Dlaczego pomagamy Łukaszence

Polska nie tylko wydaje białoruskiemu reżimowi opozycjonistów, ale też wspiera Łukaszenkę importując paliwa, po cenach uznanych przez innych za dumpingowe

Publikacja: 15.03.2013 12:15

Dlaczego pomagamy Łukaszence

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Gdyby nie unijne kraje pazerne na tanie białoruskie paliwa, być może już dawno Łukaszenko zostałby zmieciony z politycznej sceny. Jednak póki do budżetu Białorusi będą trafiać waluty od unijnych importerów paliw, dopóty reżim będzie miał z czego wspierać swoich najwierniejszych - służby siłowe, armię i miliony emerytów.

Tej prostej zależności zdaje się nie rozumieć Warszawa. Nasz kraj jest w szóstce największych unijnych importerów białoruskich paliw. A to w zasadzie jedyny produkt krainy Łukaszenki, który interesuje Unię.

Gdyby Holandia, Włochy, Łotwa, Wielka Brytania, Litwa i Polska nie sprowadzały rocznie ponad 17 mln ton benzyn i oleju z białoruskich rafinerii, to do budżetu w Mińsku nie trafiłoby 14,5 mld dol..Łukaszenko nie miałby z czego spłacać długów (w sumie kraj ma ich ok. 35 mld dol. z czego ok. 14 mld to długi państwa). Nie miałby też z czego płacić budżetówce i emerytom. A wtedy na ulicę mogliby wyjść nie tylko młodzi, gniewni i odważni.

Dotąd oprócz Unii paliwa białoruskie kupowały Rosja i Ukraina. Kijów jednak import zaraz zablokuje, dość ma bowiem dumpingowych cen z Białorusi i chce chronić swoje rafinerie i producentów. Dlatego wszczął wobec białoruskich dostawców postępowanie antydumpingowe. Za nim pójdą zaporowe cła.

Łukaszence pozostaje więc Rosja. Ten największy na świecie producent surowej ropy, nie kupi jednak całego paliwa z Białorusi, bo nie pozwolą na to rodzimi wielcy producenci. Do tego Moskwa także zarzuca Mińskowi dumping.

Oczywiście można powiedzieć, że jeżeli jedni by z zakupów zrezygnowali, to zawsze na ich miejsce znajdą się inni chętni, bo biznes to biznes. W wypadku Białorusi nie było by to jednak takie proste. Na rynek Unii idzie dziś trzy czwarte białoruskiego importu paliwowego.

Bruksela rok temu wprowadziła sankcje dla białoruskich urzędników i firm. Niewiele dały. Najwyższy już czas na bardziej skuteczne działania. Wprowadzenie przez Unię zakazu zakupu białoruskich paliw, podobnego do sankcji wobec Iranu, postawiłby Łukaszenkę pod ścianą.

Tylko kto zacznie za tym lobbować?

Gdyby nie unijne kraje pazerne na tanie białoruskie paliwa, być może już dawno Łukaszenko zostałby zmieciony z politycznej sceny. Jednak póki do budżetu Białorusi będą trafiać waluty od unijnych importerów paliw, dopóty reżim będzie miał z czego wspierać swoich najwierniejszych - służby siłowe, armię i miliony emerytów.

Tej prostej zależności zdaje się nie rozumieć Warszawa. Nasz kraj jest w szóstce największych unijnych importerów białoruskich paliw. A to w zasadzie jedyny produkt krainy Łukaszenki, który interesuje Unię.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie