Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym różnią się kluczowe założenia prezydenckiego i rządowego projektu ustawy paliwowej.
  • W jaki sposób planowane ograniczenie marż wpłynie na rentowność największych spółek paliwowych.
  • Dlaczego nowe przepisy mogą stać się zagrożeniem dla krajowego bilansu i importu paliw.
  • Jaki jest możliwy scenariusz dla rynku w przypadku politycznego klinczu wokół obu projektów.

Rząd proponuje przejęcie części nadzwyczajnych zysków poprzez dodatkowe opodatkowanie, podczas gdy Kancelaria Prezydenta chce bezpośrednio ograniczyć marże i część obciążeń podatkowych.

Co zakłada propozycja prezydenta?

Prezydent do piątku ma skierować do Sejmu własny projekt ustawy („PKN” – „Paliwo Kosztuje Normalnie”) w celu obniżenia cen paliw. Składa się on z obniżenia do zera podatku od sprzedaży detalicznej paliw (do końca marca 2027 r.) oraz możliwości elastycznego obniżenia stawek akcyzy przez resort finansów. Propozycja zakłada także wprowadzenie ustawowego limit na marże koncernów paliwowych (dotyczy to marży rafineryjnej, importowej i hurtowej).

Sejm będzie głosował nad projektem podatku od zysków spółek paliwowych, który jest kopią wcześniej skierowanej do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o podatku od zysków. Szacowane wpływy ok. to 4 mld zł. – Propozycja w ustawie, która dziś jest w parlamencie, jest identyczna. To znaczy rząd, wiedząc, jaka była decyzja prezydenta za pierwszym razem, kieruje taki sam projekt ustawy – powiedział szef gabinetu prezydenta, Paweł Szefernaker.

Czytaj więcej

Karol Nawrocki chce przedstawić własny projekt ustawy paliwowej

Według Karola Rabendy, minister w kancelarii prezydenta, propozycja Nawrockiego zakłada zamrożenie marż w drodze rozporządzenia ministra energii. Propozycje prezydenta mają obniżyć ceny paliwa o 1,7-2,6 zł/l, przy obecnej marży 2,3-2,6 zł/l. – Jeśli byłaby zamrożona na poziomie kilkudziesięciu groszy, to w zależności od analizy Ministerstwa Energii ta cena natychmiast by spadła – uważa minister. Jego zdaniem ten projekt nie będzie pozwalał rządowi na uzyskanie dodatkowych 10 mld zł (większe wpływy z VAT wynikające z wyższych cen ropy i marży Orlenu) z powodu wysokich cen paliw, a Orlen nie będzie miał dodatkowych 17-20 mld zł nadzwyczajnych zysków.

Na ustawie ucierpią Orlen i Unimot

Przyjrzymy się więc tym propozycjom i skonfrontujmy z rynkiem. Przy obecnej marży rafineryjnej na poziomie ok. 40 USD/bbl komponent marży w cenie diesla szacowany jest przez Michała Kozaka, analityka DM Trigon, na ok. 1 zł/l netto (bez VAT). Dla porównania Unimot szacował go na początku września na ok. 1,7 zł/l przy marży rafineryjnej 60 dol./bbl. Kancelaria Prezydenta wskazuje natomiast na „aktualną marżę rafineryjną” 2,3-2,5 zł/l, co sugeruje zastosowanie szerszej metodologii kalkulacji. – Wejście w życie pomysłu prezydenta traktowalibyśmy negatywnie dla Orlenu w okresie nadzwyczajnie wysokich marż, ale również z punktu widzenia postrzegania spółki przez rynek – powstałby mechanizm ograniczający zyski w górnej fazie cyklu, bez analogicznego wsparcia przy jego odwróceniu – wskazuje analityk.

Czytaj więcej

Arabski diesel napędzał świat. Europie bardzo trudno uzupełnić niedobory

Jego zdaniem na obecnym etapie trudno przełożyć propozycję na konkretny poziom cen, ale zapowiadane ograniczenie marży do „kilkudziesięciu groszy” na litrze sugeruje, że w skrajnym wariancie marża rafineryjna mogłaby zostać ograniczona nawet do ok. 13 USD/bbl (przy 0,3 zł/l), wobec ok. 40 USD /bbl obecnie. – Byłby to poziom zbliżony do ok. 12 USD/bbl, którego oczekujemy od 2029 r. po normalizacji rynku i odbudowie podaży paliw po zakończeniu konfliktów w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Kluczowy pozostaje jednak sposób kalkulacji marży oraz poziom limitu określony w rozporządzeniu – mówi analityk.

Również dla Unimotu Michał Kozak ocenia wpływ tego projektu negatywnie. – Oceniamy jako potencjalnie negatywne ustawowe ograniczenie marży importowej i hurtowej. Mógłby to ograniczyć rentowność segmentu paliw, szczególnie w okresach wysokich premii importowych, choć skala wpływu będzie zależała od konstrukcji i poziomu limitu – wskazuje analityk.

Propozycja prezydenta ograniczy import paliw?

Jego zdaniem dodatkowym ryzykiem jest zbyt niskie ustalenie dopuszczalnej rentowności importu – szczególnie w scenariuszu problemów z dostawami ropy z Saudi Aramco i konieczności pozyskiwania droższych baryłek na rynku spot. Jak podkreśla analityk, w takim otoczeniu zbyt niski próg mógłby ograniczać ekonomiczną opłacalność importu paliw i utrudniać elastyczność importera. Niezależnie od sporych mocy produkcyjnych, import pozostaje elementem koniecznym dla bilansu polskiego rynku paliw. Import oleju napędowego odpowiada za ok. 35 proc. krajowej konsumpcji tego paliwa.

Niewykluczone, że w sytuacji klinczu politycznego realnym jest scenariusz, w którym żaden z obecnie dyskutowanych pomysłów – ani prezydencki, ani rządowy – finalnie nie wejdzie w życie.