Ostatecznej umowy na budowę elektrowni jądrowej jeszcze nie ma. Mimo to, PEJ już kontraktują kluczowe elementy dla budowy samej wyspy jądrowej. O jakich elementach mówimy?
Faktycznie negocjacje dotyczące umowy na budowę elektrowni jądrowej trwają. Systematycznie posuwamy się w nich do przodu, a w międzyczasie pracujemy z konsorcjum Westinghouse-Bechtel na podstawie umowy EDA (Engineering Development Agreement – przyp. red.). Jest to porozumienie na prace pomiędzy etapem na projektowanie elektrowni a umową na jej budowę. Na gruncie umowy EDA zleciliśmy wcześniej Bechtel zakontraktowanie turbin i urządzeń pomocniczych do naszej elektrowni, a ostatnio także budowę hali do scalania modułów reaktora. Teraz zleciliśmy Westinghouse kolejne elementy o długim czasie produkcji, tzw. Long Lead Items. Chodzi o kluczowe dla projektu elementy tzw. wyspy jądrowej, w tym m.in. najważniejsze moduły strukturalne i obudowę bezpieczeństwa reaktora.
Co zawiera zamówienie?
Chodzi o przygotowanie i zamówienie w sumie sześciu kluczowych komponentów dla pierwszego bloku elektrowni Lubiatowo-Kopalino. Zamówienie takich elementów to nie jest jednak coś, co się dzieje w tydzień. Na bazie naszego zlecenia Westinghouse rozpocznie przygotowywanie dokumentacji technicznej, w tym planów jakości i nadzoru oraz proces zamówienia materiałów koniecznych do produkcji LLI. Sama produkcja i dostawa LLI zostaną przez nas zamówione już w ramach umowy EPC.
Dlaczego?
Projekty jądrowe charakteryzują się dużym stopniem złożoności i pewne czynności można realizować równolegle, ale niektóre muszą być prowadzone w sposób sekwencyjny. W tym przypadku działamy więc krok po kroku. Najpierw Westinghouse musi wybrać dostawcę, a po sprawdzeniu wszystkich specyfikacji możemy przejść do drugiego etapu składania zamówienia. Dzięki takiemu etapowaniu będziemy zarządzać odpowiednio ryzykiem. Zabezpieczymy możliwości produkcyjne w odpowiednich zakładach, a także będziemy racjonalnie gospodarować środkami finansowymi.
Kto Westinghouse może dostarczyć obudowę reaktora?
Portfolio potencjalnych dostawców obudowy reaktora, spełniających wymagane normy oraz posiadających możliwości produkcyjne jest niezwykle wąskie i obecnie dostawców tego konkretnego LLI należy poszukiwać globalnie. Westinghouse prowadzi rozmowy z dostawcami m.in. z Azji oraz działania związane z regionalizacją. Natomiast jeśli chodzi o inne elementy, to widzimy też realną szansę, aby w kolejnych etapach projektu coraz większą rolę odgrywały polskie przedsiębiorstwa, które pomyślnie ukończą proces kwalifikacji do wymagań ASME NQA-1.
Jaki będzie jej koszt?
To, ile cały proces będzie kosztował na poszczególnych etapach, jest informacją poufną i na tym etapie nie możemy podać ceny, by nie wpłynąć na proces negocjacji między Westinghouse a firmami, które potencjalnie te zamówienia będą realizować.
Jakie jeszcze elementy zamówiono u Westinghhouse'a?
Oprócz obudowy bezpieczeństwa reaktora zamówienie dotyczy też modułów strukturalnych stanowiących integralną część budynku reaktora i systemów bezpieczeństwa. To są dość techniczne nazwy. Chodzi m.in. o: moduł zawierający przedziały generatorów pary oraz kanał przeładunkowy paliwa, moduł konstrukcyjny zbiornika zapasu wody dla systemów bezpieczeństwa reaktora i moduły konstrukcyjne budynku pomocniczego.
Są to prefabrykowane, wielkogabarytowe elementy konstrukcyjne, które stanowią integralną część wyspy jądrowej reaktora AP1000. Ich produkcja wymaga zaawansowanych kompetencji inżynieryjnych, specjalistycznych procesów wytwórczych oraz spełnienia rygorystycznych standardów jakości obowiązujących w energetyce jądrowej.
Elementy modułów są wytwarzane poza placem budowy, a następnie transportowane w postaci submodułów do lokalizacji elektrowni, gdzie są scalane i następnie integrowane z budynkiem reaktora oraz pozostałymi systemami wyspy jądrowej. Takie podejście pozwala zoptymalizować proces realizacji inwestycji, usprawnić procesy logistyczne, poprawić efektywność procesu budowy oraz zapewnić wysoką jakość wykonania najbardziej wymagających elementów obiektu.
Kiedy Westinghuose złoży pierwsze zamówienia na elementy części jądrowej elektrowni?
Chcemy, by pierwsze zamówienia pojawiły się jeszcze w tym miesiącu. Na pewno będziemy o tym sukcesywnie informować.
Polskie Elektrownie Jądrowe przekazały we wrześniu, że udało się osiągnąć tzw. kamienie milowe w ramach negocjacji finalnej umowy na budowę elektrowni jądrowej (Umowa EPC, Engineering, Procurement, Construction) z konsorcjum Westighouse – Bechtel. Co uzgodniono?
Chodzi o warunki handlowe obejmujące najważniejsze kwestie komercyjne i prawne. Ich uzgodnienie nie oznacza jeszcze domknięcia negocjacji, ale otwiera możliwość dalszych prac nad szczegółowymi postanowieniami umowy i jej załączników. Wypracowaliśmy rozwiązania, które są dla nas satysfakcjonujące.
Jak się dowiadywaliśmy, jedną z kwestii spornych była odpowiedzialność za ewentualne wady czy opóźnienia. Czy to zostało już ustalone?
Nie chcę zdradzać szczegółów prowadzonych negocjacji, ale uzgodniliśmy m.in. kwestie dotyczące odpowiedzialności za ewentualne problemy techniczne i to, co uzgodniliśmy, jest dla nas satysfakcjonujące. To wszystko oczywiście wymaga dalszych, szczegółowych rozmów i potwierdzenia w języku umownym, co jest naturalnym elementem procesu i właśnie trwa.
Czyli to Amerykanie przejęli odpowiedzialność za ewentualne problemy?
Nie mogę ujawniać szczegółów przyszłej umowy w trakcie trwania negocjacji. Mogę jedynie powiedzieć, że zmiany, do jakich doszło są partnerskie i powtórzyć, że podział ryzyka jest dla nas zadowalający. To, co chcieliśmy zmienić w stosunku do postanowień poprzednich umów, udało się nam osiągnąć.
Amerykanie tak łatwo dali za wygraną?
Po pierwsze, nikt tu nie wygrywa ani nie przegrywa. Gramy do jednej bramki i chcemy wspólnie ukończyć ten projekt. Po drugie, takie rozmowy nigdy nie były i nie są łatwe. Po przeciwnej stronie stołu chcemy widzieć przede wszystkim partnera, co kolejny raz udało się nam potwierdzić, osiągając kompromis dotyczący podziału ryzyka prac projektowych, budowlanych i odbiorowych.
Stawialiśmy Amerykanom trudne warunki?
Reprezentujemy w interesach polską stronę i dbając o nią sięgamy po różne narzędzia dostępne w ramach negocjacji. Tego typu rozmowy trwają zawsze wiele miesięcy. Nam minął już rok i zakończenie negocjacji jeszcze w tym roku niezmiennie jest naszą ambicją. Rozmowy są niełatwe, ale są też intensywne – Amerykanie, w różnych zespołach tu w Polsce i w USA, rozmawiają z nami, nawet w czasie, kiedy ja rozmawiam z Panem. Nie mogę zdradzić, jakie padały argumenty, ale skoro osiągnęliśmy porozumienie, oznacza to, że sposób prowadzenia rozmów okazał się skuteczny.
Podpisanie umowy na budowę elektrowni jądrowej jest możliwe w tym roku?
Wolałbym mówić o zakończeniu negocjacji, bo podpisanie samej umowy musi poprzedzić proces zgód korporacyjnych, któremu jako zarząd spółki jesteśmy podlegli. Konsekwentnie podkreślam też, że dla nas najważniejsze jest wynegocjowanie korzystnej umowy. Patrząc na aktualny stan rozmów, spodziewamy się, że zamknięcie negocjacji ma szansę nastąpić w grudniu 2026 r. Trzeba jednak zachować roztropność i pełną mobilizację do samego końca, bo żadna ze stron nie pozwoli sobie na poluzowanie stanowisk negocjacyjnych. Tak więc, zegar tyka.
A dla kogo szybciej?
Każda ze stron ma swoje powody, aby spoglądać na zegarek – my, ale i Amerykanie.
Osiągnięcie kamieni milowych oznacza, że najtrudniejsze w rozmowach jest za nami?
Powiem przewrotnie, jeśli wszystko nie jest jeszcze wynegocjowane, to nic nie jest jeszcze przesądzone. Kamienie milowe wydatnie przybliżają nas do finału, ale nie powiedziałbym, że wspięliśmy się już na sam szczyt i najłatwiejsze już tylko przed nami. Tym niemniej, to, co już udało się nam osiągnąć, to jest istotny postęp względem tego, co było jeszcze rok wcześniej.
To znaczy?
Rok temu, planowaliśmy wszystkie elementy umowy EPC dyskutować szczegół po szczególe. Zmieniliśmy jednak podejście i formę rozmów. Ustaliliśmy, że najpierw wynegocjujemy warunki brzegowe, a potem będziemy ustalać szczegóły. To zadziałało i mamy postępy.
Wiadomo już, kto za co odpowiada w projekcie? Jeszcze rok – dwa lata temu nie było to chyba takie pewne…
To prawda, ale wszystkie te elementy są już klarowne i jasne. Udało się nam też uzgodnić konkrety dotyczące tego, kto za co odpowiada, jak się dzielimy ryzykiem, a także jakie są mechanizmy zarządzania tym ryzykiem.
W ramach porozumienia EDA wykonaliście już szereg prac, jednak budowy nie da się na jego bazie rozpocząć.
To oczywiste, nie możemy jej wydłużać w nieskończoność. Była ona nam potrzebna, aby zabezpieczać harmonogram realizacji naszego przedsięwzięcia.
Jeśli jednak umowa zostanie wynegocjowana do końca I kw. 2027 r. grożą nam opóźnienia w pracach nad elektrownią?
Nie. To wszystko zależy od wynegocjowanego zakresu prac, dopóki realizujemy zadania znajdujące się na ścieżce krytycznej Projektu i jesteśmy po stronie terminowej realizacji. Jak powiedziałem, widzimy spore szanse, że uda się wynegocjować porozumienie do końca 2026 r. Jeśli rozmowy się jednak przeciągną, mamy różne scenariusze, jak działać, by projekt postępował, ale oczywiście nie będzie to… komfortowa sytuacja.
Podpisana przez prezydenta nowela ustawy o inwestycjach towarzyszących inwestycji jądrowych może pozwolić na wcześniejsze rozpoczęcie prac budowlanych. Czy rozpoczęcie wstępnych robót budowlanych, a więc faktycznie budowy elektrowni jądrowej jest możliwe jesienią za rok?
Jeszcze w tym miesiącu planujemy złożyć wniosek o wstępne roboty budowlane i jeśli uzyskamy pozwolenie w zakładanym przez nas terminie, to w przyszłym roku te prace rozpoczniemy. Chodzi o taką część tych prac, która nie dotyczy jeszcze samego reaktora. Do prac przy części jądrowej niezbędna jest bowiem odpowiednia zgoda Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki. Pozwolenie na pełnoskalową budowę niezmiennie planujemy uzyskać w 2028 r..
Jednak niedawno PAA poprosiła PEJ o wyjaśnienia niektórych elementów we wniosku. To nie opóźni wydania decyzji?
Nasz dialog z PAA jest standardowym elementem tego procesu i nie widzimy powodów, dla których miałoby to opóźnić wydanie decyzji. Z PAA również takie sygnały nie płyną.