Pierwsza runda trilogu, czyli negocjacji w trójkącie: Parlament, Rada i Komisja, zakończyła się we wtorek nad ranem bez uzgodnień. Francja, negocjująca w imieniu państw członkowskich, odrzuciła postulat Parlamentu Europejskiego budowania zapasów gazu wyłącznie na surowcu niepochodzącym z Rosji. Będą kolejne rundy negocjacji.

– Trzeba jak najszybciej uzgodnić nowe rozporządzenie. Głównym celem jest przyszła zima i ochrona odbiorców wrażliwych – powiedział dziennikarzom Jerzy Buzek, eurodeputowany PO, główny negocjator przepisów z ramienia PE. W zespole negocjacyjnym ze strony Parlamentu jest jeszcze jeden Polak – Zdzisław Krasnodębski z PiS.

Ostro czy łagodnie?

Przedmiotem rozmów jest projekt rozporządzenia przygotowany przez Komisję Europejską. Muszą się na to zgodzić zarówno Parlament, jak i Rada, obie instytucje w głosowaniu większościowym. Eurodeputowani chcą jeszcze zaostrzenia propozycji KE, Rada, czyli rządy państw członkowskich, jej złagodzenia.

Celem nowych przepisów jest zmuszenie państw członkowskich do wypełnienia magazynów gazu przed kolejną zimą i uniezależnienie się w ten sposób od Rosji. Rozporządzenie przewiduje, że do 1 listopada tego roku wszystkie magazyny muszą być wypełnione w 80 proc., a w kolejnych latach przed tą samą datą, już w 90 proc. PE chce już w tym roku wskaźnika 90 proc, ale prawdopodobnie kompromis będzie wymagał zejścia poniżej tego poziomu: albo do pierwotnie proponowanych 80 proc., albo 85 proc. Istotne jest też, jak ma być kontrolowane wypełnianie magazynów. Zarówno PE, jak i Komisja chciałyby, żeby to KE miała prawo nadzorowania tego procesu. I miałaby weryfikować nie tylko cel końcowy, ale też trajektorię, czyli cele pośrednie osiągane na 1 lipca i 1 września. Dla każdego z państw KE rozpisała taką trajektorię i chce, żeby państwa trzymały się jej z maksymalnym odchyleniem 2 proc., ale w toku negocjacji mowa też o zwiększeniu odchylenia do 3–3,5 proc., a nawet 5 proc. – Bo jak cele pośrednie byłyby sztywne, to może to niekorzystnie wpłynąć na ceny gazu na rynku – mówi Buzek.

Czytaj więcej

Wicekanclerz Niemiec: Rosja używa energii jako broni

Kosztowne zakupy

Generalnie całe rozporządzenie, szczególnie gdy ma być realizowane w najbliższych miesiącach, przy rekordowych cenach surowca, przeczy trochę logice gromadzenia zapasów gazu. Zwykle kupuje się surowiec do podziemnych magazynów w lecie, gdy jego cena jest niższa, po to, żeby go sprzedawać w zimie po wyższej cenie. Jednak podczas wojny w Ukrainie i z konieczności zabezpieczenia się przed brakiem dostaw z Rosji, zapasy będą bardzo kosztowne. To dlatego projekt rozporządzenia przewiduje różnego rodzaju zachęty dla właścicieli magazynów – przez pomoc publiczną, zwolnienia podatkowe czy celne.

Kolejnym problemem jest przekonanie wszystkich właścicieli do wykonania unijnego rozporządzenia. Niektóre magazyny należą do Gazpromu i to właśnie w nich było przed ostatnią zimą rekordowo mało gazu, 20–30 proc. Projekt przepisów mówi więc o możliwości zarządzania magazynami, w których w 2020 lub 2021 roku przed zimą było mniej niż 40 proc. gazu, przez państwo, a nawet możliwości ich przejęcia. – To wszystko jest zgodne z przepisami prawa międzynarodowego – zapewnia Buzek. Magazyny są bowiem częścią infrastruktury krytycznej i jako takie, mogą być przedmiotem szczególnej troski ze strony państwa. Projekt KE przewiduje proces certyfikacji trwający 100 dni. Rada chce jego wydłużenia, PE wręcz przeciwnie, skrócenia do maksimum dwóch miesięcy. – Nie mamy czasu – podkreśla Buzek.

UE ma magazyny gazu, których pojemność sięga 100 mld m sześc., co oznacza 1,5 miesiąca konsumpcji w okresie zimowym. PE chciałby, żeby do rozporządzenia dodać magazyny ukraińskie, żeby państwa UE mogły również tam trzymać gaz. Komisja nie zgadza się, bo obawia się o pewność takich magazynów. PE natomiast traktuje to jak akt symbolicznego poparcia dla Ukrainy.

Czytaj więcej

Komisja Europejska obniża prognozy. Bez gazu gospodarka UE zahamuje