Po wysadzeniu tamy na Dnieprze elektrownia atomowa w Zaporożu może mieć kłopoty

Wysadzenie przez Rosjan tamy w Nowej Kachowce u ujścia Dniepru do Morza Czarnego nie będzie pociągało za sobą bezpośrednich konsekwencji dla największej elektrowni jądrowej w Europie w Zaporożu. Pośrednie jednak - jak najbardziej. Eksperci studzą emocje.

Publikacja: 06.06.2023 13:33

Po wysadzeniu tamy na Dnieprze elektrownia atomowa w Zaporożu może mieć kłopoty

Foto: Adobe Stock

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podkreśla, że są obawy o przyszłość elektrowni Zaporoże w kolejnych latach. Woda zgromadzona w Nowej Kachowce była wykorzystywana jako element chłodzenia tej elektrowni. Nie niesie to jednak bezpośrednich zagrożeń dla importu energii z Ukrainy do Polski. 

Stanowisko agencji energii atomowej

Zdaniem ekspertów ukraińskich i ONZ zniszczenie zapory Nowa Kachowka nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa elektrowni jądrowej Zaporoże znajdującej się dalej w górę rzeki - ale będzie miało długoterminowe implikacje dla jej przyszłości, w momencie, kiedy będzie mogła ona wrócić do pełnej pracy.

Czytaj więcej

Potop po wysadzeniu tamy zalewa nie tylko Ukraińców. Rosjanie chcieli dokonać tylko niewielkiej eksplozji?

Uszkodzenie zapory nie wpływa na bezpośrednią pracę elektrowni, ponieważ reaktory elektrowni są chłodzone przez systemy bezpieczeństwa znajdujące się na terenie samej elektrowni, a więc przez rezerwowy zbiornik. Brak wody chłodzącej w podstawowych układach wody chłodzącej na dłuższą metę spowodowałby stopienie paliwa i awarie systemów generatorów diesla. „Jednak nasza obecna ocena jest taka, że nie ma bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa zakładu” – czytamy w komunikacie agencji.

Ukraiński operator elektrowni jądrowych, Energoatom, w wydanym oświadczeniu stwierdza, że sytuacja w elektrowni jądrowej w Zaporożu jest „pod kontrolą”, a Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej na miejscu monitoruje sytuację. Jak dotychczas nie było „bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa jądrowego ”.

Istnieją jednak długoterminowe obawy, zarówno dotyczące bezpieczeństwa, jak i możliwości ponownego uruchomienia elektrowni w nadchodzących latach. Obecnie działa ona na minimum mocy. Jest pod kontrolą okupantów z Rosji. Reaktory zostały wygaszone, bowiem znajdują się na linii frontu, a sieci elektroenergetyczne wyprowadzające energię są uszkodzone i są pod ciągłym ostrzałem. Pięć z sześciu reaktorów znajduje się w stanie „wyłączenia” lub jest wyłączona i schładzana, a jeden znajduje się w stanie „gorącego wyłączenia”, utrzymywanego w temperaturze 200-250°C, aby łatwiej było go ponownie uruchomić, jeśli pozwolą na to warunki. Dostarcza ciepło zimą do sąsiedniego miasta Energodar.

W podobnym tonie co Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej brzmią opinie polskich ekspertów.

Bez zagrożenia

Obawy dotyczące zagrożenia dla elektrowni jądrowej studzi prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej. „Dla bezpieczeństwa reaktorów kluczowe jest stałe źródło zasilania pomp tłoczących wodę w obiegu pierwotnym reaktora. Ewentualny ubytek wody ze zbiornika z tama można uzupełnić z innych źródeł Zagrożenia jądrowego więc nie było i nie ma” – wyjaśnia. Niepokojący jest jednak fakt, że Rosjanie przekraczają kolejną barierę bezpieczeństwa energetycznego. „Wysadzenie tamy pokazuje, że Rosjanie nie oddadzą elektrowni jądrowej w Zaporożu pokojowo, ale pozostawić mogą pułapki, uszkodzenia, które nie pozwolą na jej szybkie ponownie uruchomienie, a może nawet celowo poważnie uszkodzić reaktory” – mówi.  

Obawy o braki mocy po wojnie

Prof. Świrski wskazuje na inne niebezpieczeństwo dla systemu energetycznego Ukrainy. „Na Dnieprze poza Nową Kachowką jest kilka innych elektrowni wodnych o łącznej mocy nawet kilku tys. MW. Przerwanie tamy może zakłócić prace tych elektrowni i jeszcze bardziej obniżyć możliwości produkcji energii na Ukrainie” – mówi.

Maciej Zaniewicz, analityk Forum Energii uspokaja, że bezpośredniego zagrożenia dla elektrowni jądrowej w Zaporożu nie ma, ponieważ jest ona wyposażona w kilka zapasowych systemów bezpieczeństwa, które właśnie teraz zdają egzamin. – Jak informują Ukraińcy, poza zbiornikiem rezerwowym przy samej elektrowni, system bezpieczeństwa dopełniają rękawy i pompy, który które służą do poboru wody do chłodzenia elektrowni z innych zbiorników wodnych. Niemniej działanie Rosjan to kolejne naruszenie następnego elementu bezpieczeństwa – mówi. Wskazuje, że na ten moment nie ma żadnego zagrożenia dla pracy elektrowni jak dla całego systemu energetycznego. – Oba obiekty, a więc elektrownia na zaporze jak i sama elektrownia jądrowa w Zaporożu są poza kontrolą ukraińską. Na dłuższą metę jednak brak zapory to duży problem dla normalnej pracy elektrowni jądrowej  przy pełnej mocy. Woda zgromadzona przez zaporę w Zbiorniku Kachowskim służyła do chłodzenia elektrowni jądrowej – mówi. Obecnie obiekt jest praktycznie wyłączony z pracy. – Rezerwowe punkty poboru wody nie wystarczą jednak do chłodzenia elektrowni podczas normalnej pracy – dodaje Zaniewicz. Z kolei sama elektrownia na zaporze, przed inwazją, bilansowała  ukraiński system energetyczny. W czasie wojny zapotrzebowanie na prąd spadło w Ukrainie o 30 – 40 proc. – Brak tych dwóch elektrowni nie stanowi obecnie zagrożenia dla energetycznego systemu Ukrainy. Jeśli jednak wojna się skończy i ruszy odbudowa, to Ukraina będzie pozbawiona największej, stabilnej elektrowni jądrowej i ważnej jednostki bilansującej. Samo Zaporoże zabezpieczało 20 proc. potrzebny Ukrainy na prąd – dodaje.

Import taniego prądu z Ukrainy do Polski oddala się

Od maja działa także połączenie elektroenergetyczne Rzeszów – Chmielnicka, która docelowo miało pozwolić na import energii z ukraińskich elektrowni jądrowych do Polski. Połączenie powstało niezależnie od działającego od lat mostu energetycznego między oboma krajami. Polski system energetyczny dotychczas był połączony jedynie z ukraińską elektrownią węglową Dobrotwór. Nowa linia miała to zmienić, jednak w związku z trwającą agresją i wzmożonymi od maja atakami rakietowymi, Ukraińcy mieli poinformować stronę polską o ograniczeniu dostępności energii w godzinach szczytu. Eksport jest śladowy, ale nie jest to bezpośrednio związane z wysadzeniem tamy w Nowej Kachowce, a raczej problemami w zapewnieniu dostaw energii na samej Ukrainie.

Podobnego zdania co prof. Świrski i Zaniewicz jest jest Mariusz Marszałkowski, redaktor naczelny portalu Polon, zajmującego się m.in. tematyką wschodnią. Wysadzenie tamy w Nowej Kachowce nie będzie miało negatywnego wpływu na funkcjonowanie Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej, gdyż ta, de facto od marca 2022 toku nie funkcjonuje. Tylko jeden z sześciu bloków elektrowni znajduje się w rezerwie w celu podtrzymania podstawowych „funkcji życiowych” elektrowni takich jak chłodzenie wyłączony reaktorów. Tą funkcje zresztą wspiera lokalna elektrociepłownia w Energodarze. „Wysadzenie tamy będzie miało oczywiście negatywny wpływ na cały system elektroenergetyczny na Ukrainę po ustaniu działań zbrojnych i ewentualnym przywróceniu terenów okupowanych pod kontrole Ukrainy. Zarówno w kontekście działania samej elektrowni jądrowej ale i największej w kraju elektrowni wodnej w Nowej Kachowce. To jednak kwestia przyszłych działań związanych z odbudową Ukrainy” – mówi.

 Długofalowo również zniszczenie zapory na Dnieprze będzie miało negatywne konsekwencje dla planów eksportu energii elektrycznej z Ukrainy do np. Polski. „Ukraińska energetyka jest zdewastowana przez ciągle rosyjskie ataki rakietowe, zaś zapotrzebowanie na energię elektryczną ba Ukrainie będzie rosło w najbliższych miesiącach m.in z powodu wysokich temperatur w sezonie letnim i większej konsumpcji energii.” – wskazuje Marszałkowski.

Prof. Świrski pytany o to, jak to wpłynie na możliwości eksportowe energii do Polski, na co liczyły polskie firmy jak Orlen i  Synthos podkreślił, że na razie to Ukraina będzie potrzebować importu energii. „Nie wiemy do kogo będzie należeć elektrowni w Zaporożu, największa elektrownia jądrowa w Europie, nie wiemy do koło będą należeć centra przemysłowe, które były dużymi konsumentami energii. Jest za dużo pytań, a odpowiedzi póki trwa wojna nie poznamy” – kończy.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podkreśla, że są obawy o przyszłość elektrowni Zaporoże w kolejnych latach. Woda zgromadzona w Nowej Kachowce była wykorzystywana jako element chłodzenia tej elektrowni. Nie niesie to jednak bezpośrednich zagrożeń dla importu energii z Ukrainy do Polski. 

Stanowisko agencji energii atomowej

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Atom
Szczerość atomowych decydentów. Atom później i drożej
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Atom
Jest nowy prezes atomowej spółki PGE
Atom
W Zaporożu „bardzo bliska katastrofy nuklearnej”. MAEA ostrzega świat
Atom
Amerykanie wyliczają korzyści z budowy drugiej elektrowni atomowej w Polsce
Atom
Biały Dom ostrzega Rosję. Niebezpieczna gra atomem w Zaporożu