To nie jest kraj dla starej energetyki

Jesteśmy w kluczowym momencie transformacji energetycznej. Odejście od węgla jest już przesądzone i nawet wstępnie zaakceptowane przez górnicze związki. Pytanie tylko, w jak szybkim czasie odbędzie się ten proces – czy potrzebujemy na to jeszcze 29 lat, jak zapisano w porozumieniu, czy raptem 10–15? Wiele zależy od tego, co powie na temat transformacji w Polsce Komisja Europejska.

Obecnie mamy spory kryzys w energetyce, ale pojawiają się też olbrzymie szanse. 20 mln ton nikomu niepotrzebnego węgla na zwałach i najdroższe ceny energii dla biznesu, nieefektywne górnictwo, do którego każdego roku dopłacamy miliardy złotych nie tylko poprzez rachunki za prąd. I wysokoemisyjna energetyka węglowa, która będzie tylko droższa, i zablokowany rozwój energetyki wiatrowej na lądzie.

Budujemy nową architekturę systemu energetycznego. Wiadomo, że za dziesięć lat największa elektrownia w Polsce, a zarazem największy w Europie zespół bloków spalających węgiel brunatny i emitujący CO2 – Bełchatów będzie kończyć działalność wytwórczą, bo kończą się złoża wokół elektrowni, a koncesji na złoże Złoczew z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że nie będzie. Wypadnie nam z systemu ta jednostka, podobnie jak i inne mniejsze bloki opalane węglem w Polsce. Na ich miejsce muszą pojawić się nowe moce. Pytanie jakie?

Po pierwsze, czy musi to być energetyka wielkoskalowa czy też rozproszona. A po drugie, czy może być oparta na źródłach pogodowo zależnych czy pracujących w systemie ciągłym?

Stajemy teraz przed wyborem, na co postawić? Potęgi nuklearne w Europie jak Francja czy Niemcy zapowiedziały odejście od atomu i rozwój OZE, widać w krajach zachodniej Europy duże zainteresowanie rozwojem technologii wodorowych. Gdyby – jak pisał w „Trzeciej rewolucji przemysłowej” Jeremy Rifkin – spiąć OZE z magazynami energii opartymi na wodorze, to problem niestabilności systemu byłby znacząco ograniczony. Odzywają się głosy, że produkcja zielonego wodoru – czyli elektrolizy zasilanej prądem z OZE – jest droga. Tak – teraz jest droga. Ale technologie tanieją, poza tym Bruksela ma spore pieniądze na takie projekty. Wodór produkowany w czasie gdy wiatr wieje lub świeci słońce, a wykorzystany do produkcji energii, gdy jest takie zapotrzebowanie w systemie – może być Świętym Graalem energetyki. Pytanie, czy decydenci są w stanie dostrzec potencjał w tym surowcu?

Tekst prof. Wojciecha Myśleckiego rozpoczyna na łamach „Rzeczpospolitej” dyskusję na temat przyszłości atomu w Polsce. Podpisane porozumienie między Polską a Stanami Zjednoczonymi w sprawie współpracy przy budowie elektrowni jądrowej jest dobrym momentem, by zacząć rozmawiać o przyszłości energetyki nuklearnej w Polsce.

Czy faktycznie potrzebujemy atomu, a jeśli tak, to jakiego – wielkich bloków w starej technologii czy nowoczesnych i małych jednostek typu SMR czy HTR? Czy stać nas na atom, w jaki sposób taka inwestycja wpłynie na rozwój gospodarczy w Polsce i jaki będzie local content? Czy jesteśmy przygotowani na takie inwestycje, biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach wielkie przedsięwzięcia z obszaru energetyki miały znacząco przekroczony budżet i termin oddania do realizacji.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Lotos produkuje więcej paliw

Gdańskiemu koncernowi sprzyjają stosunkowo wysokie marże rafineryjne oraz wysokie notowania ropy naftowej i gazu ...

Kanadyjski naftociąg zagraża Wielkim Jeziorom

Amerykanie nie chcą u siebie kanadyjskiego rurociągu, bo zagraża przyrodzie Wielkich Jezior. Kanada broni ...

Elektrownia Adamów przeszła do historii

Należąca do Zygmunta Solorza-Żaka siłownia grupy ZE PAK wyprodukowała ostatni prąd w pierwszych godzinach ...

Nie ma co liczyć na dużo tańszy prąd

Ceny energii mają szansę spaść. Ale będą to raczej symboliczne obniżki. Pozwoli to branży ...

Zegar tyka dla Nord Stream-2

Coraz mniej czasu ma Gazprom na zakończenie w tym roku rozbudowy o dwie nitki ...

Lotos zmienia prognozy

Spółka przewiduje, że w przyszłym roku kurs ropy może spaść do 30 dolarów za ...