W tym tygodniu spółka PGNiG Upstream Norway, która zajmuje się wydobyciem na złożach Skarv i Gina Krog, obchodzi 10 rocznicę,.
Gość przyznał, że otrzymanie koncesji na bardzo dużych złożach jest praktycznie niemożliwe.
- Są dostępne złoża mniej bogate i na te zdążyliśmy wejść w 2007 r. Wiadomo było, że ze Skarv będzie gaz, ale okazało się, że struktura Snadd, która była kupiona w pakiecie, też jest produktywna. Będziemy ją rozwiercać i też z niej produkować - mówił Woźniak.
Wyjaśnił, że efektem 10 letniej nauki było uzyskanie operatorstwa,czyli głosu decyzyjnego w sprawie zarządzania koncesją.
- Na 2 koncesjach mamy takie uprawnienia. W sumie mamy 18 koncesji i prawdopodobnie będziemy jeszcze dokupować następne – zdradził.
Woźniak przypomniał, że celem operacji norweskiej było zaopatrzenie się w gaz inny niż wschodni, w możliwie najrozsądniejszy sposób.
- Teraz ten plan się rozwinął. Dostaliśmy dużego przyspieszenia. Co prawda nie możemy budować połączenia systemowego jako PGNiG, ale zajmuje się tym Gaz-System, która narodziła się z podziału PGNiG, razem ze spółką Energinet, która jest bliźniaczym operatorem ze strony duńskiej – tłumaczył.
W tej chwili wydobywa się na Norweskim Szelfie Kontynentalnym ok. 0,5 mld m3 gazu i ok. 4 mln baryłek ropy i kondensatu.
- Nie stawia nas to w grupie dużych producentów, ale zajęliśmy poważną pozycję i inni operatorzy się z nami liczą – zaznaczył Woźniak.
- Kiedy mówię, że mamy koncesję, to jest przenośnia. Mało kto ma tam koncesję na wyłączność. Koncesje są tam dzielone. Wszędzie, gdzie jesteśmy dzielimy odpowiedzialność, ryzyko i zyski z kilkoma partnerami. Co ciekawe, na wszystkich koncesjach jest któraś z norweskich firm. To jest przykład dbania o interesy narodowe – dodał.
Podkreślił, że gaz, który się wydobywa samodzielnie, niekoniecznie krajowy, jest zawsze najtańszy z możliwych.
- Na Baltic Pipe patrzymy od strony północnej. Nas interesuje odcinek łączący z Danią, a następnie do Polski. Nie mamy żadnych wątpliwości, że cała sekcja powstanie. Inaczej byśmy nie startowali w przetargu, który się teraz toczy, na rezerwację zdolności przesyłowych – tłumaczył.
Zaznaczył, że jest zapewnienie obu operatorów, że gazociąg będzie oddany do użytku od października 2022 r., co jest niezbywalnym warunkiem, żeby brać udział w tym przedsięwzięciu.
PGNiG planuje akwizycje następnych złóż. Od roku trwają bardzo intensywne prace.
- Mam nadzieję, że na przełomie roku będę mógł poinformować o wynikach – stwierdził Woźniak.
Podkreślił, że po 2020 r. będziemy mieli zamknięty portfel importowy na długi termin z partnerami innymi niż rosyjscy.
- Wciąż mamy problem z kontraktem, który obowiązuje do tej pory. On jest bardzo słaby. 90 proc. władztwa nad kontraktem ma dostawca – mówił.
Woźniak ocenił, że propozycja, którą może złożyć wtedy partner rosyjski nie powinna dorównywać możliwościom z którymi będzie się musiała mierzyć.
- Warunki dostaw muszą być takie jak dla gazu własnego. Ponieważ gaz na Morzu Północnym traktujemy jako własny, będzie bardzo trudna konkurencja. Zobaczymy, czy w ogóle Rosjanie zadzwonią z propozycją. W każdym razie długoterminowy, a nawet średnioterminowy portfel, do 2022 r. będziemy mieli zamknięty – mówił.
Zaznaczył, że musimy zbudować portfel dostaw z alternatywnego źródła na taki sam wolumen, który odbieramy teraz ze wschodu.
- Chcemy mieć jak najwięcej własnego gazu. Na razie wydobywamy w Norwegii 0,5 mld m3, ale chcemy w sumie 2,5 mld m3. Pozostałe ilości, w zależności jaką dostaniemy przepustowość w rurze bałtyckiej (chcemy min. 7,5 mld m3), będziemy chcieli pokryć portfelem 2, a lepiej 3 dostawców – podsumował.