Ministerstwo gospodarki kontra energetyka wiatrowa

- Przyjęcie ustawy o OZE w jej obecnym kształcie będzie oznaczać koniec energetyki wiatrowej - mówi Krzysztof Prasałek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej

Publikacja: 14.09.2012 01:01

Ministerstwo gospodarki kontra energetyka wiatrowa

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

Rz: Co wnosi do energetyki wiatrowej nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii?

Krzysztof Prasałek:

Przyjęcie ustawy o OZE w jej obecnym kształcie będzie oznaczać koniec energetyki wiatrowej. Po prostu. Z jakichś powodów Ministerstwo Gospodarki postanowiło zablokować tę branżę - z jakich nie wiemy. Potrafimy natomiast przewidzieć  skutki takiej decyzji. Z Polski wycofają się poważni inwestorzy, a zastąpią ich importerzy przestarzałych technologii, które są utrapieniem sektora wiatrowego i negatywnie wpływają na jego wizerunek. Używanymi maszynami nie tylko zaśmiecimy system, ale też nie wypełnimy naszych krajowych planów i unijnych zobowiązań. Poza tym stracimy szansę na stworzenie 60 tysięcy nowych miejsc pracy, a zlikwidowanie naturalnej i silnej konkurencji na rynku energetycznym spowoduje monopolizację, co w konsekwencji przełoży się na wyższe ceny energii. Czy taki jest cel Ministerstwa Gospodarki, którego w tym przypadku nie waham się nazwać „ministerstwem obrony monopolu wybranych koncernów energetycznych"?

Czy jest jednak szansa, że dzięki nowemu dokumentowi banki przychylniej spojrzą na inwestycje wiatrowe?

Dobre, stabilne prawo, to naturalna gwarancja inwestycji. Jeśli nie będzie dobrej ustawy o OZE, nie będzie też boomu w branży. Przypominam, że w ostatnich 12 latach prawo energetyczne zmieniało się ponad 40 razy. To, że w ogóle był jakiś rozwój energetyki wiatrowej zawdzięczamy naturalnej otwartości dużych światowych koncernów na nowe rynki. Polska wydawała się atrakcyjna – teoretycznie ugruntowana pozycja w Unii Europejskiej, dobre notowania na światowych rynkach, stabilny kurs złotówki. Ale jeśli okaże się to mrzonką, a prawo nie będzie w żaden sposób chronić przedsiębiorców, tylko ograniczać ich prawa i zyski, to zaczniemy być postrzegani jako „dziki wschód". I będzie jak na „dzikim zachodzie" gdzie w miejsce poważnych kupców i farmerów pojawili się opryszkowie. A tym banki nie udzielają kredytów.

Czy nie ma pan jednak wrażenia, że energetyka wiatrowa, ale ta lądowa, w Polsce jest już bardziej „oswojona" i uporządkowana, a morska energetyka wiatrowa stoi wciąż pod znakiem zapytania?

W energetyce morskiej jest ogromny potencjał, ale do realizacji pierwszej profesjonalnej farmy wiatrowej na morzu jeszcze daleka droga. Tu jestem jednak optymistą – gdy zaczynaliśmy budowę pierwszych farm wiatrowych kilkanaście lat temu nazywano nas fantastami. Dziś te 2 gigawaty, które mamy zainstalowane na lądzie, nie są może zbyt imponujące w porównaniu do Niemiec, czy Hiszpanii, ale  biorąc pod uwagę wykazane wcześniej przeciwności jest to duże osiągnięcie. W „wiatrakach" pracuje w Polsce około 2 tysięcy specjalistów, kilkaset gmin świetnie zarabia, a właściciele gruntów mają dodatkowe źródło przychodów. Morskie farmy to kolejna szansa dla Polski, chcemy wyjść jej naprzeciw, dlatego już w październiku organizujemy I Konferencję i Targi Offshore w Sopocie.

Czy pana zdaniem inwestycje w morskie farmy wiatrowe na Bałtyku mają w ogóle rację bytu?

Zanim wybudujemy pierwszą farmę wiatrową na Bałtyku upłynie kilka, a może nawet kilkanaście lat. Czeka nas uporządkowanie prawa, przepisów morskich, środowiskowych. Przed nami także rozbudowa infrastruktury energetycznej. W końcu morska energetyka wiatrowa to nie tylko same turbiny wiatrowe, ale także budowa wież i sztucznych wysp, produkcja wyspecjalizowanych jednostek pływających oraz elementów sieci przesyłowej. To szansa nie tylko dla polskiego przemysłu stoczniowego i polskich portów, ale również dla całej polskiej gospodarki.

Jak więc docelowo pana zdaniem będzie wyglądał mix energetyczny Polski w 2030 r. i czy szykuje się nam rewizja krajowej polityki energetycznej 2030?

To, jak będzie wyglądał polski mix energetyczny w 2030 roku zależy w tej chwili głównie od polityków. To oni podejmą decyzję w sprawie ustawy o OZE, która określi przyszłość energetyki odnawialnej na najbliższe lata. Moim zdaniem niezależnie od mechanizmów wsparcia rynku OZE, planów koncernów energetycznych i polityki samego rządu szykuje się nam oddolna rewolucja energetyczna. Już dziś technologia OZE cenowo zbliża się do paliw kopalnych. Za jeden wat zainstalowany w panelu fotowoltaicznym płaciliśmy w 2000 roku ponad 10 dolarów, dziś cena spadła poniżej dolara. Jeśli ceny jeszcze spadną to idea prosumenta, czyli energetyki rozproszonej na poziomie pojedynczego gospodarstwa domowego, może całkowicie zrewolucjonizować naszą politykę energetyczną. Od decyzji polityków zależy jednak, czy będziemy rozwój energetyki odnawialnej kształtować i wspierać, czy też krótkowzrocznie go ograniczać.

- Rozmawiała Karolina Baca-Pogorzelska

Rz: Co wnosi do energetyki wiatrowej nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii?

Krzysztof Prasałek:

Pozostało 98% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie