Europa ma do rozwiązania nuklearną łamigłówkę

Najszybsza odpowiedź na dzisiejszą próbę odcięcia się od rosyjskich surowców? Atom. Ale ostatnie tygodnie pokazują, że i ta część rynku energetycznego ma swoje słabe strony.

Publikacja: 24.05.2022 09:00

Połowa francuskich reaktorów została ostatnio wyłączona

Połowa francuskich reaktorów została ostatnio wyłączona

Foto: Anita Pouchard Serra/Bloomberg

Jak w piątek napisał dziennik „Financial Times”, Komisja Europejska zapowiedziała pomoc dla pięciu krajów członkowskich – Bułgarii, Czech, Finlandii, Słowacji i Węgier – w uniezależnieniu się od dostarczanego przez Rosję paliwa nuklearnego. Podobnie jak w przypadku innych technologii zaprojektowane przez Rosjan elektrownie nuklearne korzystały bowiem z paliwa dostosowanego na ich potrzeby i dostarczanego, rzecz jasna, przez Moskwę.

Deklaracja Brukseli została również zapisana w planie REPowerEU, czyli strategii mającej przekształcić politykę energetyczną Unii Europejskiej zgodnie z duchem sankcji nakładanych na Rosję po jej agresji na Ukrainę. Choć strategia UE koncentruje się na tradycyjnych paliwach – ropie i gazie – to uwzględniono w niej również inne źródła energii, w tym nuklearne.

Na szczęście, bo nie mówimy o jakiejś marginalnej części rynku. Z datowanych na marzec br. statystyk World Nuclear Association wynika, że z elektrowni nuklearnych korzysta dziś 13 na 27 krajów członkowskich. Pracują w nich w sumie 103 reaktory o łącznej mocy 100 GW, dostarczając mniej więcej czwartą część elektryczności na unijnym rynku (Eurostat w styczniu szacował, że chodzi dokładnie o 25 proc.). Na tym samym rynku pojawia się też energia generowana w elektrowniach poza granicami Unii: w Wielkiej Brytanii, Rosji, Ukrainie czy Szwajcarii.

Felerne 30-latki

I nie jest to niezawodny segment rynku. Weźmy wydarzenia ostatnich tygodni we Francji: do końca kwietnia francuski koncern EdF był zmuszony wyłączyć z normalnego użytku w sumie 28 z 56 pracujących w kraju reaktorów (w sumie zaspokajają one około połowy zapotrzebowania Francji na energię elektryczną) z powodu obaw o stan instalacji. W przypadku kilku reaktorów obawy pojawiły się już w zeszłym roku: w instalacjach pojawiły się pęknięcia wywołane korozją o nieznanych przyczynach. Teraz EdF obawia się, że liczba nadających się do remontu reaktorów może być znacznie wyższa. Co gorsza, nie jest jasne, co wywołało korozję.

Sytuacja nie tylko stresująca, ale i kosztowna. – Oczywiście, że to kłopot – komentowała Anne-Sophie Corbeau, ekspertka uniwersytetu Columbia. – Nie dość, że ten deficyt energii trzeba czymś zastąpić, co oznacza najczęściej użycie paliw kopalnych, to jeszcze elektryczność jest dziś wyjątkowo droga. Przykładowo, w grudniu zapłaciliśmy za import prądu 1,4 mld euro, podczas gdy zazwyczaj rachunki sięgały kilkudziesięciu milionów – dodała.

Źródło problemów Francji – ale nie tylko jej – może być dosyć trywialne. Już inspekcje przeprowadzone pospiesznie po katastrofie w Fukuszimie w 2011 r. wykazały w europejskich elektrowniach „setki problemów”. W 2016 r. równie poważnie brzmiały konkluzje World Nuclear Industry Status Report, który wytykał przede wszystkim ówczesny średni wiek europejskich elektrowni – ponad 30 lat – oraz zaniedbania w większości z pracujących wówczas w UE 128 reaktorów.

Odwrót od odwrotu

Dekadę temu koszty usunięcia wszystkich znalezionych wówczas usterek technicznych szacowano na 25 mld euro. Nic zatem dziwnego, że spora część krajów – jak Niemcy czy Belgia – uznała, że najprościej będzie elektrownie nuklearne zamykać niż w nie inwestować. Inni, jak należący jeszcze wtedy do UE Brytyjczycy, dyskretnie porzucali plany budowy nowych instalacji. W końcu opinia publiczna przyklaśnie, a świat i tak pójdzie w stronę OZE.

I tak też się działo. Przykładowo, 31 grudnia Niemcy zamknęli trzy z sześciu pracujących jeszcze nad Renem obiektów – w pozostałych trwa właściwie proces wygaszania działalności i ich zamknięcie powinno nastąpić jeszcze w tym roku.

Sytuację zmieniła jednak diametralnie rosyjska agresja na Ukrainę. Właściwie już kilkadziesiąt godzin po ataku zaczęto formułować żądania uniezależnienia się od rosyjskich surowców i roztrząsać, czym je zastąpić. Atom wydawał się – i wciąż tak jest – naturalną alternatywą. W marcu w tę stronę poszli Belgowie: wyłączenie reaktorów w elektrowni Doel i kompleksie trzech innych, Tihange, zostało odwołane. – Ich działanie zostaje przedłużone o dziesięć lat, co wzmocni niezależność Belgii od paliw kopalnych w tym chaotycznym geopolitycznie otoczeniu – napisano eufemistycznie w oświadczeniu rządu. Dosadniej ujął to brytyjski premier Boris Johnson. – Zamiast budować nową elektrownię nuklearną co dekadę, będziemy budować nową elektrownię nuklearną co roku – tweetował na początku maja.

Tylko Berlin konsekwentnie opiera się temu „odwrotowi od odwrotu”. Niemieccy politycy podkreślają, że musieliby nie tylko pozmieniać niegdysiejsze decyzje kanclerz Angeli Merkel, ale też ponownie uruchomić procedury administracyjne, licencjonować działalność elektrowni, przeprowadzić tam stosowne inspekcje, uzupełnić i wyremontować instalacje, znaleźć personel. Proces tak kosztowny i skomplikowany, że prościej już zbudować bałtyckie gazoporty.

Jak w piątek napisał dziennik „Financial Times”, Komisja Europejska zapowiedziała pomoc dla pięciu krajów członkowskich – Bułgarii, Czech, Finlandii, Słowacji i Węgier – w uniezależnieniu się od dostarczanego przez Rosję paliwa nuklearnego. Podobnie jak w przypadku innych technologii zaprojektowane przez Rosjan elektrownie nuklearne korzystały bowiem z paliwa dostosowanego na ich potrzeby i dostarczanego, rzecz jasna, przez Moskwę.

Deklaracja Brukseli została również zapisana w planie REPowerEU, czyli strategii mającej przekształcić politykę energetyczną Unii Europejskiej zgodnie z duchem sankcji nakładanych na Rosję po jej agresji na Ukrainę. Choć strategia UE koncentruje się na tradycyjnych paliwach – ropie i gazie – to uwzględniono w niej również inne źródła energii, w tym nuklearne.

Pozostało 84% artykułu
Materiał Promocyjny
Atom ważny dla nowoczesnej gospodarki
Atom
Lepiej późno niż później. W Choczewie trwają prace nad elektrownią jądrową
Atom
Francuzi kuszą polski rząd. Stanęli do wyścigu po polski atom
Atom
Kiedy aktualizacja polskiego programu jądrowego? Padają sprzeczne daty
Atom
Brytyjczycy włączają się w wyścig po mały atom w Polsce