Co ciekawe Reuters nadał dwie wersje tej rozmowy: krótką po angielsku i naprawdę długą, po rosyjsku przy tym znacznie bardziej interesującą. Otóż, jak wynika z wyjaśnień Sorokina, Rosjanie nadal są przekonani, że jakiekolwiek cięcia obecnie nie pomogłyby w podwyższeniu cen, skoro popyt na ropę nieustannie spada i tak naprawdę nie wiadomo, gdzie znajduje się prawdziwa granica wsparcia notowań. Przy tym rosyjski minister przyznaje, że początkowo Moskwa była gotowa na przedłużenie obowiązującej umowy, z zastrzeżeniem, że w drugim kwartale 2020 cięcia wydobycia nie miały być zwiększone, czego chciała większość członków kartelu.
Kolejne zwiększenie wydobycia najprawdopodobniej wynoszące 300 tys. baryłek dziennie oznaczałoby, że OPEC+ łącznie zmniejszyłby podaż o 600 tys. baryłek, co Rosjanie uznali za bardzo trudne do wykonania z technologicznego punktu widzenia. Uznali jednocześnie, że cena ropy Brent wahająca się w granicach 45-55 dol. za baryłkę jest dla nich „uczciwa” i w pełni pozwala inwestować w przyszłe wydobycie. Według rosyjskich prognoz — które ujawnił Paweł Sorokin— ropa podrożeje w drugiej połowie 2020 do 40-45 dol. za baryłkę, a w 2021 osiągnie średnią wahającą się w widełkach 45-50 dol. Paweł Sorokin przyznał jednocześnie, że cena 3 tys. rubli za baryłkę jest dla rosyjskiej branży naftowej jak najbardziej komfortowa, a 2,1-2,5 tys. rubli nadal uznawana jest za satysfakcjonującą.
A co oznaczają trudności technologiczne ? Otóż, jak wiadomo, wydobycie ropy w Rosji odbywa się w większości w bardzo trudnych warunkach i zasadniczo różni się od metody jaką swoją ropę pompują Saudyjczycy, funkcjonujący w całkowicie odmiennym klimacie . Tam zwiększenie bądź zmniejszenie wydobycia jest znacznie łatwiejszą operacją. U Rosjan jest to zadanie znacznie bardziej skomplikowane i kosztowne.
drilling oil/Bloomberg
Ale w rosyjskiej wersji informacji ministra najciekawszy jest fragment o prognozach cen. Otóż, kiedy wzrosną one już do 45-55 dol. za baryłkę, to nadal będą one mało atrakcyjne dla amerykańskich producentów ropy łupkowej, a warto zwrócić uwagę, że Sorokin nawet w 2021 roku nie przewiduje notowań na poziomie 55 dol. za baryłkę. Gdyby taka prognoza rzeczywiście się sprawdziła, to dla producentów z USA sytuacja z trudnej zmieniłaby się w katastrofalną, bo wielu z nich jest potężnie zadłużonych, więc zmuszeni byliby prowadzić wydobycie z głębokimi stratami, bądź zasypywać odwierty.
I jeszcze jedno. Amerykanie mają i koszty i przychody w dolarach. Rosjanie: koszty w rublach, a wpływy w dolarach, które potem wymieniają na ruble. Dla nich więc ważniejsza jest cena rublowa, która dla Urala (ten gatunek jest tańszy od Brenta o 3-4 dol.) wynosi teraz 2235 rubli za baryłkę. Według Pawła Sorokina notowania na poziomie 2,1 – 2,5 tys. rubli za baryłkę są jak najbardziej do zaakceptowania. Czyli co to oznacza ? A to, że Rosjanie są przygotowani na przetrwanie nawet dłuższego okresu niskich notowań . To bardzo ważne w sytuacji, kiedy wszystko wskazuje na to, że ceny ropy rzeczywiście przez jakiś czas utrzymają się na niskim poziomie. A będzie to pewnikiem, jeśli rzeczywiście Saudyjczycy i Zjednoczone Emiraty Arabskie spełnią sygnalizowane zamiary i zwiększą podaż na rynki światowe.
Bloomberg
Notowania ropy są dzisiaj pod podwójną presją. Po pierwsze surowca jest więcej na rynku, a pandemia koronawirusa dodatkowo zmniejszyła popyt. A Rosjanie, jak chyba nigdy wcześniej, mają niepowtarzalną szansę pozbycia się łupkowej konkurencji. Jeśli rzeczywiście ten scenariusz się spełni, to Rosjanie wygrają dwa razy: odniosą sukces polityczny minimalizując amerykańskie zagrożenie, a z drugiej strony zwiększą udział w światowym rynku. Warto przy tym przypomnieć jak rozwinęła się w przeszłości sytuacja na rynku, kiedy ropa była równie tania. 40 dol. za baryłkę płacono na przełomie 2015/2016 roku. Potem ceny spadły jeszcze do 30 dol. za baryłkę, a wzrost do 40 dol. za baryłkę Brenta potrwał 8 tygodni, a kolejny ponad ten poziom łącznie 4 miesiące. I warto przypomnieć, że nie było wówczas tak wielkiego ryzyka, jakim dzisiaj jest koronawirus.