Idą czasy taniej ropy

A pumpjack operates near a Nabors Industries Ltd. drill rig standing over an oil well for Chevron Corp. in the Permian Basin near Midland, Texas, U.S., /Bloomberg

Na świecie nadal trudno jest zrozumieć czemu Rosjanie nie zdecydowali się na cięcia wydobycia i nową umowę z kartelem eksporterów ropy OPEC. Dlaczego ? Wyjaśnił to rosyjski wiceminister energii, Paweł Sorokin w rozmowie z agencją Reutera.

 

Co ciekawe Reuters nadał dwie wersje tej rozmowy: krótką po angielsku i naprawdę długą, po rosyjsku przy tym znacznie bardziej interesującą. Otóż, jak wynika z wyjaśnień Sorokina, Rosjanie nadal są przekonani, że jakiekolwiek cięcia obecnie nie pomogłyby w podwyższeniu cen, skoro popyt na ropę nieustannie spada i tak naprawdę nie wiadomo, gdzie znajduje się prawdziwa granica wsparcia notowań. Przy tym rosyjski minister przyznaje, że początkowo Moskwa była gotowa na przedłużenie obowiązującej umowy, z zastrzeżeniem, że w drugim kwartale 2020 cięcia wydobycia nie miały być zwiększone, czego chciała większość członków kartelu.

Kolejne zwiększenie wydobycia najprawdopodobniej wynoszące 300 tys. baryłek dziennie oznaczałoby, że OPEC+ łącznie zmniejszyłby podaż o 600 tys. baryłek, co Rosjanie uznali za bardzo trudne do wykonania z technologicznego punktu widzenia. Uznali jednocześnie, że cena ropy Brent wahająca się w granicach 45-55 dol. za baryłkę jest dla nich „uczciwa” i w pełni pozwala inwestować w przyszłe wydobycie. Według rosyjskich prognoz — które ujawnił Paweł Sorokin— ropa podrożeje w drugiej połowie 2020 do 40-45 dol. za baryłkę, a w 2021 osiągnie średnią wahającą się w widełkach 45-50 dol. Paweł Sorokin przyznał jednocześnie, że cena 3 tys. rubli za baryłkę jest dla rosyjskiej branży naftowej jak najbardziej komfortowa, a 2,1-2,5 tys. rubli nadal uznawana jest za satysfakcjonującą.

A co oznaczają trudności technologiczne ? Otóż, jak wiadomo, wydobycie ropy w Rosji odbywa się w większości w bardzo trudnych warunkach i zasadniczo różni się od metody jaką swoją ropę pompują Saudyjczycy, funkcjonujący w całkowicie odmiennym klimacie . Tam zwiększenie bądź zmniejszenie wydobycia jest znacznie łatwiejszą operacją. U Rosjan jest to zadanie znacznie bardziej skomplikowane i kosztowne.

drilling oil/Bloomberg

Ale w rosyjskiej wersji informacji ministra najciekawszy jest fragment o prognozach cen. Otóż, kiedy wzrosną one już do 45-55 dol. za baryłkę, to nadal będą one mało atrakcyjne dla amerykańskich producentów ropy łupkowej, a warto zwrócić uwagę, że Sorokin nawet w 2021 roku nie przewiduje notowań na poziomie 55 dol. za baryłkę. Gdyby taka prognoza rzeczywiście się sprawdziła, to dla producentów z USA sytuacja z trudnej zmieniłaby się w katastrofalną, bo wielu z nich jest potężnie zadłużonych, więc zmuszeni byliby prowadzić wydobycie z głębokimi stratami, bądź zasypywać odwierty.

I jeszcze jedno. Amerykanie mają i koszty i przychody w dolarach. Rosjanie: koszty w rublach, a wpływy w dolarach, które potem wymieniają na ruble. Dla nich więc ważniejsza jest cena rublowa, która dla Urala (ten gatunek jest tańszy od Brenta o 3-4 dol.) wynosi teraz 2235 rubli za baryłkę. Według Pawła Sorokina notowania na poziomie 2,1 – 2,5 tys. rubli za baryłkę są jak najbardziej do zaakceptowania. Czyli co to oznacza ? A to, że Rosjanie są przygotowani na przetrwanie nawet dłuższego okresu niskich notowań . To bardzo ważne w sytuacji, kiedy wszystko wskazuje na to, że ceny ropy rzeczywiście przez jakiś czas utrzymają się na niskim poziomie. A będzie to pewnikiem, jeśli rzeczywiście Saudyjczycy i Zjednoczone Emiraty Arabskie spełnią sygnalizowane zamiary i zwiększą podaż na rynki światowe.

Bloomberg

Notowania ropy są dzisiaj pod podwójną presją. Po pierwsze surowca jest więcej na rynku, a pandemia koronawirusa dodatkowo zmniejszyła popyt. A Rosjanie, jak chyba nigdy wcześniej, mają niepowtarzalną szansę pozbycia się łupkowej konkurencji. Jeśli rzeczywiście ten scenariusz się spełni, to Rosjanie wygrają dwa razy: odniosą sukces polityczny minimalizując amerykańskie zagrożenie, a z drugiej strony zwiększą udział w światowym rynku. Warto przy tym przypomnieć jak rozwinęła się w przeszłości sytuacja na rynku, kiedy ropa była równie tania. 40 dol. za baryłkę płacono na przełomie 2015/2016 roku. Potem ceny spadły jeszcze do 30 dol. za baryłkę, a wzrost do 40 dol. za baryłkę Brenta potrwał 8 tygodni, a kolejny ponad ten poziom łącznie 4 miesiące. I warto przypomnieć, że nie było wówczas tak wielkiego ryzyka, jakim dzisiaj jest koronawirus.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Wielki apetyt na Saudi Aramco

Choć władze Arabii Saudyjskiej ograniczyły tylko do Saudyjczyków możliwość zakupu 1,5 proc. akcji koncernu ...

Nieopłacalna energia ze słońca

Do banków zgłaszają się pierwsi wygrani aukcji z grudnia 2016 r. I są odprawiani ...

Estonia zbuduje Balticconnector

Rząd Estonii wydał zgodę na budowę gazociągu, który połączy systemy gazowe Estonii i Finlandii. ...

Rurociąg „Przyjaźń” znów stanął, pojawiła się brudna ropa

Nieoczekiwanie na wejściu rurociągu „Przyjaźń” do Polski wczoraj pojawiła się znów zanieczyszczona ropa. PERN ...

Tauron chce zaoszczędzić 1,2 mld zł

Katowicki koncern prowadzi zaawansowane prace nad opracowaniem kolejnego planu oszczędnościowego na lata 2016-2018. – ...

Łukoil wycofuje swoją ropę z Białorusi

Największy prywatny naftowy koncern Rosji zamiast na Białoruś, przekierował swoją ropę do portów nad ...