„Federalna Agencja Sieci zawiesiła teraz certyfikację (Nord Stream-2 -red). Po wznowieniu postępowania, zostanie rozstrzygnięte, czy istnieją warunki do wydania zezwolenia (na pompowanie gazu) zgodnie z przepisami niemieckimi i europejskimi. Jeśli nie, to nie będzie rekompensaty” – zapowiedział Robert Habeck, wicekanclerz, minister gospodarki i ochrony klimatu Niemiec w wywiadzie opublikowanym w piątek przez magazyn „Der Spiegel”.

Argumentacja wicekanclerza jest tu zdecydowania odmienna od tego, co przez lata prezentowała Angela Merkel i jej gabinet, bezkrytycznie wspierając rosyjski projekt. Habeck podkreślił, że Nord Stream 2 „zawsze był projektem geopolitycznym” w tym sensie, że ukraińskie zdolności tranzytowe nie będą już z tego powodu potrzebne. To było wiadomo od początku. Prezes Gazpromu Aleksiej Miller mówił publicznie, że celem jest wyeliminowanie tranzytu przez Ukrainę. Pomimo to Angela Merkel ślepo wspierała projekt, powtarzając za Kremlem, że jest on wyłącznie biznesowy.

Czytaj więcej

Nord Stream 2 jako środek nacisku na Rosję? "Berlin nie może wykluczyć"

Teraz według niemieckiego wicekanclerza aktualna pozostaje umowa zawarta w lipcu 2021 r między Berlinem a Waszyngtonem, która stanowi, że jeśli energetyka zostanie wykorzystana przez Rosję „jako broń”, to będą miały konsekwencje.

Habeck jest wiceprzewodniczącym Partii Zielonych, która wchodzi w skład rządzącej koalicji. Zieloni od początku byli przeciwni rosyjskiej inwestycji jako politycznej i ekonomicznie niepotrzebnej. Teraz gazociąg, który kosztował Gazprom i jego partnerów z Niemiec, Francji, Holandii i Austrii ponad 10 mld euro (rzeczywisty koszt do dziś nie został upubliczniony) jest gotowy do pracy i napełniony gazem. Gazprom próbuje wymóc zgodę na jego uruchomienie, ograniczając dostawy surowca na unijny rynek.

Zgodnie z unijnym prawem, do uruchomienia gazociągu Nord Stream 2 konieczny jest niezależny operator przesyłowy. Rosjanie nie spełnili tego warunku, podsuwając niemieckiej agencji 100-procentową spółkę Gazpormu, jako „niezależnego” operatora.

Dlatego 16 listopada 2021 r niemiecka Federalna Agencja ds. Sieci zawiesiła certyfikację i zażądała ponownego złożenia dokumentów. Regulator oświadczył, że proces zostanie wznowiony, gdy firma z siedzibą w szwajcarskim mieście Zug (Nord Stream 2 AG) przeniesie kapitał akcyjny związany z segmentem niemieckim na własność niemieckiej spółki zależnej. W Niemczech wielokrotnie powtarzano, że regulator prowadząc certyfikację nie kieruje się polityką.

Do procesu certyfikacji Niemcy dopuścili polski PGNiG oraz ukraińskiego operatora magistrali gazowych. Ich stanowisko zostanie uwzględnione w końcowej decyzji. Potem musi ją jeszcze zaakceptować lub nie Komisja Europejska.

I nie jest to tylko czysta formalność.

Czytaj więcej

„Nie wszyscy na sytym Zachodzie rozumieją, że waży się pokój w Europie”