Hydroelektrownie modne, ale bez przyszłości

The Wasserfallboden lake and the Mooserboden lake stand in this aerial photograph taken at the Verbund AG Moosersperre Dam in Kaprun, Austria, on Thursday, Sept. 13, 2018. Pumped-hydro plants like Kaprun, with 830 megawatts of capacity, can store enough power to cover almost 100,000 households for more than a week. Photographer: Akos Stiller/Bloomberg

W Polsce nie ma warunków do tego, by elektrownie wodne były liczącym się źródłem energii. Mimo to małe instalacje cieszą się olbrzymim zainteresowaniem.

Prawie cztery lata ma potrwać ogłoszona właśnie modernizacja należącej do PGE Elektrowni Wodnej Dębe. Licząca sobie przeszło pół wieku instalacja przejdzie gruntowną renowację: do wymiany pójdą wszystkie turbiny, generatory, układ przepływowy, regulacja, wzbudzenia, instalacje elektryczne i odwodnienia, pompy, nawet zawory i zasuwy. PGE nie ujawnia kosztów operacji, ale lapidarnie rzecz ujmując, stawia nową elektrownię.

Wisła to nie Amazonka
Z jednej strony, trudno się dziwić. Realizacja zaplanowanego do 2022 r. remontu ma przynieść 17-procentowy wzrost produkcji energii elektrycznej: do planowanego poziomu 120 GWh rocznie. Na dodatek, pilotowaną przez spółkę PGE Energia Odnawialna inwestycję będzie można z powodzeniem wpisać w strategię budowy potencjału odnawialnych źródeł energii.
Problem jednak w tym, że eksperci nie widzą dla hydroenergetyki wodnej w Polsce świetlanej przyszłości. – Z historycznej perspektywy patrząc, pierwsze elektrownie wodne powstawały u nas jeszcze przed wojną, bardziej na potrzeby regulowania przepływu wody niż energetyki – mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. – Z kolei po wojnie, gdy powstał centralny system energetyki, nie było wielkiego sensu utrzymywania takiej rozproszonej energetyki. Instalacje stopniowo były zaniedbywane – dodaje.

 

 

CZYTAJ TAKŻE:  Elektrownie wodne w starych kopalniach

 

Hydroelektrownie nie zniknęły z polskiego krajobrazu. Ba, mają swoich zwolenników: Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych szacuje potencjał hydroenergetyczny polskich rzek na przeszło 23,6 TWh rocznie, z czego „potencjał techniczny wynosi 13,7 TWh”. Jednak zdaniem Mielczarskiego jedyny sens budowania dziś zapór i towarzyszących im dużych elektrowni to podnoszenie stanu wód w określonych miejscach biegu rzek. – Musielibyśmy mieć Jenisej albo Amazonkę, a nie Wisłę, którą miejscami da się przebrnąć – ironizuje.
– Duże instalacje hydroenergetyczne w Polsce nie są w stanie wnieść tyle do energetyki, ile np. te skandynawskie – sekunduje mu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Aleksander Śniegocki, ekspert instytutu WiseEuropa. – Ich rozbudowa oznacza duże koszty oraz ingerencję w środowisko naturalne, która może budzić kontrowersje i wątpliwości, czy rzeczywiście stanowi to najlepsze podejście do gospodarki wodnej – dodaje.

Boom na młyny
Z drugiej strony, paradoksalnie, mamy w Polsce miniboom na nieduże elektrownie wodne. TRMEW szacuje, że w biegu polskich rzek wciąż znajduje się około 7,5 tys. instalacji, które mogłyby zostać zaadaptowane na potrzeby produkcji energii. Prywatni inwestorzy i pasjonaci szukają starych młynów czy przedwojennych mikroelektrowni, próbując przywrócić je do życia. Stawia się też nowe obiekty. W sumie pracuje niemal 800 takich jednostek. To potencjał, którego teoretycznie nie należy lekceważyć. Gdy zajrzymy do raportu URE za 2018 r., przekonamy się, że małe instalacje hydroenergetyczne dostarczają do systemu więcej energii niż inne małe OZE – 109 MWh (dla porównania, małe instalacje fotowoltaiczne dostarczają 27,5 MWh energii).

 

Hydro-electric power station / Bloomberg

 

 

– Nie przeceniajmy tego. Hydroenergetyka ma sens w Norwegii czy amerykańskim Oregonie, na Syberii czy w Chinach. U nas to są strumyczki. Dopiero spiętrzenia rzędu kilkuset metrów dają w tym segmencie jakiś widzialny efekt, w Polsce spiętrzenia są może kilkumetrowe – kwituje Mielczarski. Świat dostarcza bardziej spektakularnych przykładów: 70 proc. energii elektrycznej w Brazylii pochodzi z hydroenergetyki, 71 proc. całej światowej energii ze źródeł odnawialnych to energia wytworzona przez rzeki.

Śniegocki niuansuje swój sceptycyzm. – Małe instalacje mogą odgrywać sporą rolę w wybranych lokalizacjach, na krańcach systemu energetycznego. Powinno się im więc zapewnić stosowne otoczenie rynkowe pozwalające zarabiać na wspieraniu stabilnej pracy systemu na poziomie lokalnym. Wówczas z punktu widzenia inwestorów będzie to kolejna atrakcyjna technologia OZE, obok instalacji fotowoltaicznych oraz farm wiatrowych cechujących się w polskich warunkach niższymi kosztami i większą skalowalnością – kwituje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Trudne życie odbiorcy gazu

Polscy konsumenci często nie do końca rozumieją, za co płacą i na jakich warunkach. ...

Umowa Energi i PSE

Polskie Sieci Elektroenergetyczne podpisały umowę na świadczenie usługi pracy interwencyjnej z Energą Wytwarzanie W ...

Czarne złoto może potanieć. Cena ropy zależy od G20

Czarne złoto może potanieć do 30 dolarów za baryłkę, jeżeli liderzy USA i Chin ...

Zmiany klimatyczne: z czym tak naprawdę się mierzymy?

Dlaczego walka ze słomkami i smogiem nie wystarczy oraz o tym, jak młode pokolenie ...

Gazprom eksportuje rekordowo a zarabia coraz mniej

W tym roku rosyjski koncern wyeksportuje za granicę rekordową ilość gazu. Nie przełoży się ...

Propaganda Rosji przekonała Zachód do Nord Stream

Akceptacja Nord Stream przez opinię publiczną krajów zachodnich to wyraz skutecznego oddziaływania rosyjskiej maszyny ...