Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie konsekwencje dla globalnego rynku ropy niesie propozycja opłat za tranzyt przez Cieśninę Ormuz.
  • Z czego wynika zaskakująca odporność giełd na wstrząs naftowy i rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie.
  • Na czym polega największe ryzyko dla podaży surowca, które wykracza poza sam natychmiastowy wzrost cen.
  • Które czynniki, od boomu AI po wyniki banków, stanowią fundament odporności amerykańskiej gospodarki.

Za baryłkę ropy gatunku Brent płacono we wtorek po południu ponad 87 dol. Zdrożała ona o 3,5 proc., po tym jak w poniedziałek cena wzrosła o 9 proc. Baryłka surowca gatunku WTI kosztowała wówczas ponad 80 dol. Rynek reagował w ten sposób na deklarację prezydenta USA Donalda Trumpa o wznowieniu morskiej blokady Iranu oraz jego zapowiedź mówiącą, że Stany Zjednoczone będą pobierać myto za tranzyt przez Cieśninę Ormuz wynoszące aż 20 proc. od wartości przewożonych towarów. Wzrost cen ropy nie przełożył się jednak na silniejszą wyprzedaż na giełdach. Większość europejskich indeksów umiarkowanie traciła we wtorek po południu. Dużych spadków nie było też w Azji. Koreański indeks KOSPI zamknął się 0,8 proc. na plusie, po tym jak dzień wcześniej spadł o 8,6 proc. Część producentów półprzewodników odrabiała straty po poniedziałkowej przecenie. Mocniej zyskiwały koncerny naftowe, na przykład akcje BP drożały w Londynie o 3 proc.

Czytaj więcej

Donald Trump wycofuje się z opłat za cieśninę Ormuz. „Nie podoba mi się koncepcja”

Ceny ropy rosną po zapowiedzi opłat za tranzyt przez Cieśninę Ormuz

Rynki nie są jeszcze przekonane, że dojdzie do większej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. – Sądzimy, że szczyt eskalacji jest już za nami, ale jest ryzyko, że ceny ropy pozostaną w przedziale 85-90 dol. za baryłkę – prognozuje Soni Kumari, analityk ANZ Banku.

Administracja Trumpa jeszcze nie sprecyzowała, jak będzie naliczana opłata za tranzyt przez Cieśninę Ormuz. Analitycy wskazują jednak, że może ona poważnie zagrozić podaży ropy na rynku.  – Nie jest to precedensem, że USA oferują usługi ochrony statkom w Zatoce Perskiej – robiły to na przykład dla kuwejckich statków atakowanych przez Iran w latach 80. Jednak nałożenie 20-procentowej opłaty na statki to dość wygórowany, wręcz szantażujący poziom, zwłaszcza że nie jest jasne, czy USA są w stanie zapewnić bezpieczny tranzyt w pierwszej kolejności – stwierdził David Goldwyn, prezes Goldwyn Global Strategies i były specjalny wysłannik Departamentu Stanu za administracji Obamy.

Czytaj więcej

Donald Trump żąda 20 proc. za tranzyt przez Ormuz. Ceny ropy natychmiast reagują

– Rynek liczył na silniejszą podaż po podpisaniu memorandum o porozumieniu między USA a Iranem w zeszłym miesiącu, ale ten optymizm już wygasł. Te nadwyżki z pewnością są zagrożone, zwłaszcza jeśli cieśnina zostałaby całkowicie zamknięta – twierdzi Andy Lipow, prezes firmy badawczej Lipow Oil Associates. Szacuje on, że proponowana przez Trumpa opłata, zastosowana do ładunków ropy naftowej, oznaczałaby de facto wzrost kosztów o około 16 dol. za baryłkę dla ropy transportowanej przez cieśninę, choć administracja Trumpa nie wyjaśniła jeszcze, w jaki sposób opłata miałaby być pobierana.

– Natychmiastowy wpływ jest oczywiście pozytywny dla cen ropy, ale znacznie ważniejszym problemem jest ryzyko wznowienia fizycznych strat podaży – uważa Henry Hoffman, współzarządzający funduszem Catalyst Energy Infrastructure Fund. Ostrzega on, że spadający ruch statków może w końcu zmusić producentów do ograniczenia wydobycia, jeśli zbiorniki magazynowe się zapełnią, ponieważ ropa nie będzie mogła być eksportowana. – Jeśli eksporterzy nie będą w stanie wysyłać ropy z Zatoki, zbiorniki magazynowe w końcu się zapełnią, pozostawiając producentom niewiele wyboru poza tymczasowym wstrzymaniem produkcji. To sprawia, że rzeczywista strata podaży może być znacznie większa niż to, co można zmierzyć, patrząc jedynie na uszkodzoną infrastrukturę – wskazuje Hoffman. 

Giełdy pozostają odporne mimo droższej ropy i napięć na Bliskim Wschodzie

Liczony przez CNN Indeks Chciwości i Strachu wynosił we wtorek 44 pkt, czyli sugerował, że na amerykańskim rynku akcji panuje „strach”. Odczyt ten był jednak bardzo bliski poziomu „neutralnego”. W dołku z 30 marca indeks wynosił tylko 6 pkt, co oznaczało „ekstremalny strach”, a w szczycie z 1 maja 71 pkt, co sugerowało „chciwość”. Na poziomie oznaczającym „ekstremalną chciwość” (czyli przekraczającym 75 pkt) był ostatnio 12 miesięcy temu. Mimo to amerykańskie indeksy giełdowe ustanawiały rekordy. S&P 500 zrobił to na początku czerwca, po raz pierwszy w historii przekraczając poziom 7600 pkt. Mediana prognoz strategów zebranych przez agencję Bloomberga sugeruje, że na koniec roku dojdzie on do 7700 pkt. Deutsche Bank, Goldman Sachs i Morgan Stanley spodziewają się 8000 pkt na koniec roku, a Citigroup 8100 pkt. Najbardziej optymistyczna prognoza (autorstwa Eda Yardeniego, szefa firmy analitycznej Yardeni Research) mówi o 8250 pkt na koniec roku. Oczywiście wiele będzie zależało od tego, jak entuzjastycznie inwestorzy będą podchodzili do boomu związanego ze sztuczną inteligencją. 

Czytaj więcej

Donald Trump poinformował Kongres, że USA są znów na wojnie. Teraz ma 60 dni

Amerykańskim akcjom może sprzyjać dobry sezon wyników. Średnia szacunków zebranych przez firmę FactSet mówi o wzroście zysków na akcję spółek z indeksu S&P 500 w drugim kwartale o 23,2 proc. We wtorek dosyć dobre wyniki przedstawiły m.in.: Bank of America, Goldman Sachs, JPMorgan Chase i Wells Fargo. – Gospodarka USA wykazała w tym roku zauważalną odporność, z silniejszymi inwestycjami przedsiębiorstw i zatrudnieniem. Ta siła jest wspierana przez kilka sprzyjających czynników, w tym inwestycje kapitałowe napędzane sztuczną inteligencją, bodźce fiskalne oraz korzyści z bardziej efektywnej regulacji – stwierdził podczas konferencji wynikowej swojego banku, Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase.

Oczywiście, dalszy wzrost cen ropy naftowej może zagrozić kondycji gospodarki amerykańskiej, ale jak dotąd okazała się ona dosyć odporna na wstrząsy. Podobnie odporna była giełda w USA. S&P 500 podczas marcowej wyprzedaży stracił od szczytu do dołka nieco mniej niż 10 proc., czyli nie wszedł nawet w korektę. Od dołka z końcówki marca zyskał już prawie 20 proc., choć kwestia kontroli nad Cieśniną Ormuz wciąż jest daleka od rozstrzygnięcia.