Ceny prądu w Polsce znów stały się tematem debaty po publikacji danych Eurostatu za drugą połowę 2025 r. W ujęciu nominalnym najwięcej za energię płacili mieszkańcy Irlandii, Niemiec i Belgii, zaś najmniej mieszkańcy Węgier, Malty i Bułgarii. Polska nie znalazła się na samym szczycie tego zestawienia, ale inaczej wygląda sytuacja po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, czyli relacji cen do dochodów i kosztów życia.

Czytaj więcej

ZUS szykuje przeliczenie składek. Nawet kilkaset złotych więcej do emerytury

Dlaczego w Polsce prąd jest tak drogi?

Według tego wskaźnika Polska zajęła trzecie miejsce w Unii Europejskiej z wynikiem 37,15 PPS za 100 kWh. Wyżej znalazły się tylko Rumunia i Czechy. Wynika z tego, że rachunki za prąd są dla polskich rodzin wyjątkowo dotkliwe, nawet jeśli sama cena w euro nie należy do najwyższych w UE.

Z czego wynikają tak wysokie ceny? Eksperci, z którymi rozmawiała Interia, wskazują przede wszystkim na strukturę polskiej energetyki. Produkcja prądu nadal w dużej mierze opiera się na węglu, co wiąże się z wysokimi kosztami emisji CO2 w unijnym systemie ETS. Elektrownie muszą kupować uprawnienia do emisji, a te wydatki są później uwzględniane w cenach energii. Według Kamila Moskwika, analityka rynku energii, w 2025 r. koszt wytwarzania energii z węgla kamiennego wynosił średnio 110 euro za MWh, z czego 70 euro przypadało na uprawnienia ETS.

Czytaj więcej

Runął mit 10 tysięcy kroków. Badania wskazują niższy próg

Produkcja oparta na węglu przekłada się też na wyższe ceny hurtowe energii. Jak informuje Interia, na Towarowej Giełdzie Energii cena kształtuje się na poziomie kosztu krańcowego najtańszej jednostki wytwórczej potrzebnej do zbilansowania systemu w konkretnej godzinie, a w Polsce zazwyczaj jest nią elektrownia węglowa. Z tego powodu roczna średnia cena dnia następnego w Polsce była wyższa niż we Francji, gdzie duży udział ma energetyka jądrowa, czy w Norwegii, opartej na hydroenergetyce.

Rachunki za energię podbijają także opłaty

Na końcową kwotę rachunku wpływa nie tylko cena samej energii. Polacy płacą również opłatę mocową, OZE, kogeneracyjną, przejściową, a także coraz wyższe opłaty dystrybucyjne. Zdaniem ekspertów część kosztów transformacji energetycznej i utrzymania elektrowni w gotowości została przeniesiona bezpośrednio na odbiorców.

Bartłomiej Orzeł z think tanku Project Tempo zwraca uwagę, że obywatele finansują również modernizację i rozbudowę sieci. Jego zdaniem te koszty będą rosnąć, a obecny model prowadzi do sytuacji, w której konsumenci płacą za transformację podwójnie – raz w cenie energii obciążonej ETS, drugi raz w dodatkowych opłatach doliczanych do rachunku.