Mateusz Morawiecki, wchodząc na szczyt, nie groził wetem. – Ale nasze argumenty wybrzmią jednoznacznie, nie możemy się zgodzić na taki model transformacji, żeby nasze społeczeństwo ucierpiało – powiedział premier. Podkreślał zupełnie odmienny punkt startu Polski niż innych krajów w redukcji emisji. – Koszt transformacji energetycznej jest u nas wyższy niż tam, gdzie w ostatnich dekadach rozwinięto inne, bezemisyjne źródła, jak energetyka jądrowa we Francji. Musimy brać pod uwagę wszystkie koszty społeczne i gospodarcze dla Polski – powiedział premier.
Według niego sprawiedliwa transformacja energetyczna musi mieć zróżnicowane tempo. Mówił też o państwach o niskiej emisji, gdzie wysoki poziom konsumpcji sprawia, że importuje się wiele produktów spoza UE o dużym śladzie węglowym. Polska zabiegała o takie zapisy w końcowych wnioskach ze szczytu, które by to gwarantowały. I zapewniały wystarczające pieniądze na wsparcie z budżetu UE, bez naruszania środków proponowanych na politykę spójności.
Dyplomaci nie byli pewni, czy uda się usatysfakcjonować Polskę, skoro na razie nie rozpoczęły się jeszcze konkretne negocjacje nad nowym wieloletnim budżetem UE 2021–2027. Dopiero kolejne miesiące pokażą, ile konkretnie pieniędzy będzie można z niego przeznaczyć na pomoc krajom bardziej dotkniętym klimatyczną transformacją.