Amerykańsko-izraelska wojna z Iranem wyraźnie pokazała, że kondycja gospodarki światowej jest w dużym stopniu zależna od wąskiego gardła, którym jest cieśnina Ormuz. Przed wojną przepływały przez ten szeroki na 60–90 km pas wody tankowce przewożące blisko 20 mln baryłek ropy dziennie. Trwająca ponad miesiąc wojna (która wciąż może zostać wznowiona) doprowadziła do załamania dostaw surowca głównie do krajów azjatyckich i spowodowała ostry wzrost cen paliw na rynkach.

Sytuacja byłaby jeszcze gorsza, gdyby Arabia Saudyjska nie przekierowała dużej części eksportu ropy przez rurociąg Wschód-Zachód, prowadzący do terminalu naftowego Yanbu nad Morzem Czerwonym. O ile przed wojną przepływało tam około 770 tys. baryłek surowca dziennie, to na początku kwietnia wykorzystywano już pełne moce przesyłowe tego rurociągu wynoszące 7 mln baryłek dziennie (z czego 2 mln trafiało do saudyjskich rafinerii, a reszta na eksport).

Czytaj więcej

Iran grozi odwetem po decyzji USA o blokadzie. Region na krawędzi eskalacji

Saudyjski rurociąg Wschód-Zachód zbudowano w latach 80., w czasie wojny między Irakiem a Iranem, w ramach której atakowane były też tankowce państw neutralnych w Zatoce Perskiej. Z perspektywy czasu budowa tej energetycznej trasy przesyłowej okazała się genialnym posunięciem. Częściowa blokada cieśniny Ormuz sprawiła, że odżyły inne pomysły na projekty infrastrukturalne mające zmniejszyć zależność państw regionu od morskich „wąskich gardeł”. Wiele osób zaczęło się zastanawiać dlaczego bogate arabskie monarchie nie dokonały takich inwestycji wcześniej, zamiast wydawać miliardy dolarów na budowę futurystycznych miast na pustyni.

Cieśnina Ormuz. Jak ominąć wąskie gardła?

Christopher Bush, dyrektor generalny Cat Group – prywatnej libańskiej firmy, która była jednym z głównych wykonawców saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód – stwierdził w rozmowie z „Financial Timesem”, że zainteresowanie nowymi energetycznymi projektami przesyłowymi było duże jeszcze przed rozpoczęciem wojny. – Mieliśmy zapytania dotyczące różnych rurociągów. Na moim biurku leży kilka różnych prezentacji – powiedział Bush. Zwrócił jednak uwagę na to, że realizacja takich projektów byłaby kosztowna. Gdyby obecnie budowany był saudyjski rurociąg Wschód-Zachód, kosztowałby 5 mld dol. Wybudowanie dłuższych i bardziej skomplikowanych rurociągów z Iraku przez Jordanię, Syrię lub Turcję kosztowałyby od 15 mld do 20 mld dol.

Jednym z problemów do pokonania, byłoby przebijanie się przez twarde bazaltowe skały, dominujące w pasmach górskich Półwyspu Arabskiego. Mimo wszystko budowa nowych rurociągów wydaje się czymś łatwiejszym i tańszym niż choćby projekt saudyjskiego, futurystycznego miasta Neom, który miał pochłonąć co najmniej 500 mld dol. Czasem też do dużych zmian w regionalnych przepływach surowców mogłoby doprowadzić położenie stosunkowo krótkich odcinków rurociągów – np. łączących pola wydobywcze z terminalem morskim Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, który umożliwia transport z pominięciem cieśniny Ormuz. Jeden z wysokiej rangi dyrektorów z branży energetycznej powiedział „Financial Times”, że ZEA „zawsze miały plan B na drugi rurociąg do Fudżajry”. Dodał jednak, że żadne decyzje prawdopodobnie nie zapadną, dopóki nie stanie się jasny długoterminowy status cieśniny Ormuz.

Czytaj więcej

Ważne oświadczenie Pétera Magyara w sprawie kredytu dla Ukrainy i wejścia do UE

Państwa regionu powinny również pomyśleć o zabezpieczeniu się na wypadek ewentualnej blokady cieśniny Bab al-Mandab, łączącej Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Na jej wschodnim brzegu są obecni jemeńscy rebelianci Huti będący sojusznikami Iranu. Jesienią 2023 r. zaczęli oni atakować żeglugę na Morzu Czerwonym, co sprowokowało powstanie koalicji międzynarodowej, z udziałem USA, która miała temu przeciwdziałać. Rozejm z Hutimi, przewidujący wstrzymanie ich ataków na statki udało się osiągnąć dopiero w maju 2025 r. po intensyfikacji amerykańskich ataków lotniczych. W sierpniu 2025 r. w ataku izraelskiego lotnictwa zginęła większość rządu Hutich.

W czasie ostatniej wojny USA z Iranem Huti nie atakowali statków, ale władze Iranu straszyły, że mogą oni rozpocząć blokadę Bab al-Mandab. Wówczas tankowce z saudyjską ropą musiałyby płynąć do Azji okrężną trasą, prowadzącą przez Kanał Sueski, Morze Śródziemne i wokół Afryki. Kanał Sueski jest też jednak „wąskim gardłem” łatwym do zatkania. W marcu 2021 r. na sześć dni został on zablokowany w wyniku wypadku kontenerowca „Ever Given”. Teoretycznie można sobie wyobrazić podobną blokadę spowodowaną choćby sabotażem dokonanym przez terrorystów.

Wracają więc pomysły budowy energetycznych tras przesyłowych omijających Morze Czerwone i Kanał Sueski. Izraelski premier Binjamin Netanjahu snuł w marcu w jednym ze swoich przemówień wizję budowy rurociągu naftowego łączącego Arabię Saudyjską z izraelskim portem w Hajfie. Do 1948 r. działał, zbudowany przez Brytyjczyków, rurociąg naftowy z irackiego Kirkuku, przez Jordanię do Hajfy. Katar snuje natomiast od lat plany budowy gazociągu łączącego jego pola naftowe z Turcją. W jednym z wariantów miałby on przechodzić przez Syrię, w innym przez Irak. Irackie władze odświeżyły natomiast ideę budowy rurociągu do syryjskiego portu Banias. Jedną z możliwych opcji byłoby stworzenie korytarza transportowego IMEC, który biegłby z Indii przez Zatokę Perską, a następnie do Europy. Projekt ten byłby konkurencją dla chińskich projektów związanych z Inicjatywą Pasa i Szlaku.

– Ludzie muszą kontrolować swój własny los, razem ze swoimi przyjaciółmi. Potrzebujemy rurociągów naftowych, połączeń kolejowych w całym regionie, lądowych, bez dawania innym wąskich gardeł, którymi mogą nas dusić– uważa Yossi Abu, prezes izraelskiej firmy NewMed Energy.

Szansa na pokój na Bliskim Wschodzie

Relacje z Izraelem wciąż stanowią w regionie temat bardzo drażliwy politycznie. Bogate monarchie znad Zatoki Perskiej od lat utrzymują jednak z Izraelem nieoficjalne kontakty. W 2020 r., czyli za pierwszej kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa, ZEA, Bahrajn i Maroko nawiązały oficjalne relacje dyplomatyczne z państwem żydowskim. Administracja Trumpa od dawna liczyła, że do tego procesu normalizacji (prowadzonego w ramach tzw. Porozumień Abrahamowych) przyłączą się też Arabia Saudyjska, Oman, Katar i Kuwejt. Amerykanie mediują też między Izraelem a Syrią oraz Libanem.

Wojna z Iranem sprawiła, że reżim w Teheranie zaczął być postrzegany przez część państw arabskich jako główne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Nawet wcześniej, niektórzy przedstawiciele elit tych krajów cieszyli się, że Izrael zadaje celne ciosy Iranowi, Hezbollahowi i Hutim (atak Izraela na Syrię rządzoną przez ekipę dawnych antyassadowskich rebeliantów został jednak jednoznacznie źle przyjęty w regionie). Wspólne zagrożenie i budowa energetycznych tras przesyłowych mogą dodatkowo zbliżyć arabskie monarchie oraz Izrael, co przybliżyłoby trwalszy pokój na Bliskim Wschodzie.