Już po roku rządów „koalicji Vivaldiego” orkiestra najwyraźniej zaczyna fałszować, bo zaczęły się kłótnie o energetykę. Rząd ma zdecydować, czy trzymać się planu wyłączenia wszystkich reaktorów jądrowych do 2025 roku, czy też przedłużyć funkcjonowanie dwóch reaktorów w Tihange i Doel. Koalicja nie potrafi jednak podjąć wspólnej decyzji w tej sprawie, co grozi rozpadem rządu. Szczególnie Zieloni wraz ze swoją minister ds. energii Tinne Van der Straeten zasadniczo nie zgadzają się na jakiekolwiek przedłużenie funkcjonowania elektrowni atomowych. Z ich perspektywy 2025 rok jest ostatecznym terminem na odejście Belgii od atomu.

Jedyne, co Van der Straeten proponuje w zamian, to znaczna rozbudowa produkcji energii z użyciem gazu ziemnego. Nie odpowiada to jednak pozostałym koalicjantom. tym bardziej że na rynkach spotowych ceny gazu są wysokie, a politycy obawiają się konsekwencji tego dla cen prądu. Część polityków koalicji, takich jak np. Georges-Louis Bouchez, przewodniczący walońskich liberałów Mouvement Réformateur (MR), nie zgadzają się na dalsze uzależnienie się od dostaw z Rosji, co by było naturalną konsekwencją budowy kolejnych elektrowni gazowych.

Komentatorzy zastanawiają się, czy Bouchez zaryzykuje faktycznie rozpad rządu. Już raz zapowiedział że pójdzie w tej sprawie tak daleko, jak to będzie konieczne. Jednocześnie był ostrożny w swoich wypowiedziach, nie używając słów, takich jak weto czy koniec koalicji Vivaldiego.

Opcja przejścia od atomu do gazu traci także poparcie opinii publicznej. Wcześniej Belgowie bali się o bezpieczne funkcjonowanie swoich już bardzo starych elektrowni atomowych. Reaktory w Tihange uruchomiono w latach 1970, 1983 i 1985, a reaktor w Doel w 1975 roku. Jednak po powodziach latem 2021 roku nastawienie Belgów zaczęło się zmieniać – obawy przed awarią jądrową zmalały. Dla wielu staje się za to bardzo istotne niebezpieczeństwo zmian klimatu. Van der Straeten podkreśla, że większość reaktorów jest technologicznie przestarzała, a wszelka dyskusja dotyczyć może ewentualnie dwóch reaktorów.

Jednocześnie dużą przeszkodą dla ewentualnej kontynuacji pracy elektrowni w Doel i Tihange stał się ich właściciel, firma Engie Electrabel. Firma wielokrotnie już powtarzała, że obecnie nie jest przygotowana do eksploatacji tych zakładów po 2025 roku. Koncern od lat koncentrował się na stopniowym ograniczaniu możliwości produkcyjnych i przygotowaniach do ich wyłączenia.

Belgijscy Zieloni, podobnie jak ich koledzy w Niemczech, Austrii i Danii, powstali na fali protestów przeciwko energii jądrowej. Wynika z tego ich dzisiejszy fundamentalny sprzeciw wobec energetyki atomowej. Podobnie jak większość zachodnioeuropejskich ruchów ekologicznych, które w latach 80. ub. wieku przerodziły się w partię Zielonych, są oni w tej sprawie skazani na bezkompromisową politykę, nawet jeśli oznaczałoby to koniec powstającej w bólach koalicji rządowej.

Tymczasem Bouchez zarzuca swoim zielonym koalicjantom, że ich poglądy są już nieaktualne, bo największym niebezpieczeństwem dla planety nie jest już wybuch atomowy, ale emisja dwutlenku węgla. Jeśli walka z emisją CO2 jest kluczem do politycznych sukcesów Zielonych, to jak wytłumaczą swoją postawę demonstrującym młodym ludziom?, pyta Bouchez.