Zasadnicze pytanie brzmi jednak, w którym kierunku ma przebiegać ta transformacja. W strategii energetycznej 2040, którą przygotował obecny rząd, czytamy, że wytwarzanie energii w najbliższych latach ma się opierać cały czas na węglu, a także atomie, oraz w mniejszym stopniu na takich źródłach odnawialnych, jak farmy wiatrowe czy instalacje fotowoltaiczne.
Zanim wydamy setki miliardów złotych na ten cel, warto wcześniej dogłębnie przeanalizować i przedyskutować, na co te pieniądze chcemy przeznaczyć. Czy nadal tak dużo energii ma powstawać w wyniku spalania węgla, który coraz szerszym strumieniem dociera do nas z Rosji? Czy faktycznie jesteśmy gotowi na inwestycje w energetykę jądrową? W jakim stopniu chcemy rozproszyć powstawanie energii w mikroinstalacjach zakładanych na dachach gospodarstw domowych? Co z wiatrakami na lądzie – czy mają być powoli wygaszane (jak zakładano w jednym z ministerialnych opracowań), czy też ograniczenia zostaną zniesione i wiatraki zaczną się rozwijać jak grzyby po deszczu?