Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie mechanizmy rynkowe sprawiają, że obniżki cen paliwa lotniczego nie przekładają się od razu na tańsze bilety.
  • W którym momencie roku pasażerowie mogą spodziewać się realnego spadku cen biletów lotniczych.
  • Jak strategie przewoźników i wysoki popyt na podróże hamują potencjalne obniżki cen.
  • Na których trasach ceny biletów już spadły i dlaczego zasada „im wcześniej, tym taniej” nie zawsze się sprawdza.

Poza Bliskim Wschodem, gdzie nadal potencjalni pasażerowie boją się latać, rośnie popyt na podróże. W przypadku Europy w maju 2026 r. (ostatnie dostępne dane z IATA) ten wzrost rok do roku sięgnął 3,8 proc. Tyle że nie jest to efekt wyższej podaży, a raczej zwiększenia wypełnienia samolotów sięgającego 86 proc. To oznacza, że w Europie podróżujemy mniej komfortowo, niż w jakimkolwiek innym regionie świata.

Paliwo lotnicze już staniało

– Na rynku paliw lotniczych już od kilku tygodni mamy do czynienia z systematycznym spadkiem cen. Rafinerie na całym świecie szybko zareagowały na obawy o niedobory paliw lotniczych i towarzyszący im wzrost cen, maksymalizując produkcję, nawet kosztem innych produktów naftowych. Dzięki temu ceny paliwa lotniczego, które na rynku europejskim jeszcze na przełomie marca i kwietnia tego roku przekraczały poziom 1600 dol. za tonę, od maja systematycznie spadają. Przecenę w ostatnich dniach dodatkowo napędzały doniesienia o odblokowaniu cieśniny Ormuz i na koniec czerwca koszt zakupu paliwa lotniczego na giełdach w Europie spadł poniżej 1000 dol. za tonę i jest już tylko o niecałe 200 dol. wyższy niż przed wybuchem bliskowschodniego konfliktu – ocenia sytuację na rynku paliwa lotniczego Grzegorz Maziak, analityk rynku paliwowego i redaktor naczelny e-petrol.

Czytaj więcej

Nie ma już CPN. Rynek paliw znalazł się w nowej rzeczywistości

Jak to wygląda z punktu widzenia przewoźników? – Obecne 900 dol. za tonę to nadal więcej niż 650–700 dol., jakie trzeba było zapłacić w 2025 r. Jeśli jednak paliwo lotnicze będzie podążało za kursem Brenta, powinno dalej tanieć – uważa Michał Kaczmarzyk, prezes należącej do Grupy Ryanaira linii Buzz. – Jeśli obecna cena na poziomie 72-73 dol. za baryłkę Brenta utrzyma się przez lato, to będzie kolejne wytchnienie, ale rewolucji cenowej nie będzie. Jesteśmy już w lipcu. Czyli to paliwo, które pojawia się na rynku jest nadal drogie, ponieważ do jego produkcji została wykorzystana ropa sprzed trzech miesięcy. Jeśli nic się nie zmieni na linii USA–Iran, umowa pokojowa zostanie wynegocjowana, to należy oczekiwać, że ceny paliwa zrównają się z tymi, po których kupowaliśmy przed wojną.

Zdaniem Michała Kaczmarzyka latem nie ma jednak takiej opcji, aby paliwa staniały do poziomu, jaki był przed wybuchem wojny. Jeśli utrzyma się obecny trend, w I kwartale zimowym paliwo powinno być wyraźnie tańsze i przełoży się na ceny biletów.

– Warto zwrócić uwagę na to, że mimo tak drogiego paliwa, jakie mieliśmy przez ostatnie 3 miesiące ceny biletów u nas nie poszły w górę względem cen z zeszłego roku. I nie jesteśmy w tym jedyni. Czyli przewoźnicy absorbowali część kosztów i nie przerzucali ich w całości na pasażerów. Więc tańsze bilety w IV kwartale to mocno optymistyczne podejście, bo równie dobrze ich ceny mogą nie drgnąć – tłumaczy Michał Kaczmarzyk.

Drożej już być nie powinno

Jak na razie więc pasażerom pozostaje wierzyć, że bilety tego lata już drożeć nie będą.

– Ceny paliw już przełożyły się na istotny, kilkunastoprocentowy wzrost cen biletów, choć nie wszystkie linie reagują w taki sam sposób – zwłaszcza te, które miały wykupione ubezpieczenia na zabezpieczenie. Ci przewoźnicy w niewielkim stopniu realnie odczuli wzrost cen. Więc jeśli sytuacja w Iranie i cieśninie Ormuz się unormuje, a ceny paliw trwale przynajmniej częściowo spadną, to nie powinno dojść do dalszych wzrostów cen biletów. Linie lotnicze są bardzo ostrożne, aby nie zaburzyć ogólnie ciągle dobrego poziomu popytu, więc zależy im na uniknięciu wysokich podwyżek. Obniżka cen paliw pozwoli przewoźnikom też wrócić do hedgingu, co ustabilizuje rynek na kolejne miesiące – ocenia Dominik Sipiński, ekspert rynku lotniczego, z ch-aviation.

Nie tylko jednak ceny paliwa lotniczego determinują ceny biletów. Są jeszcze inne czynniki, takie jak popyt na podróże. Z kolei przewoźnicy amerykańscy nie ukrywają, że nie ma co obniżać cen, skoro ludzie i tak chcą latać. Wcześniej wycofali się z połączeń, na których popyt był niezadowalający.

Natomiast przewoźnicy bliskowschodni desperacko walczą o powrót na rynek podróży tranzytowych. Cena biletu powrotnego z Warszawy do Japonii czy Chin wynosząca obecnie w emirackim Etihadzie poniżej 3 tys. złotych z pewnością nie przynosi jej zysku, ale mocno zachęca do korzystania z tej opcji, a linii właśnie o to chodzi.

Tanieją także podróże przez Atlantyk. Według wyszukiwarki tanich lotów Kayak ceny biletów powrotnych z USA do Włoch staniały o 11 proc. Obecnie średnia cena to 1022 dol. W przypadku Barcelony jest to 1021 dol., o 70 dol. taniej, niż w marcu, a najbardziej staniały przeloty między miastami amerykańskimi i Atenami – o 230 dol. za bilet powrotny, który w końcu marca kosztował 1350 dol. Spadły także ceny lotów do Dublina, Sztokholmu i Wiednia.

I jeszcze jedno: przy rezerwacjach biletów zazwyczaj obowiązywała zasada im wcześniej, tym taniej. Teraz w niektórych wypadkach warto poczekać. Bo przewoźnicy chcą maksymalnie wypełnić rejsy.