Wywiad z Mariuszem Witońskim

Pierwsze farmy wiatrowe w polskich obszarach morskich mają szansę pojawić się w perspektywie lat 2018-2020 - mówi Mariusz Witoński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej

Publikacja: 25.02.2012 07:00

Wywiad z Mariuszem Witońskim

Foto: Bloomberg

Energianews.pl: Inwestor, który chciałby zbudować morską farmę wiatrową w Polsce, musi spełnić szereg wymagań formalno-prawnych. Potrzebne są m.in. pozwolenie na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp, konstrukcji i urządzeń w polskich obszarach wmorskich (tzw. decyzja lokalizacyjna), decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach czy też warunki przyłączenia do sieci oraz pozwolenie na budowę. Cały proces może się ciągnąć nawet siedem lat. Czy nie jest to zbyt poważna przeszkoda dla rozwoju tego sektora energetyki?

Mariusz Witoński:

Z całą pewnością wymogi proceduralne stanowią jedno z większych wyzwań dla inwestorów. Doświadczenia ostatniego roku pokazują jednak, że powoli te bariery kruszeją. W ubiegłym roku udało się zmienić zapisy w Ustawie o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej, które zniosły najważniejszą przeszkodę rozwojową dla morskiej energetyki wiatrowej, jaką były zaporowe warunki w zakresie opłat administracyjnych za wydawanie pozwoleń lokalizacyjnych oraz kwestia długości obowiązywania takich pozwoleń.

W sytuacji kiedy opłaty zostały racjonalnie rozłożone na cały proces administracyjny, a pozwolenie wydłużono do 30 lat, inwestorzy mogli niezwłocznie przystąpić do tworzenia pierwszych biznesplanów i zajmowania pozycji na rynku. W przeciągu ostatnich dwóch lat pracowaliśmy nad przekonywaniem administracji, że takie zmiany legislacyjne są niezbędne. Efekt tych działań potwierdza choćby znaczna liczba wniosków o wydanie pozwoleń lokalizacyjnych złożonych w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Jak się właśnie dowiedzieliśmy, złożono już 54 takie wnioski, a spodziewamy się, że będą wpływać kolejne. To potwierdza, że przełamana została pierwsza bariera i wywołane zostało – nawet przy całej niepewności związanej z procesem inwestycyjnym – zainteresowanie inwestorów.

Instalacja morskiej farmy wiatrowej wymaga postawienia solidnych fundamentów. Dotąd najczęściej stosowaną konstrukcją stanowi monopal, czyli fundament z podstawą betonową lub stalową, który jest odpowiednio wwiercany lub wbijany w dno morskie.  Jest on jednak przystosowany do stawiania na płytszych wodach, do głębokości 20 m. W miejscach wyznaczonych do lokalizacji polskich morskich farm wiatrowych głębokość Bałtyku wynosi ok. 35-40 m. Jakich konstrukcji będą zatem wymagały polskie obiekty?

Wymagania technologiczne dotyczące warunków posadowienia i projektowania konstrukcji wsporczych dla morskich farm wiatrowych w polskich obszarach morskich stanowią wyzwanie, ale na szczęście nie są wyzwaniem unikatowym w skali rozwijającego się cały czas rynku. W pierwszej fazie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Europie penetrowane były przede wszystkim wody przybrzeżne w granicach do 20 m głębokości, w niewielkim oddaleniu od brzegu. Rozwijano tam proste technologie posadowienia obiektów, takie jak fundamenty grawitacyjne, w większości będące konstrukcjami żelbetowymi, jak i proste konstrukcje jednopalowe. Wraz ze wzrostem głębokości rosną niestety wymagania technologiczne dotyczące wytrzymałości takiej konstrukcji na różnego rodzaju obciążenia.

W przypadku Polski, w związku z koniecznością odsunięcia się z lokalizacją farm wiatrowych na odległość 12 mil morskich od brzegu, mówimy o warunkach głębokościowych powyżej 30 m. Biorąc pod uwagę obecny rozwój technologii inżynierskich w zakresie posadowienia turbin wiatrowych na morzu, aktualnie najbardziej obiecujące są konstrukcje wielopodporowe. Mogą to być różnego rodzaju konstrukcje trójnożne, jak również tzw. wieże typu jacket, czyli konstrukcje czteropodporowe, dedykowane właśnie obszarom o głębokościach 40-50, a nawet 60 m. Projekty z zastosowaniem tego typu konstrukcji są już realizowane na Morzu Północnym.

Wiele wskazuje na to, że w warunkach polskich w przeważającej większości wypadków również będziemy stosowali konstrukcje wielopodporowe. Musimy jednak pamiętać o tym, że technologia cały czas się rozwija, a elektrownie wiatrowe w polskich obszarach morskich będą projektowane w zakresie rozwiązań inżynierskich nie wcześniej niż w perspektywie 3-5 lat.

Czy Morze Bałtyckie jest przyjaźniejszym akwenem do stawiania farm wiatrowych niż Morze Północne?

Bałtyk w pewnym zakresie jest łatwiejszym akwenem dla prowadzenia prac instalacyjnych. Trzeba jednak pamiętać o pewnych wyzwaniach, jakimi są np. warunki lodowe na Morzu Bałtyckim, które powodują, że konstrukcje projektowane na tym akwenie muszą uwzględniać dodatkowe obciążenia związane z występowaniem pokrywy lodowej na morzu i w związku z tym muszą spełniać odpowiednia wymagania dotyczące wytrzymałości konstrukcji.

Kolejny problem, z jakim muszą zmierzyć się potencjalni inwestorzy, to transport turbin od producentów na miejsce przeznaczenia oraz ich instalacja. To wymaga użycia specjalistycznej floty.

Zagadnienia związane z zabezpieczeniem logistycznym realizacji farm wiatrowych, w tym z transportem elementów, zarówno z miejsca ich wytworzenia do miejsca budowy, jak i obsługa samego miejsca realizacji inwestycji faktycznie wymagają użycia specjalistycznej floty. Na szczęście znajdujemy się już teraz w takiej fazie rozwoju rynku morskiej energetyki wiatrowej, że nabrał on pewnej dynamiki w zakresie przygotowania oferty floty transportowej oraz floty jednostek przystosowanych do wznoszenia konstrukcji morskich turbin wiatrowych. W związku ze zgłaszanymi przez inwestorów planami potężnych przyrostów instalacji mocy istnieje oczywiście konieczność zabezpieczenia odpowiedniej logistyki.

Z punktu widzenia polskiego przemysłu, zwłaszcza branży stoczniowej, sądzę, że możemy w perspektywie najbliższych kilku, kilkunastu lat spodziewać się dobrej koniunktury w zakresie zamówień na różnego rodzaju jednostki specjalistyczne, zarówno do transportu elementów konstrukcyjnych i budowy farm wiatrowych, jak również całej floty mniejszych jednostek, niezbędnych do obsługi oddanych do użytku elektrowni.

Jak duża musiałaby to być flota?

Analizy prowadzone głównie przez towarzystwa klasyfikacyjne szacują zapotrzebowanie rynku europejskiego na około 30 dużych jednostek przystosowanych do stawiania każdego rodzaju turbin wiatrowych w warunkach morskich i transportu elementów konstrukcyjnych. Potrzebnych jest też nawet kilkaset mniejszych jednostek  do obsługi farm wiatrowych oddanych już do użytku – jednostek serwisowych, dowożących ekipy techniczne i pozwalających na doglądanie pracy farm wiatrowych.

Istnieje obawa, że w związku z szybko rosnącym popytem, problemy z realizacją wszystkich zamówień będą mieli producenci kabli służących do podłączenia turbin do sieci.

Przyłączenie morskich farm wiatrowych do sieci jest oczywiście sporym wyzwaniem. Mamy tutaj do czynienia z kilkoma zagadnieniami. W tej chwili wydaje się jednak, że najważniejszym z nich jest zdolność sieci lądowych do przyjęcia generacji z obszarów morskich i odpowiednia modernizacja sieci na lądzie. Należy podkreślić, że w coraz większej liczbie rozpatrywanych projektów pojawiają się zmiany technologiczne w zakresie wyprowadzenia mocy z obszarów morskich, a mianowicie przejście z systemów zmiennoprądowych na systemy stałoprądowe. Coraz więcej państw podejmuje wysiłki mające na celu opracowanie zintegrowanych systemów wyprowadzenia mocy z większej ilości farm wiatrowych specjalnym systemem sieci morskich wprowadzanych do systemu lądowego – i to niekoniecznie do jego punktów położonych bezpośrednio w sąsiedztwie brzegu morskiego.

Istotnym zagadnieniem jest również rozwój technologii i przygotowanie producentów, m.in. kabli przesyłowych, do obsługi tego rynku. Rzeczywiście, analizując moce produkcyjne wszystkich producentów światowych w zakresie przygotowania oferty dla energetyki morskiej możemy na dzień dzisiejszy mówić o "wąskim gardle". Związane jest ono z faktem, że morska energetyka wiatrowa rozwija się niezwykle dynamicznie – przyrosty mocy zainstalowanej w ostatnich latach sięgają 30 a nawet 50 proc rocznie. To generuje odpowiednie zapotrzebowanie, niemniej jednak rynek wysyła sygnały, że producenci infrastruktury energetycznej niezbędnej do budowy systemów przyłączeniowych zwiększają moce produkcyjne.

Nie spodziewałbym się, żeby problemy z dostawą kabli na rynek mogły istotnie wpłynąć na tempo rozwoju sektora, choć oczywiście mogą zdarzać się chwilowe okresy nadpopytu. Do niedawna podobną sytuacją mieliśmy zresztą w zakresie dostępności samych turbin wiatrowych. W szczytowych okresach koniunktury na rynku energetyki wiatrowej kolejkowanie zamówień u producentów turbin wiatrowych sięgało ponad dwóch lat.

Mówiąc o morskich farmach wiatrowych nie sposób nie zapytać o opłacalność projektów. W tym momencie szacuje się, że koszt 1 MW na morzu to 3-3,5 mln euro. Dla porównania, oddany niedawno do użytku blok energetyczny o mocy 858 MW w Bełchatowie kosztował 830 mln euro. Z prostego rachunku wychodzi, że to trzykrotnie taniej.

Rzeczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę nakłady inwestycyjne niezbędne do zainstalowania porównywalnej mocy nominalnej urządzeń w energetyce konwencjonalnej i w energetyce wiatrowej, to mamy do czynienia z pewną dysproporcją na niekorzyść energetyki odnawialnej. Morska energetyka wiatrowa wydaje się być tutaj sektorem szczególnie kapitałochłonnym. Niemniej jednak należy pamiętać o tym, iż w przypadku energetyki wiatrowej mamy do czynienia z produkcją energii elektrycznej, która nie pociąga za sobą tak znaczących bieżących kosztów produkcji związanych z dostawą surowca niezbędnego do wyprodukowania tej energii, jak ma to miejsce w przypadku energetyki konwencjonalnej.

Dotyczy to zwłaszcza kosztów bezpośrednich, związanych z cenami surowców energetycznych - w zasadzie nic nie wskazuje na to by miały one tanieć. Należy raczej spodziewać się, że energia produkowana w oparciu o paliwa kopalne będzie coraz droższa. Nie można też zapominać o kosztach pośrednich funkcjonowania energetyki konwencjonalnej, związanych czy to z kosztami środowiskowymi, wynikającymi z emisji zanieczyszczeń, czy też z kosztami pozyskania kopalin, które ponoszą w dużej mierze społeczności regionów, na których działalność wydobywcza jest prowadzona w sposób szczególnie intensywny.

Dochodzą też czynniki natury logistycznej – transport paliw kopalnych, jak również przesył energii elektrycznej na duże odległości. W przypadku energetyki odnawialnej te kategorie kosztów w ogóle się nie pojawiają. Niemal wszelkie nakłady ponoszone są w zasadzie tylko na samym początku procesu inwestycyjnego. Nie zmienia to oczywiście faktu, że w chwili obecnej energetyka odnawialna nie jest w stanie funkcjonować w oparciu o te same warunki ekonomiczne, w jakich odbywa się produkcja energii ze źródeł konwencjonalnych. Stąd na poziomie Unii Europejskiej i państw członkowskich rozwijane są różnego rodzaju systemy wsparcia poprawiające ekonomikę produkcji ze źródeł odnawialnych i zapewniające atrakcyjność inwestowania w ten sektor.

W ogólnym rozrachunku należy się spodziewać, iż energetyka odnawialna będzie istotnym z punktu widzenia ekonomicznego i środowiskowego uzupełnieniem mixu energetycznego. Znaczenie energetyki odnawialnej będzie w najbliższych latach rosło również z uwagi na kierunki rozwoju polityki w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych, jak również w kontekście budowania bezpieczeństwa energetycznego Europy, zakładającego różnicowanie źródeł energii elektrycznej i uniezależniania się od dostawców paliw kopalnych.

Kiedy mamy zatem realną szansę na uruchomienie pierwszej morskiej farmy wiatrowej w Polsce?

Szacunki Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej wskazują, że pierwsze farmy wiatrowe w polskich obszarach morskich mają szansę pojawić się w perspektywie lat 2018-2020. To jest oczywiście scenariusz względnie optymistyczny, zakładający, iż w międzyczasie zostaną rozwiązane wszystkie nierozstrzygnięte do tej pory kwestie związane z uwarunkowaniami administracyjno-prawnymi czy też rozwiązaniami systemowymi dotyczącymi wyprowadzania mocy do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Jeśli nie napotkamy tutaj istotnych przeszkód, jest wielce prawdopodobne, że pierwsze morskie farmy wiatrowe w polskich obszarach morskich zostaną uruchomione właśnie przed rokiem 2020.

- rozmawiał Bartosz Mszyca

Energianews.pl: Inwestor, który chciałby zbudować morską farmę wiatrową w Polsce, musi spełnić szereg wymagań formalno-prawnych. Potrzebne są m.in. pozwolenie na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp, konstrukcji i urządzeń w polskich obszarach wmorskich (tzw. decyzja lokalizacyjna), decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach czy też warunki przyłączenia do sieci oraz pozwolenie na budowę. Cały proces może się ciągnąć nawet siedem lat. Czy nie jest to zbyt poważna przeszkoda dla rozwoju tego sektora energetyki?

Pozostało 96% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie