Ministerstwo Aktywów Państwowych przygotowało projekt podatku od zysków nadmiarowych spółek nie tylko energetycznych, ale wszystkich, które zatrudniają powyżej 250 osób. Spośród spółek giełdowych najwięcej podatków – jak wynika ze schematów, do których dotarliśmy – zapłacą spółki paliwowe i surowcowe, np. PKN Orlen, JSW czy KGHM.

Firmy powstrzymują się od komentarzy, czekając na konkretny projekt i ocenę skutków regulacji. Wpływy z podatku rzędu 13,5 mld zł mają trafić na zamrożenie cen energii elektrycznej dla podmiotów wrażliwych oraz samorządów.

Czytaj więcej

Każda duża firma ma zapłacić podatek od nadzwyczajnych zysków. Oto plany rządu PiS

Najważniejszy element podatku to sama konstrukcja daniny. Obowiązek jej uiszczenia ciążyć będzie na przedsiębiorcach, których zysk brutto za 2022 r. jest większy od ich uśrednionego zysku brutto za lata 2018, 2019 oraz 2021 r. Rok 2020 nie będzie uwzględniony w wyliczeniu z uwagi na jego wyjątkowy, pandemiczny charakter.

Przykładowo dana firma uzyskała w 2022 r. 12 mld zł przychodu przy marży 16,7 proc., średnia marża w okresie referencyjnym wynosiła zaś 10 proc. Podstawa naliczania daniny wyniesie więc 12 mld zł razy 6,7 proc. (różnica w poziomie marż), co daje 804 mln zł. Od tej kwoty pobrany ma zostać podatek w wysokości 50 proc., czyli 402 mln zł. Co ciekawe, podmioty, które są obecnie obwiniane za wysokie marże, a więc koncerny energetyczne, mogą wedle wstępnych wyliczeń zapłacić najmniej, lub wcale, dodatkowego podatku. Dlatego w 2023 r. istotne jest, aby we wzorze na podstawę naliczenia daniny ujęta została możliwość odliczenia wydatków poniesionych w 2023 r. na inwestycje w kluczowych z perspektywy rozwoju i bezpieczeństwa państwa obszarach, jak – w szczególności – produkcja energii i nośników energii, efektywność energetyczna oraz sieć przesyłowa i dystrybucyjna, infrastruktura obronna i przemysł obronny, infrastruktura i zdolności produkcyjne związane z produkcją nawozów, eksploracja i przygotowanie do wydobycia złóż surowców naturalnych, przemysł chemiczny. – W powyższym zakresie przepisy powinny przewidywać obowiązek prowadzenia odrębnej ewidencji, która pozwalałaby na jednoznaczne zidentyfikowanie kwalifikowanych inwestycji – czytamy w projekcie. To może być furtka dla firm, aby obniżyć podatek lub nawet go obejść. Nakłady inwestycyjne w branży energetycznej wynoszą bowiem miliardy złotych.

Spółki będą także zawiązywać rezerwy, aby próbować pomniejszyć swój tegoroczny zysk. Tak jest już w przypadku Taurona i Enei. Katowicki koncern podał, że dokonuje rezerwy w sektorze wytwarzania w wysokości aż 943 mln zł. Poznańska spółka zaś szacuje wysokość rezerwy na ok. 446,9 mln zł. Spółki tłumaczą, że przyczyną utworzenia tych rezerw jest sprzedaż energii elektrycznej na rynku terminowym po cenie, kiedy koszty związane z realizacją tych umów są wyższe niż korzyści z nich wynikające.

Tauron broni się przed taką argumentacją. Paweł Szczeszek, prezes Grupy Tauron, podkreślił, że ceny energii kształtowane są na Towarowej Giełdzie Energii, a cenę wyznacza najdroższa technologia produkcji energii – w wielu przypadkach to cena gazu. –Tauron produkuje tylko połowę tego, co sprzedaje. Zatem jesteśmy ofiarami tego systemu. Nasza marża w obrocie to mniej niż 1 proc. sumy końcowej. Potrzebna jest specustawa, która ochroni wszystkich uczestników rynku przed stratami – kończy prezes.