Reklama

Wiatr i słońce na cenzurowanym. Trump kontra OZE

Prezydent Donald Trump konsekwentnie idzie na zwarcie z OZE, zwracając się w kierunku paliw kopalnych. Tymczasem ceny energii w USA rosną, a społeczeństwo zdaje się nie podzielać do końca jego poglądów co do sytuacji klimatycznej i działań, jakie powinno się podejmować.

Publikacja: 01.01.2026 08:42

Wiatr i słońce na cenzurowanym. Trump kontra OZE

Foto: David Paul Morris/Bloomberg

Obecnie około 10 proc. produkowanej w Stanach Zjednoczonych energii elektrycznej generowana jest z wiatru. W kraju działa 75 tys. turbin wiatrowych, z czego większość to wiatraki lądowe. Znajdują się one na Wielkich Równinach, w Teksasie, Kansas, Oklahomie, Iowa i Illinois. Z kolei we wschodniej części kraju stawiano morskie farmy wiatrowe.

Projekty OZE spotykają się jednak z nieprzychylnym stanowiskiem administracji Donalda Trumpa. W ostatnim czasie na przykład wstrzymana została budowa pięciu dużych farm na Atlantyku ze względu na „nadzwyczajne kwestie związane z bezpieczeństwem narodowym”. Projekty powstać miały u wybrzeży Nowego Jorku, Wirginii, Massachusetts, Rhode Island i Connecticut. Szczegóły – jak poinformowano – znajdują się w raportach tajnych. Wśród podnoszonych argumentów wskazywano już jednak zakłócanie sygnałów radarowych. Dough Burgum, sekretarz spraw wewnętrznych USA, w wywiadzie dla „Fox Business” mówił, że projekty wiatrowe „mogą utrudnić określenie, co jest przyjacielem, a co wrogiem” w amerykańskiej przestrzeni powietrznej.

Alergia na wiatr

Burgum określił odwołane projekty jako drogie i zawodne, wymagające dotacji. Tymczasem eksperci grzmią, że wstrzymanie projektów pozbawia Amerykanów od 6 do 8 GW energii rocznie. I to energii czystej. Pięć farm mogłoby zasilić w prąd miliony amerykańskich domów. Dyrektor generalny Amerykańskiego Stowarzyszenia Czystej Energii Jason Grumet w oświadczeniu napisał, że decyzje podjęte przez administrację Trumpa pokazują, że albo nie rozumie ona problemów związanych z kryzysem przystępności cenowej energii, z jakim borykają się Amerykanie, albo je ignoruje. – Wszystkie zawieszone dziś projekty przeszły rygorystyczne przeglądy bezpieczeństwa narodowego (…). Decyzja budzi niepotrzebną niepewność dla każdej firmy, która planuje inwestycje w projekty energetyczne w Stanach Zjednoczonych. W dzisiejszej Ameryce największym zagrożeniem dla niezawodnego systemu energetycznego jest zawodny system polityczny – podkreślał. Dodał, że przemysł wiatrowy na morzu zapewnia stabilną energię, generuje nowe miejsca pracy i pobudza amerykańskie firmy, które na rzecz przemysłu pracują, w tym przemysł stoczniowy.

Czytaj więcej

Trump niepopularny w Europie. Nawet wśród zwolenników prawicowych populistów

Administracja nowego prezydenta pozostaje jednak głucha na argumenty branży. Prezydent zdaje się być szczególnie uczulony na wiatr. W Pensylwanii na początku grudnia mówił: „Nie chcemy wiatraków. Nie akceptujemy tego. Przepraszam. Nie lubimy rzeczy, które zabijają wszystkie nasze ptaki, a za każdym razem, gdy stawiasz to, tylko właściciel zarabia dużo pieniędzy”. „I są brzydkie” – podsumował. W przeszłości mówił też, że hałas z turbin wiatrowych „wywołuje raka” i „zabija wieloryby”. Ale i słońce jest na cenzurowanym… Energetyka słoneczna miała być jego zdaniem, obok wiatrowej, „oszustwem stulecia”. W sierpniu Agencja Ochrony Środowiska zakończyła program grantowy uruchomiony za prezydentury Joe Bidena „Solar for All” mający na celu wsparcie projektów solarnych dla obywateli.

Reklama
Reklama

Nowe teorie klimatyczne

Amerykańska głowa państwa krytykuje nie tylko projekty OZE, ale też dotychczasową politykę klimatyczną i samą naukę o klimacie. Warto tu przypomnieć kontrowersyjny raport Departamentu Energii zaprezentowany w lipcu tego roku, skrytykowany przez wielu naukowców, którzy zarzucali mu błędy, selektywne przedstawianie danych i twierdzenia sprzeczne z konsensusem naukowym. Raport miał wspierać politykę Trumpa w zakresie ograniczania regulacji klimatycznych. Prezydent poszedł jednak dalej – amerykańska Agencja Ochrony Środowiska usunęła ze strony internetowej wyjaśniającej przyczyny zmian klimatycznych wszystkie wzmianki o paliwach kopalnych jako głównych czynnikach globalnego ocieplenia. Sam Trump w przeszłości mówił, że ocieplenie klimatu to wymysł Chińczyków, którzy robią wszystko, by osłabić amerykańską gospodarkę.  

Nie od dziś wiadomo, że Trump jest zwolennikiem paliw kopalnych i wspiera swoimi decyzjami przemysł wydobywczy – w końcu szedł do wyborów z hasłem „drill baby, drill” na ustach. W tym roku Senat zagłosował za uchyleniem arktycznych zabezpieczeń z czasów poprzedniego prezydenta Joe Bidena, co otwiera drogę do uruchomienia wierceń na większą skalę na Alasce. Jak informował dwa miesiące temu „The Guardian”, Donald Trump zatrudnił w swojej administracji dziesiątki osób powiązanych z sektorem paliw kopalnych, w tym ponad 40, które bezpośrednio pracowały dla firm naftowych, gazowych lub węglowych. Zlikwidował też federalny kredyt podatkowy na zakup pojazdu elektrycznego i obniżył normy zużycia paliwa i emisji spalin.

Wyborcy patrzą inaczej

Mimo wyrazistego  i jasnego stanowiska głowy państwa, kryzys klimatyczny pozostaje kluczową kwestią dla wyborców w USA. Jak wynika z badania „Climate Change in the American Mind”, przeprowadzonego wspólnie przez Program on Climate Change Communication na Yale oraz Centrum Komunikacji Zmiany Klimatu na Uniwersytecie George'a Masona w pierwszej połowie listopada tego roku, 59 proc. osób wolałoby oddać głos na kandydata popierającego działania zmierzające do wstrzymania procesu ocieplania klimatu. Ponad 60 proc. z nich uważa, że rozwój czystych źródeł energii powinien być dla prezydenta i Kongresu „wysokim lub bardzo wysokim priorytetem”. Za finansowaniem dodatkowych badań nad OZE opowiadają się nawet Republikanie – 73 proc. liberalnych i umiarkowanych wyborców tej partii oraz 47 proc. konserwatywnych.   

75 proc. zarejestrowanych wyborców popiera wytwarzanie energii odnawialnej na terenach publicznych w USA. Choć z drugiej strony 49 proc. jest też za rozszerzeniem wierceń na morzu w poszukiwaniu ropy i gazu ziemnego u wybrzeży USA, a 45 proc. za wierceniem i wydobyciem paliw kopalnych na terenach publicznych w USA. Z kolei 33 proc. wspiera wiercenia w poszukiwaniu ropy naftowej w Arktycznym Narodowym Rezerwacie Przyrody.

Amerykańscy konsumenci płacą coraz więcej

Organizacja Climate Power wyliczyła, że w USA rachunki za prąd wzrosły w 2025 r. o 13 proc. Wśród przyczyn wskazano m.in. podpisaną w lipcu przez prezydenta ustawę budżetową, która usuwa tańsze, czyste źródła energii z sieci, finansując jednocześnie nowe ulgi podatkowe dla przemysłu naftowego i gazowego. Projekty anulowane lub opóźnione od czasów wyboru Donalda Trumpa na prezydenta szacuje na blisko 25 GW, co przekłada się na utratę ponad 165 tys. miejsc pracy w sektorze czystej energii. Climate Power uważa, że USA czekają dalsze podwyżki cen energii w obliczu zwiększającego się popytu na energię, na co wpływ ma rozwój energochłonnych centrów danych i coraz bardziej dotkliwe fale ekstremalnych upałów oraz postępująca elektryfikacja przemysłu i gospodarstw domowych. Na wzrost kosztów wpływa też przestarzała infrastruktura przesyłowa. Z kolei administracja Trumpa odbija piłeczkę, tłumacząc, że wzrost cen energii na przestrzeni ostatnich lat to efekt polityki Joe Bidena, który rozwijał zieloną energetykę.

Jak podaje Departament Energii USA, w dekadzie kończącej się w 2023 r. zużycie energii elektrycznej w centrach danych potroiło się, osiągając 176 TWh. Oczekuje się, że do 2028 r. centra danych zużyją do 12 proc. całkowitej energii elektrycznej w Stanach Zjednoczonych. Dla porównania, w 2023 r. było to 4,4 proc. Z kolei Międzynarodowa Agencja Energii szacuje, że w 2030 r. amerykańska gospodarka zużywać będzie więcej energii elektrycznej na przetwarzanie danych niż na produkcję wszystkich energochłonnych dóbr razem wziętych, w tym aluminium, stali, cementu i chemikaliów. Do tego dojdzie dalsza elektryfikacja firm i gospodarstw domowych.

Reklama
Reklama

Obniżka cen energii była jednym z haseł wyborczych Donalda Trumpa. Podczas wiecu z sierpnia 2024 r. zapowiadał, że w ciągu roku – półtora od jego wyborów „będziemy obniżać ceny energii i energii elektrycznej o połowę”. W rzeczywistości jednak w czasie jego rządów rachunki dalej rosły. W grudniowym orędziu poinformował, że żeby odpowiedzieć na zwiększony popyt na prąd, wybudowanych zostanie w ciągu najbliższego roku 1600 nowych elektrowni. To – jak zaznaczał – spowoduje, że ceny energii elektrycznej, a także innych dóbr, znacząco spadną w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej. Czy walka z drożyzną okaże się walką z wiatrakami – dosłownie i w  przenośni? Czas pokaże.

OZE
Aukcje dla morskich wiatraków rozstrzygnięte. Cena jest zaskoczeniem
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
OZE
Energetyka gotowa do pracy bez gazu i węgla? Jest strategia PSE
OZE
Mała strategia energetyczna zakłada mniej OZE w 2040 roku
OZE
Startuje aukcja dla morskich farm wiatrowych. Jak będą przebiegać?
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
OZE
Prezes Orlen Neptun: Forma aukcji ma dać możliwe najniższą cenę energii z morskich wiatraków
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama