Śmieci dadzą popalić

Czystość kraju to nie tylko świadectwo kultury jego mieszkańców, ale i ich gospodarności, bo śmieci to ważny surowiec energetyczny. Polska nie jest tu ani gospodarna, ani czysta

Publikacja: 19.04.2013 13:01

Śmieci dadzą popalić

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Wiosna zaczyna się u mnie co roku od wyprawy do pobliskiego lasu z workami na śmieci. W tym tygodniu w kilka godzin nazbierałam dziesięć 120-litrowych worów papierów, opakowań, butelek i tego wszystkiego co Polak-niechluj wyrzuca tam gdzie stoi lub siedzi.

Co roku znoszę to gorzej, bo nie widzę żadnej poprawy w podejściu rodaków do wyglądu własnego otoczenia. U dorosłych brakuje nie tylko świadomości, poczucia zwykłego wstydu, ale też odpowiedzialności za miejsce, w którym żyją. U dzieci i młodzieży brakuje edukacji, które od najmłodszych lat powinna ich uczyć poszanowania i dbałości o ojczystą krainę. Stąd brudne do bólu polskie miasta, pobocza dróg, wspaniałe lasy, parkingi itd..

Na tym tle ze zdumieniem czytam, że polskie miasta coraz więcej wydają na wiosenne sprzątanie. Np. Olsztyn - stolica Warmii i Mazur aspirująca do miana centrum najbardziej turystycznego regionu Polski, wyda tej wiosny 350 tys. pieniędzy podatników na sprzątanie.

Wypada się tylko cieszyć, sprzątanie Olsztyna trwa już od tygodnia i przy takiej kwocie, to 170-tysięczne miasto powinno zostać wylizane do ostatniego papierka. Ale rzeczywistość skrzeczy; firmy, które wygrały intratne przetargi ma sprzątanie miasta robią to pobieżnie i niechlujnie. A urzędnicy ratuszowi nie kontrolują efektów, bo i po co. Nie płacą przecież za sprzątanie własnego ogródka, nie wydają swoich, ciężko zarobionych pieniędzy.

Efekt jest łatwy do przewidzenia - Olsztyn, jak co roku, pozostanie brudny przez cały turystyczny sezon. Brudne będą brzegi 16 miejskich jezior (jedyne miasto Europy z taką liczbą jezior w granicach), zaśmiecony pozostanie wielki las miejski. Samorząd miasta, podobnie jak wiele innych polskich samorządów, nie zarobi na śmieciach ani złotówki, bo ich nie wyzbiera.

A przecież w wielu krajach unijnych śmieci to świetny biznes i ceniony surowiec energetyczny. Na początku kwietnia zaliczyłam ostatnie narty w austriackim rejonie Saalfelden-Leogang. Podczas gdy na szczytach królowało słońce i śnieg, w dolinach już zadomowiła się wiosna. Przy każdym austriackim domu stało co najmniej pięć różnych pojemników, w które mieszkańcy wrzucają posegregowane śmieci. Mają za to zniżki w opłatach miejskich, a miasto zarabia na tonach odpadów dostarczanych do komunalnej spalarni. Zakład produkuje energię, którą sprzedaje do krajowej sieci i na tym dobrze zarabia.

W krajach starej Unii ponad 20 procent, a skandynawskich już nawet ponad połowa odpadów wytwarzanych przez te państwa jest zamieniana w spalarniach na prąd i ciepło. To doskonały biznes, ale i sposób zwiększenia czystości kraju. Każdy papier porzucony w rowie staje się surowcem, dającym określony dochód. Także dla środowiska, które staje się czystsze i zdrowsze.

Tymczasem w Polsce jest jedna jedyna spalarnia w Warszawie, a Polacy kłócą się o sens budowy kolejnych. Nadciągające lato nie będzie się więc różnić od poprzednich. Znów przyjadą na Mazury turyści i swoje śmieci zawiozą do mazurskich lasów.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro