Polska i tak odejdzie od węgla

W wyniku propozycji Roberta Biedronia, aby zamknąć wszystkie kopalnie węgla do 2035 roku, Polska dołączyła do grupy krajów, gdzie się o tym rozmawia.

Dotychczas 10 państw członkowskich Unii Europejskiej, posiadających łącznie 26 proc. zainstalowanych mocy węglowych, zadeklarowało odejście od tego paliwa do 2030 roku. W styczniu tego roku komisja powołana przez niemiecki rząd zaleciła wycofanie węgla z eksploatacji najpóźniej do 2038 roku, przy czym 2/3 zainstalowanej mocy ma zostać wyłączone do końca przyszłej dekady.

CZYTAJ TAKŻE: Greenpeace przykrył siedziby PiS i PO czarnym płótnem

Nie ulega wątpliwości, że dla kraju, w którym prawie 80 proc. energii elektrycznej pochodzi z elektrowni węglowych, a w sektorze wydobywczym zatrudnionych jest bezpośrednio ponad 83 tysiące osób, to trudne zadanie. Ale jest to również zadanie konieczne: ze względu na intensywność emisji dwutlenku węgla i szybko spadające koszty niskoemisyjnych alternatyw, wycofywanie się z węgla jest jednym z najważniejszych i najpilniejszych kroków w celu uniknięcia najgorszych skutków zmian klimatycznych. Najtańsza ścieżka redukcji emisji pokazuje, że aby osiągnąć cel Porozumienia Paryskiego, węgiel powinien być stopniowo wycofywany w krajach rozwiniętych do około 2030 r.

Czy cel ten można osiągnąć? Opublikowane ostatnio przez firmę Enervis studium wykazało, że wycofanie z węgla w Polsce jest możliwe do 2035 roku. Do takiego wniosku analitycy doszli pomimo założenia silnego wzrostu zużycia energii elektrycznej. Tylko część tego wzrostu będzie spowodowana elektryfikacją transportu i zwiększeniem roli pomp ciepła – reszta miałaby wynikać ze wzrostu PKB. Potencjał efektywności energetycznej, który pozwolił UE na zmniejszenie zużycia energii elektrycznej o 2 proc. w porównaniu z rokiem 2000 pomimo wzrostu gospodarki o 13 proc., został w dużej mierze w tym opracowaniu zignorowany.

Wspomniany raport jest jeszcze bardziej konserwatywny w odniesieniu do kosztów energii odnawialnej: dopiero w latach 20-tych obecnego wieku spodziewane jest osiągnięcie poziomu odnotowanego na ostatnich aukcjach energii odnawialnej w Niemczech, wynoszącego około 4 eurocenty za kilowatogodzinę. Nie ma powodu, aby zakładać, że znaczący i – dla wielu – zaskakująco szybki spadek kosztów energii słonecznej i wiatrowej w najbliższym czasie wyhamuje. Wręcz przeciwnie: wraz z rosnącym popytem – wyraźnie widocznym w Polsce – ekonomia skali jeszcze bardziej przyspieszy spadek kosztów.

Odwrotnego trendu można się spodziewać w przypadku energetyki węglowej: wydobycie węgla, zwłaszcza w polskich kopalniach, staje się coraz trudniejsze i coraz bardziej ryzykowne dla górników. Decyzje o inwestowaniu w nową lub modernizację starej infrastruktury – kopalnie czy elektrownie – są nie tylko szkodliwe dla klimatu, ale i niemożliwe do uzasadnienia z ekonomicznego punktu widzenia. Zarówno nowe jak i istniejące elektrownie węglowe będą coraz częściej przegrywać w konkurencji z odnawialnymi źródłami energii, jak to już ma miejsce w Stanach Zjednoczonych. Pomimo podejmowanych przez administrację Trumpa prób ratowania węgla, jego udział w koszyku energetycznym zmniejszył się z 45 proc. w roku 2010 r. do 27 proc. w 2018 r., a według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej ma się jeszcze bardziej zmniejszyć – do 22 proc. w 2020 r. Jeśli to tempo spadku utrzyma się, USA odejdą od węgla przed 2030 rokiem!

W USA czynnikiem napędzającym odchodzenie od węgla jest tani gaz ziemny i malejące koszty energii odnawialnej. Podczas gdy ten pierwszy czynnik nie będzie odgrywał znaczącej roli w Polsce, ten drugi już tak. Ponadto Polska stoi w obliczu ryzyka zasilania swoich elektrowni znacznie tańszym węglem z importu. Wtedy korzyści z wydobycia węgla w postaci tworzenia miejsc pracy pozostaną za granicą, koszty zanieczyszczenia powietrza i zakupu uprawnień do emisji CO2 poniosą polscy konsumenci. W przypadku Polski trend ten przyspieszą rosnące ceny emisji w ramach systemu handlu emisjami.

Wszystko to pokazuje, że propozycja Biedronia nie jest bardzo daleka od tego, czego można się spodziewać biorąc pod uwagę kontynuacje i spodziewane wzmocnienie obecnych trendów. Różnica polega na tym, że w przeciwieństwie do „wolnorynkowego” odejścia od węgla w Stanach Zjednoczonych, planowane wycofywanie się z węgla pozwoliłoby Polsce uniknąć ryzyka zwiększenia uzależnienia od importowanego gazu ziemnego i nagłego zamykania nierentownych kopalń, pozostawiając dziesiątki tysięcy górników bez pracy. Zamiast tego polski rząd mógłby przyspieszyć rozwój nowych gałęzi przemysłu – począwszy od energetyki słonecznej i wiatrowej, a skończywszy na inteligentnym zarządzaniu popytem, integracji różnych źródeł energii i wykorzystaniu komplementarności różnych sektorów, przede wszystkim transportu i ciepła dla stabilizacji sieci.

Bez wątpienia Polski sektor energetyczny w 2035 r. będzie wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Polska może pozostać wyspą węglową w większości zdekarbonizowanej Unii Europejskiej, a rząd będzie intensywnie próbował znaleźć sposób, aby powstrzymać import tańszej energii elektrycznej i węgla z zagranicy i kontynuować subsydiowanie coraz głębszych kopalń. Alternatywnie, Polski rząd może przejąć inicjatywę i skorzystać z rekordowo niskiej stopy bezrobocia i europejskich funduszy do rozwoju nowych gałęzi przemysłu w regionach najbardziej dotkniętych odchodzeniem od węgla.

CZYTAJ TAKŻE: Dlaczego mamy umierać za węgiel?

Prawie 30 lat po upadku komunizmu, wymówki, że Polska jest w „szczególnej sytuacji” ponieważ decyzje dotyczące polskiego sektora energetycznego zostały podjęte gdzie indziej, są trudne do zrozumienia za granicą – zwłaszcza, że rząd zmusza swoje przedsiębiorstwa energetyczne do dalszego uzależnienia od węgla. Jak zauważył premier Mateusz Morawiecki, Polska przegapiła poprzednie rewolucje przemysłowe, ponieważ koncentrowała się na walce o istnienie kraju. Miał rację. On nie będzie miał tej wymówki: przy dobrej koniunkturze gospodarczej, rekordowo niskim poziomie bezrobocia i dostępności środków unijnych na zrównoważony rozwój, jedyną rzeczą, która powstrzymuje Polskę przed wejściem w epokę odnawialnych źródeł energii, jest brak woli politycznej.

Dr Andrzej Ancygier jest ekspertem do spraw polityki energetycznej i klimatycznej w Climate Analytics oraz wykładowcą na berlińskim oddziale Uniwersytetu Nowojorskiego.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Państwowa energetyka skończyła z odchudzaniem

Do niedawna wszystkie spółki były na ostrej diecie. Dziś tylko nieliczne tną zatrudnienie. Szansa ...

Łazor nie jest już prezesem TGE

W piątek późnym wieczorem, podczas walnego zgromadzenia spółki, Ireneusz Łazor złożył rezygnację z funkcji ...

Lotos i PGNiG dostarczyły LNG do próby morskiej nowego statku

Lotos i PGNiG dostarczyły 120 tys. litrów gazu LNG jako paliwa żeglugowego do budowanego ...

Gazprom najlepszy na świecie

Rosyjski koncern zmienił na fotelu światowego lidera światowej branży energetycznej amerykański Exxon Mobil. Polski ...

Holenderska przysługa

Rząd Holandii zdecydował o zamknięciu do 2030 r wydobycia gazu z największego złoża Zachodniej ...

Premier wziął paliwa, ale chce głowy ministra

Mateusz Morawiecki chce jak najszybszego odwołania ministra energii – dowiedzieliśmy się w kilku źródłach ...