Pod koniec czerwca zakończyły się konsultacje społeczne rządowych propozycji zmian w prawie energetycznym i ustawie o odnawialnych źródłach energii. Projekt zakłada, że już za pół roku nowi właściciele domowych instalacji fotowoltaicznych (tj. zarejestrowani od 1 stycznia 2022 roku) byliby zmuszeni kupować energię od operatora praktycznie po dwukrotnie wyższej cenie niż ta, po jakiej będą mu sprzedawać nadwyżki energii z ich instalacji fotowoltaicznej; nadwyżki oddawane w dziennym szczycie zapotrzebowania, gdy rynkowa cena energii jest najwyższa.

Proponowana zmiana, wbrew zapewnieniom przedstawicieli resortu klimatu i środowiska, znacząco obniżyłaby opłacalność inwestycji w domową instalację fotowoltaiczną i wywołałaby szereg bardzo negatywnych skutków dla energetyki prosumenckiej – najlepiej rozwijającego się sektora energetyki odnawialnej w Polsce, dającego nam pod względem dynamiki czwarte miejsce w Europie (raport IEO 2021). Dlatego organizacje pozarządowe działające na rzecz rozwoju energetyki obywatelskiej wydały wspólne stanowisko, które wraz z uwagami szczegółowymi przekazano rządowi w ramach konsultacji społecznych.

""

Adobe Stock

energia.rp.pl

Gwałtowna – w perspektywie sześciu miesięcy – zmiana zasad wsparcia i pogorszenie opłacalności takich inwestycji spowodowałaby przede wszystkim destabilizację rynku – potencjalni prosumenci będą chcieli za wszelką cenę podłączyć nową instalację do końca bieżącego roku. Skokowy wzrost popytu podwyższyłby ceny, a na rynek dopuściłby również produkty i usługi najgorszej jakości, mogące stanowić zagrożenie dla prosumentów. Z wielkim prawdopodobieństwem przesunięcie przyszłorocznych inwestycji na koniec bieżącego roku spowoduje załamanie popytu z chwilą wejścia w życie mniej atrakcyjnych zasad rozliczania energii.

Mniejsza opłacalność własnej instalacji fotowoltaicznej wydłuży okres zwrotu inwestycji i sprawi, że stanie się ona dostępna – nawet z pomocą publiczną w postaci dotacji i ulg podatkowych – tylko dla najbardziej zamożnej części społeczeństwa, negując zarówno ideę demokracji energetycznej, jak i zasadność tak adresowanej pomocy publicznej.

Zmiana przepisów tłumaczona jest koniecznością transpozycji unijnej dyrektywy o jednolitym rynku energetycznym (IEMD), na co kraje członkowskie miały czas do końca ubiegłego roku. Niezależni eksperci jednym głosem mówią jednak, że prawdziwym powodem zmian są rosnące kłopoty operatorów sieci dystrybucyjnych i przesyłowych – czyli spółek państwowych – z odbiorem nadwyżek energii od prosumentów i stąd próba spowolnienia ich przyrostu.

Trudności operatorów sieci nie mogą usprawiedliwiać działań hamujących rozwój OZE i energetyki obywatelskiej w Polsce. Nie pozwalają nam na to ani zobowiązania unijne, ani obywatele, którzy od kilku lat pokazują rosnące zainteresowanie wytwarzaniem odnawialnej energii – podkreśla Zuzanna Sasiak, koordynatorka ruchu Więcej Niż Energia w Polskiej Zielonej Sieci.

Ani treść zmian, ani ich gwałtowność nie jest tymczasem nigdzie uzasadniona w dyrektywie IEMD. Daje ona krajom członkowskim na wdrożenie zmian jeszcze dwa i pół roku – do początku 2024 roku. Tymczasem niestabilność i nieprzewidywalność polskiego rynku energii od lat jest wskazywana jako największe ryzyko inwestycyjne. Ustawy o OZE oraz prawo energetyczne są jednymi z najczęściej nowelizowanych aktów prawnych w Polsce.

Rządowy projekt zawiera więcej kontrowersyjnych propozycji, m.in. zmianę definicji prosumenta w ustawie o OZE, opisującą go jako odbiorcę wytwarzającego energię, ale już nie „wyłącznie” (to wykreślono) ze źródeł odnawialnych. Zawiera też propozycję co do zasady słusznych, ale bardzo nieprecyzyjnych nowych przepisów dotyczących tzw. obywatelskich społeczności energetycznych, zapowiadając bardzo ogólnie ich odpowiedzialność finansową za niezbilansowanie, które spowodują w systemie elektroenergetycznym. Tak nieprecyzyjne przepisy budzą obawy, że zaproponowane zasady rozliczenia nadwyżek wyprodukowanej przez społeczności energii (nie sprecyzowano, czy wyłącznie z OZE) mogą być podobnie niekorzystne, jak proponowane równolegle dla prosumentów indywidualnych. Jeśli zniechęcą potencjalnie zainteresowanych obywateli i podmioty do zakładania takich form zarządzania energią, to staną się równie martwym prawem, jak przepisy dotyczące spółdzielni energetycznych, z których po dwu latach nie uruchomiono w Polsce ani jednej (jedną zarejestrowano).

Wprowadzenie społeczności energetycznych (wspólnot energetycznych) do polskich przepisów to bardzo pilna potrzeba, ale konieczne jest doprecyzowanie, że muszą one funkcjonować wyłącznie w oparciu o odnawialne źródła energii, z jednoczesnym założeniem zapewnienia efektywności energetycznych tych społeczności. O takich bowiem społecznościach mówi dyrektywa RED II o promocji odnawialnych źródeł energii, której termin transpozycji upłynął z końcem czerwca.

"Jadwiga Emilewicz została powołana na stanowisko ministra przedsiębiorczości i technologii w styczn

Jadwiga Emilewicz, była wicepremier, Fotorzepa/Robert Gardziński

energia.rp.pl

Tymczasem w lipcu, w partii rządzącej pojawiła się kontrpropozycja, zgłoszona przez byłą wicepremier Jadwigę Emilewicz. Proponuje ona rozliczanie energii prosumenckiej oddawanej i pobieranej z sieci w stosunku 1:1 (obecnie 1:0,8), wraz z dodatkową opłatą dystrybucyjną.Propozycją zajmie się powołana 23 lipca sejmową podkomisja, co wskazuje na to, że rządowy projekt nie wejdzie w życie z początkiem nowego roku.

Wspólne stanowisko podpisały Fundacja Instrat, Fundacja WWF Polska, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej Polska PV, Stowarzyszenie na rzecz efektywności im. prof. Krzysztofa Żmijewskiego, Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Fundacja Frank Bold, Polski Klub Ekologiczny oddział mazowiecki Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć, prowadzący sekretariat ruchu Więcej niż energia