– Szacuje się, że sektor budowlany odpowiada za prawie 40 proc. światowej emisji dwutlenku węgla, a także co roku za jedną trzecią generowanych odpadów. Istotną kwestią jest więc to, w jaki sposób czynić ten sektor bardziej zrównoważonym – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Agnieszka Siarkiewicz z Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

– Niezbędne są zatem prace badawcze w obszarze ekobudownictwa, służące wdrażaniu innowacji, aby ograniczać surowce, wykorzystywać nietoksyczne materiały, a co za tym idzie: zmniejszać negatywny wpływ i szkodliwe emisje do środowiska – podsumowuje.

Badań nad nowymi technologiami oraz wynalazków na tym polu rzeczywiście nie brakuje. Ale najważniejsze dziś procesy znajdują odzwierciedlenie w przepisach.

– Od stycznia bieżącego roku weszły w życie nowe warunki techniczne, które podnoszą efektywność energetyczną wszystkich nowo powstających budynków – mówi nam Alicja Kuczera, dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC.

– Te przepisy obowiązywały już od końca 2019 r. w odniesieniu do budynków wykorzystywanych lub należących do władz publicznych, od kilku miesięcy, zgodnie z unijnymi dyrektywami obejmują każdy nowy budynek powstający na terytorium Polski – zaznacza.

Efektywność najważniejsza

Do tej pory „zielone” budownictwo było raczej rynkowym trendem, dostępnym dla tych, którzy są skłonni dołożyć do swojego wymarzonego domu, by mieć w nim nowatorskie – proekologiczne, ale i zarazem energooszczędne – rozwiązania. Wyrastały z tego potężne rynki, np. w Stanach Zjednoczonych wartość rynku zielonych projektów budowlanych (tak indywidualnych, jak i komercyjnego przeznaczenia) szacowano na początku tego roku na ponad 80 mld dol.

W Europie proces ten postanowiła przyspieszyć Unia. Już w 2010 r. przyjęta została dyrektywa 2010/31/UE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków, za nią poszła dyrektywa 2012/27/UE w sprawie efektywności energetycznej, plus zmiany w powyższych. W dużym uproszczeniu: od krajów członkowskich wymagana była transformacja energetyczna w budownictwie, jedynie sposób dojścia do celu pozwolono każdemu z państw sformułować w zgodzie z lokalnymi uwarunkowaniami.

Nie jest to problem wydumany.

– Najważniejszą rzeczą jest dziś powstrzymanie marnowania energii. Efektywność energetyczna, w szczególności budynków mieszkalnych, to dzisiaj kluczowa kwestia – nie miał wątpliwości w rozmowie z nami Mycle Schneider, konsultant Parlamentu Europejskiego oraz ekspert w zakresie energetyki.

– Nie jest to zresztą wyłącznie problem Polski. Francja to katastrofa: co piąty francuski dom kwalifikuje się do kategorii „ubóstwo energetyczne”. Francuskie gospodarstwa domowe systematycznie bankrutują, a jak reaguje rząd w Paryżu? Tworzy tarif de première nécessité (TPN), czyli tnie taryfę dla gospodarstw o połowę. Potem uświadamia sobie, że to za mało, więc tnie o 60 proc. Gdyby te pieniądze zainwestowano w efektywność energetyczną, byłoby to rozwiązywanie problemu, a nie leczenie objawów – opisywał, odpowiadając w ten sposób na pytanie, czy Polska potrzebuje energetyki atomowej.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Lepiej później niż wcale: wspomniane wyżej zmiany w polskim prawodawstwie tworzą sytuację, w której zarówno indywidualny właściciel domu, jak i deweloper stawiający budynek wielorodzinny czy biurowy będzie musiał dokonać kluczowych obliczeń w świadectwie charakterystyki energetycznej budynku. Chodzi o wyliczenie energii pierwotnej oraz tego, co z nią się dzieje w budowanym obiekcie oraz na ile zainstalowane w nim urządzenia zapobiegają utracie energii oraz emisjom dwutlenku węgla. Eksperci wskazują, że niemal każdy element domu może mieć tu wpływ na końcowy wynik: grubość ścian i okien, ich szczelność, a następnie zainstalowane w domu urządzenia, w szczególności te służące do ogrzewania. Tu znaczenie ma, jakie paliwo będą zużywać. Finalnie musimy osiągnąć wynik spełniający wymogi zawarte w nowych przepisach.

Pożegnanie z węglem

– Aby spełnić te wymogi, będziemy musieli praktycznie zrezygnować z projektowania w budynkach kotłów węglowych – mówi Alicja Kuczera. – Niezależnie od tego, jak szczelny i ocieplony byłby budynek, jak grube okna, same wyniki takiego kotła i paliwa uniemożliwią osiągnięcie bilansu spełniającego parametry z nowych warunków technicznych – zaznacza.

Teoretycznie naturalną alternatywą staje się przyłącze gazowe. Ale i tu musimy pamiętać, że gaz jest traktowany w Unii Europejskiej jako paliwo przejściowe. W Wielkiej Brytanii – gdzie budownictwo odpowiada za niemałą część emisji gazów cieplarnianych – trwa właśnie burzliwa dyskusja nad zakazem montowania pieców gazowych w budynkach. Pierwotnie, za radami ekspertów, rząd zdecydował się na zakaz stosowania takich instalacji już w 2025 r. Teraz, po burzliwej reakcji deweloperów i części wyspiarzy, rozważane jest przesunięcie tego terminu o kilka, czy nawet kilkanaście, lat. Co jednak oznacza, że cele wyznaczone dla redukcji emisji mogą nie zostać osiągnięte.

– Możemy zaprojektować dom, który będzie mieć ogrzewanie gazowe, a i owszem – komentuje szefowa PLGBC.

– Ale w tym momencie musielibyśmy też uwzględnić system wentylacji z rekuperacją. Wentylacja naturalna przynosiłaby zbyt wielkie straty ciepła – dodaje.

Jej zdaniem najbardziej perspektywicznym rozwiązaniem są zatem pompy ciepła i fotowoltaika. Można je uzupełniać o instalacje pozwalające nam zaoszczędzić wodę: zarówno poprzez system wykorzystujący deszczówkę do części czynności wykonywanych w domu, jak i taki, który skieruje choćby użytą już w kranach wodę do spłukiwania toalet, co – w przybliżeniu – pozwala zaoszczędzić połowę wody wykorzystywanej do spłukiwania w „normalnych” warunkach.

Wiele mogą zmienić też okna: zdaniem Alicji Kuczery takie, które charakteryzują się parametrami pomagającymi dopełnić nowych wymogów, to okna trzyszybowe. Szkopuł w tym, że siłą rzeczy są one droższe niż standardowe, dwuszybowe. Specjaliści z rynku wyposażenia domów nie mają wątpliwości, że te pierwsze znacznie lepiej wypadają w testach pod względem izolacji termicznej czy akustycznej. Ale różnice w cenie sięgają, uśredniając, 20–30 procent, co oznacza, że np. w domu wyposażonym w dziesięć okien, należałoby dorzucić do budżetu na budowę jeszcze kilka tysięcy złotych.

Klient nasz pan

– Na początku roku deweloperzy mocno protestowali przeciw zmianie wymogów właśnie z powodu m.in. konieczności instalacji droższych okien, co znacząco odbijało się na kosztach realizacji – przypomina Kuczera. – Ale oni mogą sprzedać mieszkanie i zapomnieć. A my pamiętajmy, że gdy budujemy sobie własny dom, robimy to na te 10, 20 czy 30 lat, może na całe życie. Czasem warto dołożyć do okien czy mechanicznej wentylacji, bo gdy ostatecznie przeliczymy sobie przyszłe oszczędności energii, to taka inwestycja może się zwrócić w relatywnie szybkim tempie – dorzuca.

To wymaga jednak od nas dokonania najważniejszych kalkulacji jeszcze w czasie, w którym nasz dom pozostaje na papierze. To wtedy możemy jeszcze zdecydować o jego usytuowaniu względem stron świata, co ma wpływ na oświetlenie pomieszczeń, obsadzeniu południowej strony drzewami (by zapewnić w lecie naturalne chłodzenie), wykorzystaniu możliwie przyjaznych środowisku naturalnemu materiałów budowlanych oraz wyborze i wygodnym montażu najlepszych możliwych instalacji w środku.