy? Na jakie kompetencje powinniśmy stawiać. Czego oczekuje od państwa biznes w kwestii systemu edukacji?

 

Nie mam odpowiedzi na wszystkie te pytania, a na niektóre z nich moje odpowiedzi są na pewno nie wystarczająco szczegółowe, ale od czegoś trzeba zacząć. Jestem przekonany, że w Polsce właśnie przyszedł czas na to żeby zadawać pytania w jaki sposób postawić gospodarkę na nogi.

 

Po pierwsze, uważam, że Polska potrzebuje polityki podatkowej, wspierającej „zieloną” transformację. Polityki, która tworząc przyjazne warunki dla przedsiębiorstw, ograniczających swoją energochłonność i emisyjność, ale także wykorzystanie zasobów naturalnych, w tym zasobów wodnych. W ten sposób nie tylko będziemy w stanie stworzyć korzystne warunki rozwoju rodzimych przedsięwzięć opartych o nowe technologie, ale również będziemy mieli szansę na ściągnięcie z zagranicy inwestycji, które spełniają kryteria zrównoważonego rozwoju.

 

Po drugie, jednym z podstawowych elementów pakietu stymulującego polską gospodarkę powinien być program modernizacji sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz być masowa promocja energii ze źródeł odnawialnych. Program „Mój Prąd” powinien też zostać rozwinięty o dofinansowanie do zakupu zestawów baterii, umożliwiających magazynowanie energii z OZE. A po za tym, musimy pamiętać, że Polska jest już dziś, jednym z największych producentów baterii do samochodów elektrycznych w Europie, wykorzystajmy zatem nasze lokalne atuty.

 

Po trzecie, podobny program powinien zostać skierowany do firm. Jeśli pokażemy sektorowi prywatnemu, w którym kierunku idziemy i że głównym wyznacznikiem wprowadzanych narzędzi jest cel neutralności klimatycznej w 2050 r., a jednocześnie konkurencyjność polskiej gospodarki, to będzie on najlepszym sojusznikiem rządu w tych działaniach. Oprócz tego stymulowanie rozwoju technologii i usług nisko- i zeroemisyjnych prowadzić będzie do powstawania nowych, opartych o nowe technologie miejsc pracy w całym kraju. To cel nie tylko rządu, ale też wszystkich pracodawców i pracowników. A przy okazji, zahamujemy ciągły wzrost cen energii.

 

Po czwarte, Polska jest miejscem, w którym ulokowane są fabryki największych producentów autobusów takich jak Solaris, Volvo, Scania, Man czy dopiero budujący swoją pozycję rynkową Rafako-Bus. Aby chronić miejsca pracy w polskim przemyśle i jednocześnie w trosce o stan finansów polskich samorządów, powinniśmy stworzyć program pomagający w elektryfikacji całości taboru transportu publicznego w Polsce. Elektryfikacja w tym segmencie powinna być wsparta przez zakaz rejestracji nowych autobusów z silnikami spalinowymi po 2025, a najdalej 2030 roku. Autobusy elektryczne już dziś są mniej emisyjne, w swoim cyklu życia, niż autobusy spalinowe, nawet z uwzględnieniem recyclingu baterii i zawartości węgla w polskiej energetyce. Oprócz gwarancji dla miejsc pracy, na takich działaniach skorzystałyby nadszarpnięte kryzysem finanse samorządów, napęd elektryczny jest znacznie tańszy od tradycyjnego napędu spalinowego, a jednocześnie poprawie uległaby jakość powietrza i obniżylibyśmy emisje gazów cieplarnianych. Rozbudowany w ten sposób polski potencjał przemysłowy dałby jednocześnie podstawę do ekspansji na rynki zagraniczne.

 

Po piąte, Polska powinna się przygotować na absorbcję nowego budżetu UE. Będzie on na pewno bardziej zielony. Więcej środków będzie przyznawanych na zieloną transformację, a wypłata znacznej części z nich, uzależniona będzie od osiągnięcia redukcji emisji i od zaakceptowania celu neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w 2050 roku. Polska jest liderem w wykorzystaniu funduszy regionalnych. Wykorzystajmy te dobre doświadczenia zmieniając gospodarkę w zeroemisyjna stronę. A puszczając wodze fantazji, może przy kolejnej reformie budżetu UE powinniśmy postulować o zastąpienie polityki spójności polityką neutralności klimatycznej. Skoro polska gospodarka ma najwyższy procentowo udział emisji CO2 na wytworzoną jednostkę PKB można zakładać, że potrzebujemy funduszy na taką transformację najbardziej ze wszystkich.

 

To tylko niektóre pomysły, które moglibyśmy wprowadzić w życie budując trwałe podstawy konkurencyjności polskiej gospodarki, w mądry sposób wykorzystując Europejski Zielony Ład jako wehikuł do zmiany. Zdaję sobie jednak sprawę, że najlepszych pomysłów nie wypracowuje się w pojedynkę, a w zespole. Dlatego niniejszy zestaw przemyśleń i pomysłów proszę potraktować jako zaproszenie do debaty.

Marcin Korolec, szef Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, były Minister Środowiska

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Lobby węglowe ważniejsze od zdrowia Polaków

Polityka rządzi się swoimi prawami. Gdy nagle pojawia się na tapecie temat – to ...

Rosja kontra reszta OPEC+

Moskwa nie zgadza się na dodatkowe ograniczenie wydobycia ropy. Proponuje przedłużenie porozumienia, ale bez ...

Rosja: Orlen wśród największych importerów ropy

Polski koncern znalazł się na ósmej pozycji wśród dwudziestu światowych firm, które importują najwięcej ...

#RZECZoBIZNESIE: Klara Foryciarz: Jak ratować klimat w dobie kapitalizmu

Trzeba się zastanowić jak dogadać się z kapitalizmem, aby ten system działał i żebyśmy ...

Opole też może wpaść w poślizg. Straty będą, choć budżet ten sam

Plaga opóźnień w branży może dopaść dwa bloki opolskiej elektrowni. Dotychczas inwestycja warta ok. ...