Derski: Rząd zmienia zdanie raz na miesiąc o farmach wiatrowych

W samym PiS toczą się boje jak rozwijać energetykę – mówi Bartłomiej Derski, redaktor WysokieNapiecie.pl, gość programu Michała Niewiadomskiego.

Jest propozycja kolejnej nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii. Po niej 70 proc. instalacji zajmujących się energetyką wiatrową będzie na skraju rentowności.

– Teoretycznie rząd wychodzi do inwestorów, którzy chcieliby w Polsce i zbudować nowe farmy wiatrowe. Mówi, że chce zakontraktować od nich energię – tłumaczył Derski.

– Jednak przedsiębiorcy już w zeszłym roku na aukcji oferowali ceny niższe niż na rynku. Farmy wiatrowe już są tańsze niż energia, którą mamy w hurcie. Godzili się na mniejsze wynagrodzenie, ale pewne przez 15 lat – przypomniał.

Gość zaznaczył, że teraz rząd znowu chce zakontraktować energię.

– Daje szansę nowym inwestorom, ale tych którzy zainwestowali w poprzednim systemie wsparcia mocno rozczarowuje. Po raz 4 w ciągu 5 lat zmieniają się zasady gry dla inwestorów. Poprzez obniżenie opłaty zastępczej sprawia, że część inwestycji, które powstały 5-10 lat temu będą zupełnie nierentowne. Wiatraki były wtedy dużo droższe – mówił.

Derski stwierdził, że rząd zmienia zdanie średnio raz na miesiąc.

– Pokazał projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 r.”, w którym lądowe farmy wiatrowe maja znikać. Gdy napisaliśmy o tym artykuł, Ministerstwo Energii poinformowało, że jednak one zostaną. Teraz znowu mówi, że będą wycofywane. W samym PiS toczą się boje jak rozwijać energetykę. Część partii widzi szansę w rozwoju omawianej energetyki – tłumaczył.

Nie tylko wiatraki lądowe mają pod górkę. – Ustawa o regulacji cen prądu to jest dokładnie to samo. Ktoś przychodził na rynek, żeby sprzedawać energię na rynkowych warunkach. A okazuje się, że cofamy się do rozwiązań z Europy Wschodniej. Tam mamy regulację cen energii i dotowanie prądu – porównał Derski.

Podkreślił, że polskie firmy nie mają żadnej wiedzy jak zbudować morskie farmy wiatrowe. Jednorazowe inwestycje to miliardy złotych.

– Nie można sobie pozwolić na powolne uczenie jak za czasów energetyki wiatrowej, kiedy stawiało się farmę za kilkanaście milionów i budowało doświadczenie – zaznaczył Derski.

Polenergia chce, żeby norweska firma z nią współpracowała, bo mają duże doświadczenie. PGE robi dokładnie to samo.

– Polski państwowy koncern zwraca się do zachodnich firm, bo przyniosą know-how i kapitał. Te firmy pewnie przyjdą, ale przez nasz rynek i legislację, będą oczekiwali większych stóp zwrotu. A w tych inwestycjach dla ich opłacalności ważne jest nawet 0,5 proc. na początku. Będziemy mieli farmy wiatrowe na morzu droższe – prognozował Derski.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Niższa taryfy na gaz z PGNiG

URE o ponad 8 proc. obniżyło stawki pobierane przez gazowniczy koncern od firm kupujących ...

ArcelorMittal zwija się w Polsce

ArcelorMittal Poland, największy w Polsce producent stali, we wrześniu wyłączy na czas nieokreślony wielki ...

Nord Stream 2 i ukraiński krzyk rozpaczy

Kijów otwiera drzwi najbogatszej spółki paliwowo-energetycznej dla zagranicznych inwestorów i liczy, że to powstrzyma ...

#RZECZoBIZNESIE: Michał Romanowski: Pozwanie Tauronu to gra lobbingowa

Adresat tego pozwu jest całkowicie niezrozumiały, pomijając kwestię istoty i zasadności roszczeń – mówi ...

Gaz łupkowy z USA idzie w świat

Pierwsza partia skroplonego gazu łupkowego trafi z USA do Brazylii. Amerykanie liczą jednak na ...

Najwięksi odbiorcy prądu liczą na dopłaty

Branże energochłonne chcą rekompensat chroniących przed utratą konkurencyjności. Główny pomysł to uszczuplenie wpływów do ...