Atom ma się znaleźć w sercu systemu energetycznego Albionu

Rząd w Londynie uznaje energetykę atomową za fundament przyszłej architektury energetycznej Wysp. Plany są tak ambitne, że skłoniły legendarnego Rolls-Royce’a do zapowiedzi zmiany profilu działalności.

Publikacja: 12.12.2022 21:00

Rolls-Royce chce być postrzegany jako siła napędowa przemysłu nuklearnego – najpierw w Wielkiej Bryt

Rolls-Royce chce być postrzegany jako siła napędowa przemysłu nuklearnego – najpierw w Wielkiej Brytanii, a potem na całym świecie. Ale bez rządowego finansowania niewiele może zrobić

Foto: Rolls-Royce

Mamy w kraju kolejny kryzys na horyzoncie i dotyczy on mocy wytwórczych elektryczności – ostrzegł kilka tygodni temu Tom Samson, szef należącej do imperium Rolls-Royce’a spółki zajmującej się produkcją małych reaktorów modułowych.

Energetyczną przyszłość Wielkiej Brytanii szefowie firmy widzą w czarnych barwach. Obecnie produkcja energii elektrycznej czy właściwie energii w ogóle opiera się na Wyspach w olbrzymiej mierze na jednostkach gazowych oraz reaktorach nuklearnych zbudowanych w latach 90., których cykl życia powinien dobiec końca gdzieś w latach 30. Na dodatek do 2024 r. rząd w Londynie chce wyłączyć instalacje węglowe. – Spędźmy jeszcze rok, dwa czy trzy na gadaniu, a niedobory wytwarzania dotkną konsumentów już w latach 30. – popędzał decydentów Samson. – To naprawdę ważne, by podjąć działania już teraz – dorzucał.

Dla Rolls-Royce’a to również istotna kwestia, bo firma liczy na państwowe dofinansowanie do swojego nowego, atomowego projektu. Firma pracuje nad technologią SMR od 2015 r., korzystając ze swoich doświadczeń z nuklearnego poletka, zebranych w czasach, gdy RR doposażał brytyjskie okręty podwodne w silniki z napędem jądrowym. To know-how posłużyło za punkt wyjścia dla produkcji małych reaktorów modularnych. Szefowie spółki wybrali już kilka lokalizacji w ojczyźnie i rozmawiają z rządami innych państw, m.in. z Czechami, na temat zlokalizowania tam kolejnych projektów tego typu. Problem jednak polega na tym, że do wypłynięcia na szerokie wody potrzeba pieniędzy, których koncern w takich ilościach nie posiada – stąd presja na rząd w Londynie, by nie tylko dookreślił wizję brytyjskiej energetyki za kilkanaście lat, ale też włączył się niezwłocznie w jej finansowanie.

Zmiany wymuszone przez klimat

Raptowna zmiana charakteru firmy nie byłaby w Rolls-Roysie niczym nowym. W końcu marka ta przez wiele lat była synonimem luksusowych limuzyn – choć od blisko dwóch dekad firma nie ma z samochodami w zasadzie nic wspólnego. Oficjalna historia firmy liczy sobie już 118 lat i przez większość tego czasu Rolls-Royce zajmował się produkcją silników lotniczych, stając się pod tym względem drugim graczem na świecie, po General Electric. Od lat 60. koncern aktywnie pracował nad jądrowym napędem okrętów podwodnych, co zaowocowało trzema designami reaktorów – PWR-1, PWR-2 i PWR-3, sukcesywnie instalowanymi na kolejnych generacjach brytyjskich nuklearnych jednostek.

Przestawienie firmy na nowe tory właściwie dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem. Rynek lotniczy od dawna był w opałach: mniejsze linie upadały, większe łączyły się w alianse i szukały takich form działania, które byłyby zyskowne. Pojawienie się tanich linii lotniczych mogło jeszcze dawać cień nadziei na „masowe latanie”, ale z drugiej strony pandemia pokazała, jak kruche są to nadzieje. A dyskusja o zmianach klimatycznych wskazuje, że turyści wrażliwi na kwestie klimatyczne mogą porzucić latanie na rzecz bardziej ekologicznych form transportu, resztę odstraszy szybki wzrost cen biletów wywołany drogimi paliwami oraz opłatami za emisje CO2. Krótko mówiąc: trudno dziś mówić o lotnictwie jako perspektywicznym rynku.

Ale te same czynniki, które odstraszają od dotychczasowego core businessu koncernu, same podsuwają inne kierunki wzrostu. Zmiany klimatyczne – a dziś również kryzys energetyczny – uruchomiły proces renesansu energetyki jądrowej. Z wyliczeń ekspertów World Nuclear Association wynika, że tylko gdy chodzi o konwencjonalne elektrownie atomowe na świecie ogłoszono około trzech tuzinów nowych projektów. W przypadku małych reaktorów modułowych zainteresowanie jest znacznie większe, tym bardziej że w grę wchodzą tu nie tylko rządy, ale też prywatni gracze.

Takim graczem może być choćby brytyjski miliarder Jim Ratcliffe, właściciel chemicznego koncernu Ineos, który pod koniec listopada ujawnił, że rozpoczął z Rolls-Royce’em dyskusję na temat dekarbonizacji swoich zakładów rafineryjnych w szkockim Grangemouth. Gdyby rozmowy zakończyły się sukcesem, byłaby to piąta lokalizacja, w której Rolls-Royce próbowałby uruchomić swoje instalacje SMR – po walijskich Trawsfynydd i Wylfa, Sellafield w Cumbri oraz Oldbury w Gloucestershire. I pierwsza, na którą RR miałby finansowanie.

Rewolucja zatrzymana w blokach startowych

Bo też impulsem do transformacji działalności koncernu – i pewnie nie będzie to ostatnia firma, która spróbuje takich przekształceń – jest ambitny plan stworzenia nowej architektury brytyjskiej energetyki. Gdy wiosną ówczesny premier Boris Johnson ogłaszał nową strategię, poczesne miejsce w niej miała energetyka jądrowa: plan zakłada wzrost mocy z obecnych 7 do 24 GW w atomie. Równie wielkie wzrosty zaplanowano dla morskich farm wiatrowych (z 11 GW do 40–50 GW), fotowoltaiki (14 GW dzisiaj, a 70 GW do 2035 r.) i hydroenergetyki (osiągnięcie 10 GW w 2030 r.).

Ale to atom miał stanowić fundament tej transformacji, „serce strategii” – jak określał to Johnson. W perspektywie końca dekady elektrownie jądrowe miałyby dostarczać Brytyjczykom 25 proc. zużywanej przez nich energii elektrycznej, a atom miał – zgodnie z przyjętą w wielu krajach zasadą – stabilizować produkcję energii w odnawialnych źródłach energii. Impulsem i ułatwieniem procesu transformacji miał być Future Nuclear Enabling Fund, z budżetem rzędu 120 mln funtów, wydawanym pod okiem nowej instytucji o dobitnej nazwie Great British Nuclear.

Ale też po szumnych zapowiedziach politycy w Londynie skoncentrowali się na własnych bataliach, co skończyło się dymisją Johnsona, a następnie jego następczyni Liz Truss. Nowa brytyjska energetyka zeszła na drugi plan – i dlatego też menedżerowie Rolls-Royce’a tak bezceremonialnie poganiają dziś rząd w Londynie, by ruszyły rozmowy o mechanizmach finansowania zaplanowanej transformacji.

Wspomniany fundusz może tu być jednak tylko kroplą w morzu potrzeb. Co prawda jego wielkość urosła do 385 mln funtów (z tego kwota 210 mln mogłaby zostać przeznaczona na wsparcie RR), ale już wystąpienia kolejnych gabinetów w Londynie wskazują, że jedyny realnie rozważany w tej chwili projekt atomowy na Wyspach to Sizewell C w Suffolk, konwencjonalna elektrownia o mocy 3,2 GW. Stąd zniecierpliwienie Samsona i innych menedżerów z branży nuklearnej – czas płynie, a brytyjska branża atomowa wciąż tkwi na pozycjach startowych.

Mamy w kraju kolejny kryzys na horyzoncie i dotyczy on mocy wytwórczych elektryczności – ostrzegł kilka tygodni temu Tom Samson, szef należącej do imperium Rolls-Royce’a spółki zajmującej się produkcją małych reaktorów modułowych.

Energetyczną przyszłość Wielkiej Brytanii szefowie firmy widzą w czarnych barwach. Obecnie produkcja energii elektrycznej czy właściwie energii w ogóle opiera się na Wyspach w olbrzymiej mierze na jednostkach gazowych oraz reaktorach nuklearnych zbudowanych w latach 90., których cykl życia powinien dobiec końca gdzieś w latach 30. Na dodatek do 2024 r. rząd w Londynie chce wyłączyć instalacje węglowe. – Spędźmy jeszcze rok, dwa czy trzy na gadaniu, a niedobory wytwarzania dotkną konsumentów już w latach 30. – popędzał decydentów Samson. – To naprawdę ważne, by podjąć działania już teraz – dorzucał.

Pozostało 87% artykułu
Atom
Koreańczycy wygrywają bój o atom w Czechach
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Atom
Rosatom opuścił Niemcy. Już tam nie zarobi
Atom
Atom w Koninie ofiarą poślizgu rządowych dokumentów
Atom
Nadchodzi era atomu w UE. Potrzeba tylko jednego
Atom
Rosatom stracił pieniądze w Turcji. Co dalej z budowaną atomówką?