Od marca, kiedy Rosjanie zajęli część obwodu zaporoskiego, w tym miasto Energodar, gdzie znajduje się Elektrownia Jądrowa Zaporoże (EJZ), największa elektrownia jądrowa w Europie, sytuacja wokół siłowni wciąż stawała się coraz groźniejsza.

Obiekt z sześcioma rektorami o łącznej mocy 6040 MW wielokrotnie był ostrzeliwany przez wojska agresora. Kijów i społeczność międzynarodowa uznał to za jądrowy terroryzm. Unia Europejska i ponad 40 krajów świata wezwały Rosję do natychmiastowego wycofania swoich wojsk i personelu z terenu zaporoskiej siłowni.

Rosjanie uszkodzili wiele obiektów na terenie siłowni. W czwartek, 25 sierpnia, elektrownia została całkowicie odłączona od sieci energetycznej. Od soboty Rosjanie próbowali podłączyć całą siłownię do swojego systemu elektroenergetycznego. W niedzielę dwa reaktory zostały znów podłączone do sieci.

– Okupanci przywrócili też wszystkie linie energetyczne, które biegną od elektrowni atomowej Zaporoża w kierunku tymczasowo okupowanego Melitopola i Nowej Kachowki. (…) Teraz czekają na odpowiedni moment, dokonując ostatnich korekt. Są zdeterminowani, aby podłączyć elektrownię jądrową Zaporoże do zunifikowanej sieci Rosji. Przede wszystkim, aby w pełni zaopatrzyć Krym w energię elektryczną. Planowali to zrobić już w pierwszej połowie sierpnia, ale im się nie udało – powiedział portalowi RBK-Ukraina Wadim Skibicki, szef wywiadu wojskowego Ukrainy.

– Zagrożenie polega na tym, że Rosjanie odcięli sieci energetyczne łączące system ukraiński z elektrownią. (...) Jednak biorąc pod uwagę, że systemy bezpieczeństwa elektrowni są dość mocne i spełniają wysokie standardy międzynarodowe, na razie nie widzę zagrożeń katastrofą w tak wielkiej skali jak Czarnobyl. Nie można jednak wykluczyć wypadków na szczeblu lokalnym. Na przykład, jeśli Rosja ostrzela magazyn wypalonego paliwa jądrowego znajdujący się na terenie elektrowni, możliwe są wycieki promieniowania. W takim przypadku możemy mieć wypadek na poziomie Fukushimy. Niestety, biorąc pod uwagę działania Rosjan na Ukrainie, takie ryzyko istnieje – ostrzegł Wołodymyr Omelczenko, dyrektor programów energetycznych w Centrum Razumkowa w Kijowie w wypowiedzi dla ukraińskiej agencji Unian.

Państwowa Agencja Atomistyki 24 sierpnia zapewniła, że „sytuacja radiacyjna w Polsce pozostaje w normie. Nie występuje zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi oraz dla środowiska”.

Jak sytuacja w Zaporożu wpłynie na polski system elektroenergetyczny? Ukraina ma połączenia energetyczne z Polską, Słowacją, Węgrami, Rumunią, a za ich pośrednictwem – z innymi krajami Unii. W lutym pomimo rosyjskiej napaści, Kijów udanie zsynchronizował swoje sieci z europejskim systemem ENTSO-E. Łączna moc między Ukrainą a ENTSO-E wynosi do 2000 MW. Ponad połowa tego prądu pochodzi z siłowni atomowych.

Rzeczniczka Polskich Sieci Elektroenergetycznych Beata Jarosz-Dziekanowska zapewniła „Rzeczpospolitą", że „sytuacja w Zaporożu nie ma bezpośredniego wpływu na polski system elektroenergetyczny”. Polska jest połączona z Ukrainą jedną linią o napięciu 220 kV między stacją elektroenergetyczną Zamość a elektrownią Dobrotwór, z której są wydzielone dwa bloku wytwarzające energię elektryczną wyłącznie dla Polski. Wysokość importu handlowego z ukraińskiej Elektrowni Dobrotwór w okresie styczeń–lipiec 2022 r. wyniosła 7,854 TWh. To niewielka część krajowego zużycia, które w tym okresie wyniosło 101,34 TWh.

Taką ilość energii od Ukrainy kupujemy. Jednak nasz sąsiad wiele razy wspierał też Polskę niekomercyjnymi dostawami prądu, w sytuacjach gwałtownego wzrostu zapotrzebowania. Np. w poniedziałek, 6 grudnia 2021 r., Ukraina wspomogła polskie sieci 945 MWh energii elektrycznej. Obecnie takie ratujące nasz energosystem zastrzyki prądu od Ukrainy są prawdopodobnie niemożliwe.