– Działania Rosji zagrażają globalnemu bezpieczeństwu wojskowemu i energetycznemu. Są dwa warianty – rozmowy z udziałem Ukrainy i Unii albo sprawę rozstrzygnie wyłącznie wyrok Sądu Arbitrażowego w Sztokholmie – cytuje ukraińskiego premiera Arsenija Jaceniuka agencja Unian. Jego zdaniem ze względu na zagrożenie wstrzymania dostaw koncerny w Europie dostały polecenia, by zgromadzić w podziemnych zbiornikach maksymalne zapasy gazu.
Minister energetyki Jurij Prodamn podał w środę, że Ukraina kupi jeszcze 4,5 mld m3 gazu przed początkiem sezonu grzewczego.
Polski PGNiG uspokaja, że monitoruje sytuację i ma pełne magazyny gazu. Ma też możliwość otrzymywania rosyjskiego gazu przez Białoruś, a do tego jedna trzecia błękitnego paliwa wydobywana jest w kraju.
Eksperci, także rosyjscy, zwracają uwagę, że przerwanie tranzytu do Europy nie leży w interesie Gazpromu. Według materiałów rosyjskiego resortu gospodarki, do których dotarł „Kommersant", Gazprom może w tym roku zarobić o 4 mld dol. mniej z powodu ustępstw na rzecz swoich europejskich klientów, niższych zamówień i faktycznej utraty ukraińskiego odbiorcy.
Sprzedaż gazu na tzw. daleką zagranicę (Unia, Turcja, Bałkany) to główne źródło dochodów Gazpromu. W minionym roku dała 62 proc. przychodów ze sprzedaży gazu całej grupy i 40 proc. jej zysku. – Jeżeli prognozy o spadku cen gazu się sprawdzą, to także w latach 2015–2017 koncern straci, odpowiednio: 9 mld dol., 11 mld dol i 12 mld dol. – ocenia Aleksiej Kokin z banku Uralsib Kapital.
Analitycy UBS prognozują na lata 2016–2017 spadek cen gazu w kontraktach długoterminowych związanych z ceną ropy do poziomu 350–360 dol. Będzie to wynik spadku cen ropy i stabilizacji na rynkach gazu.
Na razie kraje Europy starają się zgromadzić jak najwięcej gazu przed zimą. Mołdawia podpisała w środę z Rumunią umowę na dostawy gazu od września. Mają one zmniejszyć zależność kraju od paliwa z Rosji.