Bułgaria blokuje South Stream

Minister gospodarki Bułgarii kazał wstrzymać prace przy budowie magistrali mającej przesyłać gaz z Rosji przez Bałkany do Austrii i Włoch. To już drugie takie zarządzenie w tym miesiącu.

Publikacja: 20.08.2014 08:01

Bułgaria blokuje South Stream

Foto: Bloomberg

Na początku czerwca wstępną decyzję o wstrzymaniu prac wydał ówczesny premier Płamen Oreszarski, ale nie została ona zrealizowana, bo zmienił się rząd.

Resort gospodarki z nowym kierownictwem pierwszy raz nakazał wstrzymanie prac 6 sierpnia w związku ze stanowiskiem Brukseli, że kontrakt na budowę South Stream w Bułgarii może naruszać unijne prawo, tzw. trzeci pakiet energetyczny (zabraniający m.in., by ta sama firma była operatorem gazociągu na terenie UE i dostarczała do niego gaz).

Chęć uniknięcia unijnych kar mogłaby być wystarczającą przesłanką zastopowania inwestycji, ale krążą domysły, że do storpedowania projektu przyczyniły się też naciski USA.

„Tymczasowy rząd popiera projekt South Stream na terytorium bułgarskim, lecz jego realizacja może nastąpić jedynie pod warunkiem przestrzegania unijnych reguł" – napisano w komunikacie resortu gospodarki.

Dlaczego bułgarski resort ponowił zakaz kontynuowania prac? Bo spółka South Stream Bulgaria (w której po 50 proc. udziałów należy do Gazpromu i Bulgarian Energy Holding), mimo poprzedniego zakazu, podwyższyła kapitał do ok. 200 mln euro. Ministerstwo zapowiada, że zaskarży tę decyzję do sądu.

Inne państwa, przez które ma przechodzić South Stream (Serbia, Węgry, Austria, Słowenia i Włochy), wciąż popierają projekt, a przynajmniej się z niego oficjalnie nie wycofują. Tam też mogą jednak wystąpić problemy. Komisja Europejska podejrzewa bowiem, że do złamania prawa UE doszło też w przypadku porozumień o budowie zawartych przez Węgry, Słowenię i Austrię.

Bułgaria jest jednak dla tej inwestycji krajem kluczowym. Gdyby nagle pojawiła się konieczność ominięcia jej terytorium, większa część dotychczas realizowanego projektu musiałaby trafić do kosza, inwestycja byłaby zrealizowana z kilkuletnim opóźnieniem, a jej koszt (obecnie szacowany na 45 mld dol., co jest uznawane za dosyć dużą sumę) poszedłby znacznie w górę.

Czy jednak są szanse na to, by Bułgaria całkowicie zrezygnowała z tego projektu? Na razie bardzo małe. Budowę popierają bowiem wszystkie liczące się partie polityczne, widząc w niej szansę na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego kraju (dotychczas dostawy rosyjskiego gazu do Bułgarii trafiały przez nie zawsze bezpieczną trasą ukraińską).

Pierwsze dostawy gazu poprzez South Stream planowano na 2016 r., a gazociąg miał osiągnąć pełną moc przesyłową dwa lata później.

Na początku czerwca wstępną decyzję o wstrzymaniu prac wydał ówczesny premier Płamen Oreszarski, ale nie została ona zrealizowana, bo zmienił się rząd.

Resort gospodarki z nowym kierownictwem pierwszy raz nakazał wstrzymanie prac 6 sierpnia w związku ze stanowiskiem Brukseli, że kontrakt na budowę South Stream w Bułgarii może naruszać unijne prawo, tzw. trzeci pakiet energetyczny (zabraniający m.in., by ta sama firma była operatorem gazociągu na terenie UE i dostarczała do niego gaz).

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie