Czy Polska potrzebuje inwestycji w odnawialne źródła energii?

Taka jest potrzeba i konieczność. Troska o środowisko naturalne, wyzwania klimatyczne oraz dywersyfikacja miksu energetycznego wskazują wyraźnie na wykorzystanie odnawialnych źródeł energii do zaspokajania potrzeb energetycznych. Takie spojrzenie jest także w pełni odzwierciedlone w polityce energetycznej Unii Europejskiej. Przyjęcie celów „3 x 20", w tym osiągnięcie dwudziestoprocentowego udziału energii odnawialnej do roku 2020, oznacza, że wszystkie kraje członkowskie są zobowiązane, aby te cele realizować. W przyszłości przeważająca część energii produkowanej w Europie ma pochodzić z odnawialnych źródeł. Przechodzenie na OZE jest kierunkiem, dzięki któremu zmniejszy się uzależnienie Europy od importu paliw. Spowoduje również, że gospodarka europejska będzie mniej zależna i mniej podatna na wahania cen na światowych rynkach paliwowych.

20 procent energii z odnawialnych źródeł to średnia dla Europy. Na jakim poziomie jest polski wkład w realizację wymogów postawionych całej Wspólnocie?

Cele zostały rozdzielone między poszczególne kraje i z nimi uzgodnione, biorąc pod uwagę punkt wyjściowy każdego z nich i ich potencjał. Polska zobowiązała się, że do 2020 roku 15 procent całej energii zużywanej w kraju będzie pochodziło z OZE. Opracowano krajowy plan działań, w którym cel krajowy został rozłożony na trzy sektory: dla energii elektrycznej 19 procent, dla ciepła i chłodu 17 procent, a dla biopaliw transportowych 10 procent.

Sądzi pan, że ten cel zostanie osiągnięty w założonym czasie?

Wszystko zależy od tego, jakie będzie wsparcie dla rozwoju OZE. Obecnie albo technologie OZE nie są wystarczająco dojrzałe, aby produkcja energii ze źródeł odnawialnych była konkurencyjna, albo stosowane paliwo, np. biomasa, jest ponaddwukrotnie droższe niż węgiel. Dlatego też Polska, podobnie jak inne kraje, stosuje system wsparcia oparty na tzw. zielonych certyfikatach – każde przedsiębiorstwo, które sprzedaje energię odbiorcy końcowemu, jest zobowiązane posiadać w swoim portfelu pewien procent ilości energii odnawialnej. Potwierdzeniem zakupu energii jest posiadanie certyfikatu. Obecnie wartość certyfikatu powoduje, że rozwój energii odnawialnej rzeczywiście idzie w bardzo dobrym tempie. Ciągle jeszcze jednak nie jest to rytm, z którego Polska może być w pełni zadowolona.

A co się stanie, jeśli z polskich sprawozdań dla Komisji Europejskiej będzie wynikało, że cele nie są realizowane?

Komisja wezwie wówczas Polskę do sporządzenia dodatkowego planu, bardziej ambitnego, który doprowadzi do realizacji tych celów.

Na jakim jesteśmy etapie?

Polska jest obecnie prawie w połowie tej drogi. W 2005 roku 7,2 proc. łącznie zużywanej energii pochodziło z OZE, w tym energii elektrycznej 2,64 proc. Na koniec ubiegłego roku udział energii elektrycznej z OZE wynosił 7,86 proc., co oznacza, że w ciągu sześciu lat potroiliśmy produkcję. Niestety, jesteśmy trochę poniżej planu, który na rok 2011 wynosił 8,85 proc. Potrzeba stabilnych i długookresowych zasad wsparcia, aby kontynuować rozwój produkcji z OZE, a wtedy osiągniemy przyjęty cel.

Czy dobrym kierunkiem jest premiowanie technologii najtańszych?

Obecnie stosowana jest jednolita opłata dla wszystkich technologii, co powoduje, że rzeczywiście wygrywają technologie najtańsze, których koszty realizacji są najniższe. Jedną z nich jest współspalanie biomasy w istniejących kotłach energetycznych. Dostosowanie elektrowni czy elektrociepłowni do współspalania biomasy wymaga stosunkowo umiarkowanych nakładów inwestycyjnych i dlatego przy obecnym systemie wsparcia technologia współspalania jest powszechnie stosowana w polskiej energetyce. Chcę jednak podkreślić, iż pod pojęciem „instalacja współspalania" mieści się cała gama rozwiązań technicznych od stosunkowo prostych układów pozwalających na spalanie mieszanki paliw przy udziale biomasy w granicach 8–12 proc., do kosztownych i skomplikowanych instalacji o bardzo wyrafinowanej technologii spalania, pozwalających zwiększyć udział biomasy w całym strumieniu paliwa do kotła do poziomu 40–60 proc.

To zyskowne? Ostatnio cena biomasy prawie się podwoiła?

Tak. Mimo wszystko jeszcze wciąż jest to rozwiązanie opłacalne dla przedsiębiorstw energetycznych, szczególnie dla elektrowni. Ostatnio co prawda wartość certyfikatów spadła, co obniża opłacalność spalania biomasy, ale jestem pewien, że rynek się wkrótce ureguluje.

W Polsce całkiem dobrze rozwijają się farmy wiatrowe. Może to jest lepszy kierunek niż biomasa?

Farmy wiatrowe są dobrym rozwiązaniem, ponieważ zużywają energię odnawialną w najczystszej postaci – wiatr. Należy jednak pamiętać, że generalnie źródła odnawialne w większości przypadków uzależnione są od pogody. Biomasa nie ma tego rodzaju ograniczeń. Za biomasą przemawia także to, że jest paliwem, w przypadku którego przyjęto, że nie emituje dwutlenku węgla. Zakłada się, że roślina podczas wzrostu pochłania mniej więcej tyle samo dwutlenku węgla, ile go emituje w procesie spalania. Dlatego biomasa jest paliwem odnawialnym, które można łatwwo magazynować, i którym można zastąpić węgiel. To jest paliwo, które również nie stawia wymogu magazynowania energii. Można je stosować wówczas, gdy jest zapotrzebowanie na energię.

Czy Polska ma dobre warunki dla produkcji biomasy?

Doskonałe. Zapotrzebowanie na biomasę w ciągu ostatnich lat bardzo szybko wzrosło, powstają plantacje biomasy i przy istniejącym potencjale Polski i rozsądnym zagospodarowaniu gruntów możemy być potęgą w jej produkcji w Europie, przestrzegając zasad zrównoważonego rozwoju. Jak wskazują analizy Instytutu Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, w Polsce dysponujemy areałem ok. 600 tys. hektarów, który może być przeznaczony pod plantacje roślin energetycznych przynoszących rocznie około 10 milionów ton biomasy i jednocześnie generujących przychód na poziomie 2,5–3 mld złotych rocznie oraz tysiące nowych miejsc pracy. Rozwój rynku biomasy pochodzenia rolnego w polskich elektrociepłowniach i elektrowniach może być podstawą do stworzenia w naszym kraju nowej gałęzi przemysłu, jaką jest produkcja „agropaliwa" dla energetyki. Obecnie krajowa produkcja nie nadąża za wzrostem zapotrzebowania. W roku 2011 spalanie i współspalanie biomasy stanowiło około 50 proc. całej energii elektrycznej produkowanej ze źródeł odnawialnych. Poza tym biomasa jest paliwem, które energetycy doskonale znają. Ona zastępuje węgiel.

Przeciwnicy biomasy uważają, że nadmiernie rośnie jej import.

Jeszcze nie mamy dobrze zorganizowanego rynku biomasy. Nie ma dużych firm zajmujących się jej produkcją, skupowaniem na masową skalę, takich które gwarantowałyby podaż dużej ilości krajowego towaru. Nie ma też wystarczającej ilości zakładów zajmujących się przygotowaniem biomasy do spalania, a więc peletowania czy teryfikacji. W związku z tym firmy energetyczne skupują surowiec w każdy możliwy sposób. W 2011 roku zużyto w elektrowniach, elektrociepłowniach i przemyśle łącznie około 6,2 mln ton biomasy. Z tego prawie 2 mln ton pochodziło z importu. Niektórzy uważają, że to jest problem, ponieważ ich zdaniem w Polsce powinna być spalana tylko krajowa biomasa. Niestety, rynek jest bezlitosny. Musimy pamiętać, że biomasa zastępuje węgiel i jeśli nie będzie możliwe współspalanie biomasy, to będzie spalany węgiel, często także pochodzący z importu.

Chyba nikt nie oczekuje, że Polska zrezygnuje z czerpania energii z biomasy. Raczej nas na to nie stać, zważywszy jak dalekwo zabrnęły inwestycje związane tym rynkiem?

Nie stać nas na rezygnację z biomasy, bez niej nie zrealizujemy celu, do realizacji którego jesteśmy zobowiązani. Ten cel jest prawnie wiążący. Jeśli go nie osiągniemy, będziemy płacili ogromne kary.

Może cel jest zbyt ambitny?

Cel rzeczywiście jest ambitny, ale osiągalny. Polski rząd wynegocjował ten cel na podstawie wiarygodnych danych i uznał, że go Polska osiągnie. Firmy energetyczne zainwestowały dotychczas kilka miliardów złotych w dostosowanie się do spalania i współspalania biomasy. Sama tylko firma EDF wydała dotychczas na ten cel ponad 300 milionów złotych. Biomasa w Polsce będzie się rozwijać. Nie mam wątpliwości.

—rozmawiał Krzysztof Gniewkowski