Anapa, bo to właśnie ten czarnomorski kurort stanął na drodze największej inwestycji Gazpromu, nie wydał zgody na przejście gazociągu przez swoje terytorium. Jeżeli nie nastąpi to w ciągu tego miesiąca, to budowa Gazociągu Południowego nie ruszy w tym roku.
A jej start w grudniu zapowiedział już prezes Aleksiej Miller i pozostali udziałowcy spółki - South Stream AG South Stream AG - włoski ENI (20 proc.), niemiecki Wintershall i francuski EdF (po 15 proc.).
Najpierw zostanie zbudowany odcinek 925 km po dnie Morza Czarnego z Rosji do Bułgarii. To najdroższa część inwestycji (ok. 10 mld euro). Część naziemna rozdzieli się w Bułgarii na dwie nitki - do Serbii, Węgier i Austrii oraz do Grecji i Włoch. Będzie to łącznie ok. 2000 km. Koszt to ok. 5 mld euro. Docelowa moc przesyłowa to 55 mld m
3
gazu rocznie.
Problem w tym, że trasa lądowa została wytyczona przez teren chronionego prawem wysokogórskiego sanatorium Anapa. A w tym wypadku potrzebna jest zgoda nie tylko miejscowych władz (te zrobią co karze Moskwa), ale też ministerstwa przyrody, rozwoju regionalnego, finansów i gospodarki.
Jak dowiedziała się gazeta "RBK daily", tylko ministerstwo przyrody wydało stosowną zgodę. Pozostałe na razie nie otrzymały nawet kompletu dokumentów.