Timmermans: Solidarność z regionami uzależnionymi od węgla

Frans Timmermans

Ważne jest pokazanie, że Unia ma świadomość, iż ta transformacja dla niektórych będzie większym wyzwaniem niż dla innych – mówi Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. zielonego ładu.

Polska twierdzi, że na transformację gospodarki w kierunku neutralności klimatycznej potrzebuje przynajmniej 500 mld euro. Czy to wiarygodne szacunki?
Pytanie, jak definiujemy transformację. Jeśli na skalę europejską mówimy o inwestycjach rzędu 260 mld euro rocznie, to być może dla Polski rzeczywiście przez cały okres będzie to 500 mld euro. Ale czym innym jest twierdzenie, że reszta Europy powinna taką kwotę położyć na stole dla Polski. Polska ma ogromny wzrost gospodarczy, ogromny potencjał innowacyjności, ma młode społeczeństwo, które domaga się tej transformacji, ma wielki potencjał inwestycyjny. Choć oczywiście ma też regiony, gdzie to się samo nie wydarzy i tam Europa powinna wkroczyć ze swoim mechanizmem sprawiedliwej transformacji, zawierającym Fundusz Sprawiedliwej Transformacji.
Wiemy tylko, że będzie w nim 100 mld euro. Ale nie konkretnie, co złoży się na tę sumę, ile będzie z budżetu itp.?
Do połowy stycznia będziemy jeszcze nad tym pracować i wtedy powiemy więcej. Ale z naszej wstępnej analizy wynika, że pieniądze z budżetu UE w połączeniu z krajowym współfinansowaniem i dźwignią finansową Europejskiego Banku Inwestycyjnego to będzie ok. 100 mld euro. Ważne jest pokazanie, że Unia ma świadomość, iż ta transformacja dla niektórych będzie większym wyzwaniem niż dla innych. Sednem mechanizmu sprawiedliwej transformacji, w skład którego wchodzi wspomniany fundusz, nie jest zatem finansowanie całej transformacji, ale sprawienie, żeby była ona sprawiedliwa. Czyli finansowanie tych dziedzin, gdzie występują wyraźne różnice w punkcie wyjścia między krajami. I oczywiście widzimy od razu, że w tych krajach, które są w swoim miksie energetycznym uzależnione od węgla, wyzwanie będzie większe. I musi być im okazana solidarność, te regiony powinny dostać więcej pieniędzy niż inne.
Adobe Stock
Z tego co pan mówi, wynika, że Komisja myśli raczej o przeznaczeniu pieniędzy z tego funduszu dla małej liczby regionów, uzależnionych od węgla. W dyskusji mówi się też jednak o tym, żeby beneficjentami uczynić więcej regionów, z większej liczby krajów, co miałoby ułatwić zgodę na powołanie takiego funduszu. Jak pan to pogodzi?
Jeszcze raz podkreślę. Mówimy o sprawiedliwej transformacji. Nie o transformacji w ogóle, bo jej podlega każdy, to jest światowe zjawisko. To dotknie każde państwo członkowskie i każdego obywatela UE. Niebezpieczeństwo polega na tym, że ta transformacja może zostać zablokowana, bo jest postrzegana jako trudniejsza dla jednych niż dla drugich. I sądzę, że Unia powinna to skorygować. Jeśli pyta pani o dziedziny, w jakich to jest niezbędne, to na pewno mówimy o regionach węglowych, ale nie tylko. Również tam, gdzie są przestarzałe gałęzie przemysłu, słaba tkanka społeczna. Nie jest to więc ograniczone do jednego czy dwóch państw, ale nie mówimy też o rozsmarowaniu tego funduszu na całą Unię, żeby każdy dostał parę euro. To nie miałoby sensu. Musi być ukierunkowany na te kilka państw, dla których ta transformacja nie jest sprawiedliwa, które będą nią dotknięte dużo bardziej niż inne. Myślę o moim własnym regionie, kiedyś bogatym, opartym na węglu. Po zamknięciu kopalń holenderska gospodarka rozwijała się świetnie, ale ten węglowy region nie. Tego się obawiam. Oczywiście będą nowe miejsca pracy. Ale to nie będą takie same miejsca pracy i niekoniecznie w tych samych miejscach. Ludzie, którzy mają dziś pracę i stracą ją w wyniku transformacji. Jaki sens ma przekonywanie ich, że będzie nowa praca, skoro np. nie będą mieli do niej odpowiednich kwalifikacji? Dlatego musimy mieć pewność, że będzie praca w tych regionach i że ludzie będą się mogli do niej przeszkolić. Rynek tego nie załatwi, do tego potrzebne są publiczne pieniądze i tu właśnie zadziała Fundusz Sprawiedliwej Transformacji.
Poza 100 mld euro pojawia się też inna liczba – 260 mld euro.
Tak, to roczna wartość inwestycji potrzebnych, żeby UE stała się neutralna klimatycznie do 2050 roku.
A jak to będzie sfinansowane? Na ile z pieniędzy podatników?
My przedstawiamy mapę drogową, a nie szczegółowy plan. Nie jesteśmy w stanie dzisiaj ocenić, ile na to będzie pieniędzy prywatnych. Weźmy np. system handlu emisjami. Cena tony CO2 wyniesie 25 euro. Jeśli spadnie do 20 euro, to transformacja energetyczna będzie bardziej kosztowna dla sektora publicznego. Ale jeśli wzrośnie do 35 euro, to praktycznie będzie bezbolesna. Niemożliwe więc jest przewidzenie, ile będzie potrzeba pieniędzy publicznych, ale możemy oszacować całkowite koszty, właśnie te 260 do 300 mld euro rocznie. To może się wydawać niewiarygodnie wysoką kwotą, ale z drugiej strony musimy postawić koszty zaniechania działania. A one są ogromne. Zmniejszona produktywność z powodu wzrostu temperatury, katastrofy naturalne, pustynnienie, kryzys zdrowotny, choćby z powodu jakości powietrza – mówimy o 400 tysiącach przedwczesnych zgonów rocznie z tego powodu. Nawet jeśli nie chcemy na to patrzeć z moralnego punktu widzenia, to spójrzmy z politycznego. Trzeba porównać koszty inwestycji z kosztami zaniechania i wtedy te pierwsze okażą się niższe. Ale powiedziawszy to, oczywiście nie możemy być naiwni: to będą wielkie koszty. Pytanie, czy nasze społeczeństwo na to stać? Moja odpowiedź brzmi: tak. Biorąc pod uwagę niskie stopy procentowe, wiemy, że pieniądze w najbliższych latach nie będą najdroższym czynnikiem produkcji. Przemysł szybko się dostosowuje, Bayer właśnie ogłosił, że będzie neutralny węglowo do 2030 roku. Korporacje zdają sobie sprawę, że można na tym zyskać. Biznes zgadza się co do jednego: im szybciej zaczniemy inwestować, tym szybciej, w tym długim procesie, zaczniemy osiągać zyski.
Adobe Stock
Unijni przywódcy mają wyrazić zgodę na neutralność klimatyczną do 2050 roku. Czy te ogólne zapowiedzi dotyczące funduszu mają im wystarczyć?
Na razie tak. Przez kolejne miesiące będziemy przygotowywać legislację – prawo o klimacie. I w tym celu przygotujemy bardzo dobrą ocenę kosztów. Chcę zaapelować do tych państw, który upierają się przy budżecie na poziomie 1,00 proc. dochodu narodowego brutto. Niech pomyślą, czy to jest naprawdę w ich interesie, jeśli miałoby to oznaczać, że nie będziemy w stanie dokonać tego przejścia w kierunku gospodarki przyszłości.
Czyli Niemcy, Austria, Holandia, Dania i Szwecja uniemożliwiają tę zieloną transformację?
No, przynajmniej znacząco ograniczają możliwości inwestycji. Ja zawsze mówię: przecież i tak Unia będzie miała budżet. Czy chodzi nam o to, żeby nie była w stanie sfinansować tych nowych polityk? To jest zmiana paradygmatu, największa transformacja, jaką Europa przechodzi od pokoleń. Płatnicy netto powinni chcieć budżetu, który pozwoli im zrealizować tę wielką zmianę, której ich społeczeństwa oczekują. Przecież w tych krajach, które żądają budżetu na poziomie 1,00 proc., jest bardzo silna presja na osiągnięcie neutralności klimatycznej.
Które inicjatywy będą pierwsze, tak by ludzie jak najszybciej mogli zobaczyć tę zmianę paradygmatu?
To, co szybko zobaczą, to efekty strategii „od pola do stołu”, bo zobaczą poprawę jakości jedzenia, zmniejszone zużycie pestycydów. Drugie to program zalesiania, który można wprowadzić bardzo szybko: posadzenie 2 miliardów drzew można zacząć szybko. Zazielenienie miast też można zacząć szybko, a efekty są ogromne: spadek temperatury w miastach, poprawa jakości powierza, zwiększenie bioróżnorodności. Tak samo izolacja budynków czy własny miks energetyczny, jak panele słoneczne.
A co może być źle przyjęte?
Trzeba będzie znów przyjrzeć się emisjom samochodów. Musimy zwiększyć mobilność poprzez użycie transportu publicznego, pociągi na krótkich dystansach, opłaty za używanie samochodów z silnikiem spalinowym.
Może od razu ich zakazać?
Wtedy będziemy mieli masowe „żółte kamizelki”. Pozbawimy miliony ludzi możliwości dotarcia codziennie do pracy. Tej transformacji nie zrobi się w jeden dzień. Rozmawiałem z premier Norwegii, kraju bardzo zaawansowanego w elektromobilności. I ona mi powiedziała, że dopiero teraz, po jakichś dziesięciu latach, jest rynek używanych aut elektrycznych. To musi nastąpić na szeroką skalę. Ja pochodzę ze skromnej rodziny. I jej członkowie mówią mi, że są przyzwyczajeni do płacenia za samochód 2 tys. euro, a teraz każe im się kupić pojazd elektryczny za 30 tys euro. Ich na to nie stać, a potrzebują auta, by dojechać do pracy, a nie ma tam transportu publicznego. To jest argument. Musimy zapewnić transport publiczny albo dać czas na dostosowanie się. Niebezpieczeństwo jest takie, że ci najbardziej wrażliwi na koszty transformacji, to ci sami, którzy będą głównymi ofiarami braku transformacji. Trzeba ich przekonać, że to jest w ich interesie. A to jest możliwe tylko wtedy, gdy dokonamy tej transformacji w sposób sprawiedliwy.
Wywiad udzielony grupie korespondentów europejskich gazet: „Rzeczpospolita”, „Sueddeutsche Zeitung”, „Le Monde”, „El Pais”, „Jyllands-Posten” i „NRC Handelsblad”

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Rosyjski koncern bardziej dochodowy niż Exxon i Shell

Surgutnieftiegaz – najbardziej tajemniczy koncern Rosji, jako jedyny z giełdowych gigantów naftowych dał zarobić ...

Orlen szuka wykonawcy modernizacji elektrociepłowni w Trzebini

Na przełomie 2015 i 2016 r. planowane jest zawarcie kontraktu na przebudowę i modernizację ...

Kreml wygrywa z Jukosem w Hadze

Rosja nie musi płacić rekordowego odszkodowanie 50 mld dol., byłym akcjonariuszom upadłego Jukosu. Ci ...

Nord Stream 2 stanie w połowie drogi?

Zmiany w dyrektywie gazowej mogą skutecznie zatrzymać lub na długo opóźnić inwestycję Gazpromu. „Pomimo ...

Estończycy w polskiej energetyce

Największa firma energetyczna bałtyckich republik rzuca rękawicę polskim koncernom. Będzie sprzedawać u nas prąd ...

Polski rząd broni naftowej megafuzji Lotosu z Orlenem

Rząd próbuje ocalić połączenie PKN Orlen i Lotosu. Namawia Brukselę do zmiany zasad antymonopolowych. ...