Energia jądrowa: Czy elektrownia atomowa jest bezpieczna

Niezbędna jest racjonalizacja zużycia prądu połączona z rozbudową elektrowni wiatrowych uzupełnianych o tańsze od atomu elektrownie gazowe – przekonuje ekolog

Publikacja: 21.03.2011 21:00

Radosław Gawlik

Radosław Gawlik

Foto: Rzeczpospolita

Katastrofa w japońskiej elektrowni atomowej Fukushima potwierdza to, o czym ekolodzy i duża część ekspertów mówią od dawna. Polski rząd, wchodząc w program energetyki jądrowej, popełnił błąd. Od lat przekonuje się nas, że atom jest bezpieczny. Tymczasem awaria w Japonii pokazała, że zabezpieczenia nigdy nie będą wystarczające, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich zagrożeń wynikających z katastrof naturalnych, zawodnej techniki czy błędów ludzkich.

Nie tylko Czarnobyl

Powszechne jest przekonanie, że jedyną poważną awarią w historii energetyki jądrowej była ta w Czarnobylu. To mit. Co roku w elektrowniach atomowych na świecie dochodzi do kilkuset awarii.

W 1979 roku częściowo stopił się rdzeń w elektrowni atomowej na Three Mile Island w USA. Nie doszło do skażenia, ale od tego czasu, po zapłaceniu dużych kosztów dekontaminacji, Amerykanie zrezygnowali z budowania elektrowni atomowych.

W 2003 roku stopiła się 1/10 prętów paliwowych w węgierskiej elektrowni atomowej w Paks. Powstała chmura radioaktywna.

W 2006 roku do poważnego wypadku doszło w szwedzkiej elektrowni atomowej w Forsmark. Po zwarciu w zewnętrznej instalacji elektrycznej na 22 minuty wyłączyło się zasilanie reaktora służące do jego chłodzenia. Tylko dzięki przytomności umysłu jednego z techników i ręcznemu uruchomieniu agregatów nie doszło do stopienia rdzenia i katastrofy porównywalnej z tą w Czarnobylu.

W 2007 i 2009 roku miały miejsce awarie wyłączające na wiele miesięcy niemiecką elektrownię w Krümmel.

Nie można więc wmawiać opinii publicznej, że energetyka atomowa jest bezawaryjna i bezpieczna. Korzystanie z niej przypomina raczej balansowanie na linie.

W Polsce planowana jest budowa reaktorów generacji III plus. Rząd przekonuje, że to bezpieczna technologia, ale nie powstał jeszcze ani jeden reaktor tej generacji, więc tak naprawdę nie wiadomo, czy jest bezpieczniejsza od poprzednich.

Od 60 lat nierozwiązany pozostaje także problem wysokoaktywnych odpadów promieniotwórczych. Są trzy rodzaje odpadów, z których ten najgroźniejszy w ogóle nie nadaje się do składowania, więc trzyma się go przy elektrowniach i chłodzi przez wiele lat. Awaria albo atak terrorystyczny na takie składowisko grozi katastrofą na niewyobrażalną skalę. W Fukushimie składowano tego typu odpady.

Nie ma dobrego pomysłu, co robić ze średnio- i niskoradioaktywnymi odpadami. Finowie zakopują je głęboko w ziemi w betonowych beczkach. Te składowiska są zaplanowane na 250 tys. lat i przez ten czas nikt nie powinien się do nich zbliżać. Zakopywanie odpadów jest gigantycznąnieodpowiedzialnością wobec przyszłych pokoleń. Jaką mamy gwarancję, że za kilkaset lat nieświadomi, z czym mają do czynienia, archeolodzy nie otworzą betonowych beczek?

Dziurawe wiadro

Eksperci są zgodni, że około 2016 roku zacznie nam brakować prądu. Według rządowych planów elektrownia atomowa ma powstać w 2020 roku, a już wiadomo, że to mało realny termin. Niezrozumiałe są twierdzenia, że nie ma alternatywy dla atomu. Polska jest jak dziurawe wiadro energetyczne. Zużywamy ponad trzy razy więcej energii na jednostkę produkcji niż w krajach starej unijnej "15". To oznacza, że na jedną wyprodukowaną szklankę potrzebujemy przeciętnie trzy razy więcej energii niż Niemcy czy Francuzi.

W sytuacji, w której się znaleźliśmy, to nie atom jest jedyną możliwością, lecz różnorodne i szybkie działania, np. oszczędność energii, budowa elektrowni opartych na odnawialnych źródłach i inwestycje w transgraniczne połączenia sieci. Niezbędna jest racjonalizacja zużycia prądu połączona z rozbudową elektrowni wiatrowych uzupełnianych o wielokrotnie tańsze od atomu elektrownie gazowe, które emitują o połowę mniej CO2  niż węglowe. Inaczej rząd nie zaspokoi popytu na energię między rokiem 2016 a 2020.

Warto zaznaczyć, że kraje UE, takie jak Niemcy, Dania, Szwecja, Austria, Wielka Brytania, realizują inną strategię energetyczną, na miarę XXI w. Przykładowo Niemcy przestawiają się na energetykę rozproszoną i zdecentralizowaną, aby w 2050 roku korzystać wyłącznie z energii ze źródeł odnawialnych.

Pod prąd

Narosło wiele nieporozumień w sprawie kosztów budowy elektrowni atomowych. Rząd ocenia je na 3 mln euro za megawat, podczas gdy na całym świecie wynoszą obecnie około 5 mln euro. Koszt wybudowania elektrowni wiatrowej jest porównywalny, a buduje się ją i demontuje znacznie szybciej. Wiatr nie wieje cały czas, więc system elektrowni wiatrowych powinien być uzupełniony o tanie w eksploatacji biogazownie czy elektrociepłownie gazowe.

Planując budowę elektrowni atomowych, nie tylko idziemy pod prąd aktualnych tendencji, które nie wzięły się przecież z niczego, ale narażamy też na niepotrzebne ryzyko siebie i przyszłe pokolenia.

not. tyc

Radosław Gawlik jest ekologiem. Był wiceministrem środowiska z UW w rządzie Jerzego Buzka. Prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Eko Unia, członek Zielonych 2004

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie