Idą drożyzna i spowolnienie

Splot negatywnych czynników wpływających na zwiększenie kosztów przedsiębiorstw niestety narasta. W przyszłym roku firmy zapłacą za prąd co najmniej 50 proc. więcej niż w roku obecnym.

Wpływają na to dwa czynniki – rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 oraz drożejący węgiel, a to właśnie ze spalania tego surowca powstaje w Polsce energia. Więcej zapłacimy też za transport, bo rośnie cena ropy naftowej – za baryłkę na światowych giełdach płaci się już 85 dolarów.

W związku z wyborczym maratonem (elekcja samorządowa w roku obecnym, a w roku przyszłym do Parlamentu Europejskiego oraz parlamentu RP) ani w tym, ani też w przyszłym roku nie należy oczekiwać podwyżek cen energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych. Co nie znaczy, że my, klienci, zostaniemy oszczędzeni, wręcz przeciwnie. Za drożejącą energię przede wszystkim bezpośrednio zapłacą firmy, ale w drugiej kolejności za to wszystko zapłacimy my, klienci, w wyższych cenach towarów i usług.

Więcej zapłacimy też za ciepło, które podobnie jak prąd powstaje w naszym kraju głównie ze spalania węgla. Wyższych rachunków należy się spodziewać za centralne ogrzewanie, a to oznacza uruchomienie kolejnej spirali cen. Za to też zapłacimy więcej w rachunkach za towary i usługi.

Ale to nie wszystko. Jak informowaliśmy we wtorek w „Rzeczpospolitej”, sektor przemysłowy we wrześniu tracił impet trzeci miesiąc z rzędu i rozwijał się najwolniej od niemal dwóch lat. Spowolnienie zbliża się do nas nieuchronnie z zachodu Europy. Gdy dołożymy do tego wzrastające koszty firm, to może się okazać, że nasze przedsiębiorstwa z okresu prosperity w czas stagnacji wejdą już finansowo pokiereszowane.

Czy można wskazać winnego? O ile ceny surowców dyktuje prawo podaży i popytu, o tyle rosnących cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla można się było spodziewać. Kolejni ministrowie odpowiedzialni w ostatnich latach za sektor energii starali się zaklinać rzeczywistość. Odkąd weszliśmy do UE, było wiadomo, że ambitne plany Brukseli odnośnie do redukcji emisji CO2 kiedyś uderzą w naszą gospodarkę. Oczywiście polska energetyka poniosła znaczące koszty na dostosowywanie instalacji do odsiarczania spalin i wychwytywania zanieczyszczeń, tak jak wymagała Komisja Europejska, ale poprzestanie na tym oznaczało brak zrozumienia polityki klimatycznej Unii.

Decydując się na wejście do UE, Polska dostosowywała różne gałęzie gospodarki do nowych warunków. Zabrakło jednak wizjonera lub strategów, którzy byliby w stanie przekonać rządzących do nakreślenia długofalowej polityki energetycznej, która nie szłaby na zwarcie z prawem UE. Wiadomo było od dawna, że Unia idzie w kierunku niskoemisyjnego wytwarzania energii. Polska reprezentowana przez kolejne rządy – w imię dbania o elektorat na Śląsku i przy braku pomysłu na rewolucję energetyczną – trzymała się węgla z uporem godnym lepszej sprawy. Rząd PiS po dojściu do władzy skutecznie zastopował rozwój odnawialnych źródeł energii, alternatywnych dla węgla. I teraz przychodzi nam za to płacić.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Inwestycje w Bogdance sięgną 400 mln zł

Bogdanka prognozuje w tym roku sprzedaż na poziomie 8,5 – 9 mln ton. W ...

Stacje paliw więcej zarobią

Większe wpływy ma przynieść nie tylko sprzedaż oleju napędowego czy benzyn, ale przede wszystkim ...

Mniejszy udział węgla w tzw. miksie.

Przybywa jednostek na gaz. Polski mix energetyczny nadal jest stosunkowo mało zdywersyfikowany. Ale powoli ...

Amerykańskie miliony w energetyce Ukrainy

Korporacja inwestycji zagranicznych USA (OPIC) zainwestuje 650 mln dol. w szereg projektów energetycznych, m.in. ...

Prezes LOTOSu odwołany

Rada nadzorcza koncernu odwołała z zarządu dotychczasowego jej szefa Marcina Jastrzębskiego. Jednocześnie pełnienie obowiązków ...

Niemcy: protest przeciwko belgijskiej atomówce

Belgia ponownie uruchamia elektrownię atomową Tihange 2. Niemcy protestują. Tihange znajduje się na granicy ...