Straty ciepła z budynku rozkładają się różnie, w zależności od elementu konstrukcyjnego – opowiada w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Janusz Starościk, prezes Stowarzyszenia Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych. – Oczywiście, wartości bywają też różne w zależności od obiektu, ale w pewnym przybliżeniu możemy przyjąć, że przez dach tracimy ok. 10–30 proc. ciepła, przez ściany ok. 20–30 proc., przez okna i stolarkę drzwiową te straty wynoszą 10–25 proc., a przez piwnicę jest to 3–6 proc. – opisuje.

Jak zatem widać, z punktu widzenia tego, czy nasze mieszkanie będzie trzymać ciepło, czy też będziemy w nim marznąć, tyle samo mniej więcej zależy od okien, co od dachu. A mało kto, budując sobie dom, oszczędzałby na dachu, prawda? Każdy z wymienionych wyżej elementów nowoczesnego, proekologicznego domu przeszedł w ostatnich latach czy dekadach długą ewolucję.

W jej efekcie zmieniają się też standardy ogrzewania.

– Obecnie coraz więcej budynków jest ogrzewanych za pomocą instalacji pracującej na tzw. niskich parametrach, czyli po prostu temperatura zasilania ogrzewania podłogowego czy grzejników jest dużo niższa w porównaniu z tym, do czego byliśmy przyzwyczajeni przez dziesiątki lat – podkreśla Starościk.

– Tego typu rozwiązanie jest możliwe dzięki wydatnemu ograniczeniu zapotrzebowania na ciepło danego budynku, głównie dzięki dobrej termoizolacji i likwidacji mostków termicznych, przez które ucieka ciepło – dodaje. Przewrotnie można by rzec, że likwidowaliśmy mostki termiczne już w czasach komunizmu, wpychając na zimę watę w okienne futryny. Wówczas nikomu się pewnie nie śniło, jak wyśrubowane będą standardy przyszłości pod tym względem.

Argon między szybami

Zmierzający powoli ku końcowi 2021 r. był pod tym względem jednym z wyjątkowo znaczących. Wraz z jego początkiem zaostrzeniu uległy wymogi zawarte w rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, a przede wszystkim – w odniesieniu do okien – współczynnik przenikania ciepła tzw. Uw. Ilość ciepła, jaka może uciec z pomieszczeń tą drogą, zmniejszyła się z 1,1 do 0,9 W/(mkw.·K) – wskaźnik ten określa, ile ciepła wydostaje się przez metr kwadratowy okna w ciągu godziny przy różnicy temperatur w środku i na zewnątrz sięgającej 1 st. C.

W praktyce oznacza to konieczność montowania w nowych budynkach (oraz tych wybudowanych przed 1 stycznia br., a poddawanych obecnie remontowi) okien z potrójnymi szybami. Zwykle pakiety szybowe (przestrzeń między szybami) wypełnia się tu argonem, co już pozwala „zbić" Uw poniżej 1 W/(mkw.·K). Ale można też takie okno dopieścić: dodając okucia i powłokę niskoemisyjną, można osiągnąć Uw na poziomie poniżej 0,6 W/(mkw.·K).

Jasne, nie można sprowadzać problemu „przepustowości" ciepła przez okna wyłącznie do liczby wprawionych w konstrukcję szyb. Znaczenie dla Uw ma również wielkość okna, zastosowany system profilów okiennych i współczynnik ramki międzyszybowej. Tak czy inaczej jednak, nawet przy perfekcji wszystkich pozostałych elementów składowych, w praktyce nowe przepisy wymuszają stosowanie w budownictwie okien trzyszybowych. Trzeba teoretycznie zastrzec, że norma nie ma zastosowania we wszystkich budynkach czy pomieszczeniach, a tylko w tych, w których temperatura przekracza poziom 16 st. C. W praktyce oznacza to jednak niemal całość budownictwa mieszkaniowego i biurowego, a także olbrzymią większość innych budynków. Zakłada się, że jedyne pomieszczenia, w których temperatura może spaść poniżej progu 16 st. C, to garaże, piwnice i nieużytkowe poddasza. A tam akurat najczęściej okien nie ma.

– Na początku roku duże firmy deweloperskie podniosły z tego powodu niemały lament – wspomina Alicja Kuczera, prezes Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC. – Od lat jednak wiedzieliśmy, że te wyższe parametry się pojawią i że oczywiście będą one droższe od dotychczas stosowanych. Deweloperzy zabiegali o to, by okna wyłączyć ze zmian, dać przedsiębiorcom swobodę dojścia do energii pierwotnej – opowiada.

Próba zmuszenia ministerialnych urzędników się nie powiodła, ale też można ją zrozumieć. Ceny okien wahają się od kilkuset do nawet ponad 2 tys. zł. Te najtańsze, zazwyczaj jeszcze z jedną szybą, kosztują około 400–500 zł (mówimy tu o formacie mniej więcej 1,5 m). One już od lat zresztą wymykały się nawet tym starszym liberalnym normom przepustowości ciepła. Dwuszybowe okno z PVC kosztowało już 600–700 zł, a w drewnie – od 900 zł. Wariant trzyszybowy jest już niemal dwukrotnie droższy. Modele PVC to wydatek rzędu ok. 1300 zł, w drewnie to jeszcze 200–300 zł więcej. Najbardziej wyrafinowane produkty, jak wspomniane wyżej ultraszczelne i ultraciepłe warianty okien trzyszybowych, potrafią kosztować ponad 2000 zł. Tak czy inaczej w deweloperskich arkuszach Excela koszty w pozycji okna urosły o niemal 100 proc. Dla osoby budującej własny dom to jeszcze wydatek do zniesienia, dla dewelopera budującego dom wielorodzinny – to już silny cios.

A trzeba również pamiętać, że okna we współczesnym budownictwie nie pełnią wyłącznie funkcji otworu, przez który ma wpadać trochę światła naturalnego.

– Dostęp do światła dziennego i dobrego oświetlenia przekłada się, według ekspertyz, na kilkunastoprocentowy wzrost efektywności – podkreśla Alicja Kuczera. Innymi słowy, nie tylko będziemy się lepiej czuli w dobrze „przeszklonym" domu, ale też lepiej będzie się nam pracować w takim biurowcu. – Ważny jest dostęp do światła dziennego i widoku na otoczenie, zieleń, a nie kolejny biurowiec kilka metrów dalej – uzupełnia szefowa PLGBC.

Ta funkcjonalność okien odgrywa dla kupujących coraz większą rolę: nabywcy szukają instalacji o węższych profilach, okien i przeszklonych drzwi przesuwnych – by zajmowały po otwarciu mniej miejsca – niskich progów, systemów zabezpieczeń dla okien w pokojach dziecięcych itp.

Dopieszczone uszczelki

Choć czasy utykania waty w okiennych szczelinach mamy szczęśliwie za sobą, nie oznacza to, że przed sezonem grzewczym można zostawić okna same sobie. Fachowcy z branży budowlanej wyliczają wiele zabiegów, jakich można dokonać przed nadciągającą zimą. Podstawowym jest umycie ram i ościeżnic okiennych. W przypadku PVC wystarczą metody dosyć standardowe: przetarcie szmatką zwilżoną wodą z mydłem lub środkiem czyszczącym (nawet takim do naczyń). PVC ma też to do siebie, że się elektryzuje i przyciąga kurz, więc można zastosować któryś z produktów o właściwościach antystatycznych.

Trochę więcej zachodu będzie z oknami w drewnianej ramie. Tu przydadzą się preparaty konserwujące ten budulec, które pozwalają odświeżyć drewno i pokryją mikropęknięcia niewidoczne gołym okiem, lecz „łapiące" wilgoć i – w ostatecznym bilansie – wpływające na przepuszczanie ciepła. Wyraźne uszkodzenia można przetrzeć papierem ściernym i wypełnić szpachlówką do drewna.

Osobne zabiegi należą się okuciom okiennym i uszczelkom. Okna na gwarancji można powierzyć serwisom producentów z prośbą o przegląd. Po okresie ochrony producenta możemy sami sprawdzić funkcjonalność swoich okien: sprawdzić, czy swobodnie się otwierają i zamykają, czy rany nie trą o ościeżnice. Można też policzyć, na ile skrzydło zachodzi na ramę: jak twierdzą specjaliści z branży, w przypadku okien PVC będzie to jakieś 8 mm, w przypadku okien drewnianych nieco mniej – jakieś 6 mm.

Niektóre okna posiadają bardzo jasno określony system, wskazujący docisk uszczelki (regulowany kluczem imbusowym lub trox). Jeżeli nasze okna posiadają taką możliwość, można zwiększyć docisk o jakiś 1 mm na zimę. Ale eksperci zastrzegają też, że w obecnie produkowanych oknach taka operacja nie jest koniecznością, bowiem jakość wykonania zapewnia optymalny docisk. Co jednak nie oznacza, że nie powinniśmy zwrócić szczególnej uwagi na stan uszczelki. Te zrobione z gumy warto raz w roku przetrzeć olejami silikonowymi. Jeżeli dostrzeżemy ubytki, należy rozważyć wymianę uszczelki.

– Energia, której nie zużywamy, nie kosztuje – podkreśla Janusz Starościk. Opisywane wyżej rozwiązania już dziś są standardem w domach energooszczędnych (zużywających nie więcej niż 70 KWh/mkw. rocznie) oraz domach pasywnych (zapotrzebowanie na poziomie maksymalnie 15 KWh/mkw. rocznie). W dobrze wykonanym budynku rachunki za zakup bardziej wyrafinowanych okien powinny się zwrócić w ciągu kilku lat.