Rozporządzenie jest głosowane kwalifikowaną większością w unijnej Radzie (ministrowie państw UE) oraz większością w Parlamencie Europejskim. W żadnym punkcie projektowanego rozporządzenia nie ma nawet wspomnienia o tym, że jakiś kraj mógłby tego celu nie osiągnąć, mimo że wnioski końcowe ze szczytu UE wspominały o obiekcjach „jednego państwa członkowskiego” odnośnie do możliwości osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. Było to odpowiedzią na wątpliwości Polski, która – nie blokując celu dla całej Unii – nie chciała się sama zobowiązać do jego zrealizowania w 2050 roku.
W projekcie nowego prawa nie ma też mowy o zróżnicowanych celach dla różnych państw członkowskich. Potwierdził to zresztą na konferencji prasowej Frans Timmermans, wiceprzewodniczący KE ds. europejskiego zielonego ładu. – Każde państwo musi być neutralne klimatycznie do 2050 roku – powiedział. W Brukseli oczekuje się, że Polska zadeklaruje neutralność klimatyczną na szczycie UE w czerwcu. Nawet jeśli tego nie zrobi, a rozporządzenie – co jest właściwie pewne – zostanie przyjęte, to Polska i tak będzie musiała cel neutralności w 2050 roku zrealizować, bo takie będzie unijne prawo. Jakie będą sankcje, gdyby od tego celu się zdystansowała? – Lepsza jest polityczna presja – powiedział Timmermans. Ale oczywiście, jak w przypadku każdego unijnego prawa, jego nieprzestrzeganie może skończyć się skargą Komisji do Trybunału Sprawiedliwości UE, a ten może nałożyć kary finansowe.
Prawo klimatyczne nie określa poziomów redukcji CO2 na etapach pośrednich. Ale zakłada, że we wrześniu KE przedstawi nowy cel na 2030 rok. Obecny to 40-proc. redukcja CO2, nowy może sięgnąć 55 proc. Potem Komisja będzie przedstawiać cele na lata 2035, 2040 i 2045. Co ważne projekt rozporządzenia daje Komisji Europejskiej, zazwyczaj bardziej zielonej niż unijna Rada (z udziałem polskiego ministra), potężne instrumenty do realizowania tej polityki. Mianowicie przepisy dotyczące trajektorii dochodzenia do celu będą zawarte w aktach delegowanych, do których zablokowania Rada musiałaby znaleźć większość. Innymi słowy do ich przyjęcia wystarczyłaby wola Komisji Europejskiej i mniejszość państw UE.