Ukraina nie przestaje atakować rosyjskich rafinerii i zakładów zbrojeniowych. W nocy z wtorku na środę drony trafiły w rafinerię w Ufie. To 1300 km od granic Ukrainy. Zakład stanął w płomieniach. Jeżeli dodać do tego dziewięć największych rafinerii, które nie pracują, bo zostały uszkodzone przez drony, to kryzys paliwowy w Rosji potężnieje z dnia na dzień.
Dystrybutory w Rosji nie obsługują trzycyfrowych cen
W środę po raz pierwszy w historii Rosji na stacjach paliw pojawiły się ceny nigdy tam nie widziane. Prywatne rosyjskie stacje benzynowe, niezwiązane z dużymi koncernami naftowymi, zaczęły oferować benzynę w cenach detalicznych 140 rubli (6,73 zł) za litr, donosi Reuters. To cena, którą dziś kierowca może zobaczyć na polskich stacjach (gdzie ceny 1 lipca wzrosły po zakończeniu programu CPN i powrocie VAT z 8 proc. do standardowej stawki 23 proc.). A przecież paliwa w Rosji były zawsze 3-4 razy tańsze niż w Polsce. Do zamknięcia granicy z obwodem królewieckim kierowcy z Mazur jeździli tam tankować.
O tym, jak wyjątkowa to sytuacja, świadczy fakt, że ceny na niektórych stacjach zbliżyły się do 100 rubli dwa tygodnie temu. Nie przekroczyły tej granicy, ponieważ oprogramowanie rosyjskich stacji nie obsługiwało trzycyfrowych cen – paliwo nigdy wcześniej nie było sprzedawane w Rosji tak drogo, poinformowały Reutersa źródła w niezależnych sieciach.
Pod koniec czerwca sytuacja na rynku paliw pogorszyła się jednak, a niezależne stacje, po wprowadzeniu technicznych zmian w swoim oprogramowaniu, zaczęły oferować benzynę w cenie 100 rubli za litr i wyższej. „Drogie paliwo nie zniechęca klientów, którzy przychodzą zatankować, gdy widzą w pobliżu zamknięte stacje należące do największych koncernów naftowych” – powiedział Reutersowi jeden z handlowców.
Na niezależnych stacjach benzynowych w Centralnym Okręgu Federalnym, które wciąż mają zapasy paliwa, brudną benzynę AI-92 można znaleźć za 115 rubli za litr (5,6 zł) lub więcej, AI-95 za około 120 rubli (5,8 zł), a olej napędowy za 140 rubli (6,73 zł) za litr.
Dostawy paliw do Rosji opóźnione o dwa miesiące
Niezależne stacje benzynowe, nawet przy wyższych cenach, nie mogą funkcjonować sprawnie bez regularnych dostaw. Ceny na stacjach państwowych koncernów naftowych, które mają własne rafinerie, oficjalnie wciąż niewiele różnią się od cen sprzed kryzysu: AI-92 kosztuje od 63 do 66 rubli za litr, a AI-95 od 70 do 73 rubli za litr.
To efekt nacisków Kremla, by utrzymać ceny na poziomie inflacji – jakby nic się nie działo. Skutek jest taki, że na stacjach Rosnieftu, Gazpromnieftu czy Łukoilu kolejki rosną w kilometry, a paliwo wyprzedaje się znacznie szybciej niż zwykle, po czym stacje są zamykane w oczekiwaniu na kolejną dostawę.
A dostawy kuleją. Według traderów giełdowych, sprzedawcy regularnie przekładają dostawy, a opóźnienie od jednego do dwóch miesięcy jest obecnie normą. Niektórzy traderzy nadal nie otrzymali dostaw paliw, za które otrzymali przedpłaty w lutym.
Pomimo zapewnień reżimu, że uruchomił strategiczne rezerwy paliw, wielkości hurtowej sprzedaży benzyny i oleju napędowego na rosyjskiej giełdzie to dziś niecała połowa poziomu z czerwca ubiegłego roku. Popyt znacznie przewyższa podaż – większość zamówień pozostaje niezrealizowana, twierdzą źródła Reutersa. Co więcej, zakupione paliwa nie są natychmiast dostępne na rynku i nie łagodzą kryzysu: dostawy giełdowe są coraz rzadziej rozładowywane w umownym terminie 30 dni.