Jednak to nie w Europie leży główne wyzwanie dla amerykańskiego wysłannika. Po czterech latach rządów Donalda Trumpa Stany Zjednoczone są w tyle z redukcją emisji, a ich wiarygodność na forum UNFCCC znacznie ucierpiała. Porozumienie Paryskie jest porozumieniem globalnym, jednak matką i ojcem tego dokumentu są Chiny i Stany Zjednoczone. Przed 2015 rokiem w tym klimatycznym małżeństwie sprawy układały się przykładnie, współpraca kwitła. To był klucz do sukcesu globalnego porozumienia w zakresie ochrony klimatu. Jednak dzisiaj stosunki amerykańsko-chińskie przypominają zimną wojnę.

Nowy sekretarz stanu Anthony Blinken zaznaczył w swoim niedawnym expose, że Chiny stanowią największe zagrożenie i wyzwanie dla polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Chiny także podkreśliły w poetycko brzmiącej deklaracji, zawierającej metafory o szklarniowych kwiatach w zimie, że nie będą traktować polityki klimatycznej w odosobnieniu od wszelkich innych tematów które podejmą z administracją Joe Bidena i generalnego kontekstu w obecnych stosunkach obu krajów. Europa, Stany Zjednoczone oraz Chiny to połowa globalnych emisji.

Druga połowa zależy od największych gospodarek bloku krajów rozwijających się: Brazylii, RPA, Indii i Indonezji. W stosunkach z USA i Europą, które właśnie odgrzewają swoją transatlantycką relację, gospodarki te podążą śladem, który wyznaczą Chiny i Indie. Kluczową dla efektywności globalnej polityki klimatycznej jest zatem wizyta Johna Kerry nie w Europie, lecz w Indiach i w Chinach. Przebieg tych wizyt pokaże czy globalne współpraca w zakresie zmian klimatu i ambitne nowe zobowiązania klimatyczne na COP 26 w Glasgow to sfera realnych oczekiwań czy też pobożnych życzeń.

Jedno jest pewne. John Kerry to postać znana i lubiana kręgach klimatycznej dyplomacji, ale deklaracje Stanów Zjednoczonych wzywające wszystkich emitentów do ambitnych zobowiązań redukcyjnych są dzisiaj traktowane przez partnerów globalnych z o wiele większym sceptycyzmem. Nie ma bowiem gwarancji, że za cztery lata nie będziemy świadkami amerykańskiego odwrotu, tak jak to się stało z Protokołem z Kioto oraz cztery lata temu z Porozumieniem Paryskim.

Wiarygodność Stanów Zjednoczonych zależy od tego, jakie kroki Prezydent Joe Biden podejmie w domu na rzecz zainicjowania i utrzymania tendencji gospodarczych sprzyjających ochronie klimatu, których nie będzie można odwrócić Prezydenckim dekretem. Wizyta Johna Kerry w Europie to ważny symbol dobrej woli i wspólnego transatlantyckiego frontu. Prawdziwym wyzwaniem jest teraz strategia amerykańsko-europejska wobec Chin i bloku krajów BASIC.

""

Katarzyna Snyder

energia.rp.pl